Reklama

Komentarz poranny

Publikacja: 21.04.2004 08:54

Wydawał się, że sesja w Stanach będzie równie "zajmująca" jak kilka

ostatnich. Wahania nie były duże i raczej skłaniały do tezy, że indeksy

pozostaną blisko poziomów z ostatnich dni. Końcówka przyniosła jednak

zmianę. Inwestorom puściły nerwy i ceny zjechały w dół. Fakt, że stało się

to właśnie tuż przed zamknięciem jest dla nas znaczący i pewnie odciśnie

Reklama
Reklama

swoje piętno na poziomie otwarcia naszego rynku. O tym jednak później.

Najpierw skupmy się na rynku amerykańskim i spróbujmy znaleźć pytanie, które

rozpaczliwie ciśnie się na usta posiadaczom tamtejszych akcji - "Dlaczego?",

a jeszcze lepiej - "Kto jest temu winien?"

Winowajca znalazł się błyskawicznie. Każdy serwis podaje, że spadek cen

akcji był wynikiem wypowiedzi Alana Greenspana. Cóż więc o takiego

Reklama
Reklama

powiedział, że rynek zareagował w ten sposób? Jak zwykle słowa były raczej

wyważone i tu ostrych opinii nie da się usłyszeć. Padły jednak dość ciekawe

spostrzeżenia, które jednoznacznie zostały przez rynek odczytane. Tak więc,

po pierwsze, deflacja nie jest już problemem. Fakt sam w sobie chyba znany i

nikogo takie zdanie nie powinno zdziwić. Przecież rynek już od dłuższego

czasu oczekuje na wzrost cen (który powoli się pojawia) i o deflacji nikt

Reklama
Reklama

już głośno nie mówi. Oczywiście rynek to nie Fed. Tam ciągle jeszcze to

słowo padało. Teraz już nie będzie, co zostało odebrane jako odebranie

argumentu dla tych, którzy byli przeciwni zacieśnianiu polityki monetarnej.

W tej chwili na tapecie pozostaje jedynie problem inflacji, a tym samym

można się wnosić, że Fed samodzielnie dał znać, że najbliższym ruchem na

Reklama
Reklama

stopach będzie ich wzrost. Też jest to niby znane, ale sentyment ku

podwyżkom został podwyższony.

Sprawa druga to pochodna pierwszej. Szef Fed chwali banki za roztropną

politykę kredytową i zapowiada, że jego zdaniem są świetnie przygotowane do

ewentualnych podwyżek stóp. To też jest niby jasne. W końcu na rynku o

Reklama
Reklama

możliwych podwyżkach mówi się już od dłuższego czasu i każdy miał sposobność

na przygotowania. Po co więc ta laurka dla bankierów. Po nic. Faktycznie dla

nich te słowa uznania są mało warte. Można domniemywać, że to raczej sygnał,

który wyprzedzająco ma uspokoić rynek przed podwyżką stóp. Takie

przygotowanie gruntu pod przyszłą decyzję. Chodzi o to, by rynek za nadto

Reklama
Reklama

się nie przejął zacieśnianiem polityki pieniężnej i nie zareagował zbyt

nerwowo. Zwłaszcza w roku wyborczym. Zatem już teraz układa się "pod

indeksami poduszki", które mają za zadanie amortyzować ewentualny upadek.

Zresztą tyle się już mówi o tych podwyżkach, że prawdę mówiąc nie zdziwiłoby

mnie, gdyby rynek fakt ten zignorował, lub co ciekawsze po chwili spadku,

zareagował wzrostem cen. W końcu ta ewentualna podwyżka nie zapowiada się na

pierwszą w długiej serii, a tym samym przez następne miesiące może być już

spokój. Rynek w tym względzie jest nieodgadniony.

Po sesji było całkiem ciekawie, co ostatnie jest sprawą wyjątkową. Przyczyną

były oczywiście publikacji wyników finansowych kolejnych spółek z Motorolą

na czele. W handlu posesyjnym ceny akcji tej spółki wzrosły o 23%!. Co

sprawiło, że inwestorzy kupowali Motorolę z takim zapałem? Można się

domyślać, że wyniki spółki były dobre. Po pierwsze obroty. Te wzrosły o 42%

do poziomu 8,6 mld dolarów czyli znacznie powyżej prognoz analityków, które

oscylowały wokół 6,8 mld dolarów. Zysk spółki wyniósł 19c na akcję, a

prognozy mówiły o 7c na akcję. Spółka od razu dokonała także rewizji (w górę

oczywiście) prognoz dotyczących II kw. Zamiast 6,9 mld dolarów przychodu i

9c zysku na akcję, jak chcieli analitycy, spółka planuje osiągnąć 8,2-8,6

mld przychodów i zysk na poziomie 14-18c na akcję. Motorola dobre wyniki

zawdzięcza świetnym rezult +6,28).

Co z tego dla nas? Poprawa po zamknięciu regularnych notowań nie była

znacząca. Nie na tyle by zmazać nieprzyjemne odczucia po fatalnej końcówce.

Obecnie plusy kontraktów w USA mogą jedynie zmniejszyć skalę początkowego

spadku cen. Taka końcówka w Stanach pewnie będzie miała swoją kontynuację i

nasz rynek będzie to antycypował. Dla byków skończy się to w najlepszym

razie konsolidacją, co i tak będzie oznaką siły. Problem w tym, że

konsolidację to my już mamy od kilku dni i kolejny poważnie nadweręży

rezerwy cierpliwości jakie jeszcze drzemią w naszych inwestorach. W sukurs

im może pójść wczorajsza publikacja wysokiej dynamiki produkcji

przemysłowej. Wprawdzie spodziewano się wysokiej dynamiki, ale ta i tak

nieznacznie, ale jednak przekroczyła prognozy. Poza tym gazety aż piszczą z

zachwytu. To może uratować posiadaczy polskich papierów, a rynek jako całość

od nieprzyjemnego spadku. Początek sesji powinien być więc umiarkowanie

spadkowy z widocznymi próbami odbicia. Kontrakty.gif Indeks.gif KJ

Komentarze
Popyt nie słabnie
Komentarze
Czekanie na dane makro
Komentarze
Game over?
Komentarze
Korekta euro to ulga dla EBC
Komentarze
Stopy znów bez zmian
Komentarze
E-rejestr fundacji rodzinnych na już
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama