Reklama

Komentarz po sesji

Publikacja: 08.09.2004 17:43

Nasz rynek potrafi zmieniać się gwałtownie w bardzo krótkim czasie. Nie

przypomina to kameleona, ale raczej zachowanie drapieżnika. Długo się czai i

usypia otoczenie, by później błyskawicznie zaatakować. Po chwili ponownie

nastaje cisza, a napastnik pozostaje niewidoczny. Ostatnio taki scenariusz

był właśnie wałkowany. Taka wojna zaczepna polegająca na kąsaniu przeciwnika

Reklama
Reklama

raczej nie może się podobać. W ubiegłym tygodniu borykaliśmy się z oporem w

okolicach 1740 pkt. Kilka prób wyjścia w górę przeprowadzonych na małym

obrocie nie powiodło się. Wczoraj w końcu się udało. Mamy więc wybicie z

cztero miesięcznej konsolidacji. Wydaje się, że taki sygnał powinien

przyciągnąć na rynek rzesze optymistów. W końcu to potencjalnie niezły

sygnał techniczny. Faktycznie ceny rosły i dziś, ale mowa o rzeszy

Reklama
Reklama

kupujących to chyba poważne nadużycie.

Notowania rozpoczęły się na poziomie zbliżonym do wczorajszego zamknięcia.

Po spokojnym początku popyt zaatakował i kontrakty zaliczyły 1776 pkt. Był

to atak głównie na rynku terminowym. Wydawało się, że to atak wyprzedzający

jakiś większy ruch na rynku akcji. Ten jednak nie nadchodził. Przez większą

część sesji ceny wahały się w wąskich przedziałach przy śmiesznym obrocie.

Reklama
Reklama

Południowy marazm nie był niczym niezwykłym. Oczekiwania na ruch przełożono

na koniec sesji. I faktycznie pół godziny przed 15:00 na rynku ponownie

pojawił się popyt. Cieszyć się? Wtedy się cieszono, ale radość trwała bardzo

krótko. Tyle samo ile atak popytu. Ten bowiem szybko wygasł. Kolejny już raz

ceny zostały podbite przez pojedynczy impuls zakupów. Końcówka sesji to

Reklama
Reklama

spadek z okolic szczytów na poziom południowej konsolidacji. Zamknięcie

dokonało się niewiele wyżej.

Jeśli tak ma wyglądać widoczna przewaga popytu po silnym sygnale kupna, to

ja się zastanawiam, jak będzie wyglądał rynek, gdy do akcji ponownie wejdzie

podaż. Przecież od kilku tygodni jej wielkość nie jest duża. Jej nawis

Reklama
Reklama

powoli narasta. Sprzedający po prostu spokojnie czekają i dopuszczają do

wzrostu. A źródeł podaży można znaleźć kilka. Od oczekiwania na ofertę PKO

BP po zachowanie inwestorów zagranicznych. Dla nich ostatnie dwa dni to nowe

maksy wzrostu. Mamy tu bowiem zlepek wzrostu cen akcji oraz złotego. To nie

zachód jest źródłem popytu. Fakt, wzrost i to w takiej skali mnie zaskoczył.

Reklama
Reklama

Jednak od początku mi się on nie podoba. Do walki z rynkiem nie namawiałem i

o zajmowaniu krótkich pozycji nie wspominałem, ale teraz uważam, że warto

poszukiwać sygnałów sprzedaży. Jak się pojawią to warto na nie zareagować.

Na razie najbliższym z nich były powrót pod poziom ostatniego oporu w

okolicach 1740 pkt. Może jednak rynek się ponownie uspokoi i zbuduje jakąś

formację, na której będzie można oprzeć zlecenia sprzedaży. Kontrakty01.gif

Indeks01.gif KJ

Komentarze
Popyt nie słabnie
Komentarze
Czekanie na dane makro
Komentarze
Game over?
Komentarze
Korekta euro to ulga dla EBC
Komentarze
Stopy znów bez zmian
Komentarze
E-rejestr fundacji rodzinnych na już
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama