Tym niemniej sytuacja na parkiecie robi się coraz ciekawsza. Potwierdza się, że ostrożne podejście do przełamania pod koniec czerwca oporu przy 1700 pkt, było uzasadnione. Nie dało to impulsu do mocniejszych zakupów. Wręcz przeciwnie, zapał do kupna szybko uleciał. Teraz powrót poniżej 1700 pkt byłby negatywnym sygnałem. Jednocześnie na wykresach MIDWIG i WIRR wyraźnie widoczne są formacje głowy z ramionami. Mieliśmy ruch powrotny w jej kierunku i teraz powinien nastąpić okres trwalszego spadku.

Symptomatyczna była piątkowa reakcja rynków na dane z rynku pracy w USA. Ceny obligacji poszły w górę, dając wyraz przekonaniu inwestorów z tego rynku, że podwyżki stóp będą stopniowe. Dolar i akcje straciły. Inwestorzy z tych rynków reagowali tak, jakby obawiali się osłabienia koniunktury gospodarczej w Stanach - co prawda podwyżki stóp będą stopniowe, ale stopy rynkowe dużo szybciej dostosowują się do przyszłym zmian kosztów pieniądza. A to stopy rynkowe w największym stopniu oddziałują na kondycję gospodarczą.

W naszym przypadku dość powszechne jest przekonanie, że rentowność obligacji, zwłaszcza tych z długiego końca krzywej, jest obecnie atrakcyjna. To może zniechęcać do lokowania nowych środków w akcje, tym bardziej, że tak dobrej koniunktury gospodarczej jak w I kwartale już nikt się nie spodziewa. Dodatkowo na wynikach za II kwartał odbić się niekorzystnie może umocnienie złotego. Do tego minister skarbu deklaruje, że oferta sprzedaży akcji PKO BP powinna mieć miejsce w tym roku.

Nic więc dziwnego, że w ostatnich tygodniach popyt jest mało widoczny. Nic nie wskazuje, by dzisiaj miał się ożywić. W związku z tym sesja będzie przebiegać w rytm aktywności podaży. Więcej sprzedających przyniesie spadek cen, ich bierność marazm i minimalne zmiany. Wszystko wskazuje na drugi wariant.