Na dużych spółkach trwa impas. Kupujący obawiając się ostatecznych losów planu Hausnera powstrzymują się z decyzjami, sprzedający widząc dobrą koniunkturę na świecie nie spieszą się z pozbywaniem papierów. Trwa dobra passa średnich i małych firm, ale to w połączeniu ze słabością blue-chipów jest akurat niepokojący sygnał. Wygląda tak jakby obecnie brakowało większego kapitału na rynku, a królowali jedynie spekulanci wynajdujący firmy które do tej pory niewiele zyskały podczas hossy średnich firm.
Przy trwającej trzy tygodnie stabilizacji stawianie jakichś prognoz jest wróżeniem z fusów. Trzeba czekać na opuszczenie przez WIG20 obszaru 1652 -1694 pkt. To dawałoby impuls do bardziej zdecydowanego ruchu. Jednocześnie rozmywanie się planu Hausnera i przekładanie oszczędności na-po-wyborach oznacza, że rząd liczy jedynie na to, że wysoki wzrost gospodarczy zmniejszy zagrożenia związane z długiem publicznym. Jednocześnie taka strategia oznacza, że największe oszczędności na wydatkach socjalnych musiałaby realizować następna ekipa rządowa. Można jednak zapytać się po co jej taka scheda po odchodzącej ekipie. SLD nie chce robić prezentów PO i obcinać wydatków już teraz i ponosić politycznych konsekwencji takiego działania. PO może nie zechcieć poprzeć planu, bo brałaby odpowiedzialność za cięcia, ale efekty ewentualnego sukcesu planu byłyby wiązane z SLD. To trochę przypomina targi polityczne trwające przy planie Bauca. Wszyscy pamiętamy, jak się to zakończyło - niczym.
Patrząc na osłabienie złotego i obligacji trudno przypuszczać, by dziś WIG20 mógł wyraźnie zyskać. Raczej znów przeważać będą sprzedający, choć pewnie nic z tego nie wyniknie. Wsparcie jest dość daleko, więc do jego testu nie dojdzie. Teraz dzieli nas od niego ok. 30 pkt.