Reklama

Komentarz po sesji

Publikacja: 03.11.2004 15:56

Początek musiał być dobry. Przemawiały za tym dwa fakty. Wczorajsza,

wydawałoby się, wzrostowa sesja w Stanach zakończyła się na zero za sprawą

przypuszczeń, że wygra Kerry. Już po zamknięciu notowań okazało się, że

rzeczywiste poparcie dla demokraty jest znacznie mniejsze i faktycznie

wyniki dają przewagę Bushowi. To sprawiło, że wspomnianą końcówkę można było

Reklama
Reklama

uznać za zbyt emocjonalną i należało ją "nadrobić". To nadrabianie było

widać po poziomie notowań kontraktów na główne indeksy amerykańskie. No i

nie zapominajmy, że dzień wcześniej zanotowaliśmy ładny wzrost.

Nastroje na początku sesji miały być dobre. To wiedział właściwie każdy. I

faktycznie były. Zaczęliśmy notowania nad poziomem wczorajszych maksów.

Problem polegał jednak na tym, że dalsza część sesji nie musiała być już tak

Reklama
Reklama

jednoznacznie pozytywna. Mamy za sobą dwie sesje sporych wzrostów i każdy

czuł, że spadek musi nadejść. Kwestią otwartą było, kiedy? Trzecia sesja

silnego wzrostu? Owszem takie rzeczy się zdarzały, ale jednak to wyjątki.

Można więc było się liczyć, ze spadkiem już dziś. Okazało się, że do takich

wniosków doszło sporo graczy, bo właściwie początek sesji okazał się

najwyższym poziomem dzisiejszych notowań. Później było już tylko gorzej.

Reklama
Reklama

Najpierw zjechaliśmy pod wczorajsze zamknięcie. Było to jeszcze przed

południem. W południe rynek się ustabilizował i można nawet było się

zastanowić, czy to już nie koniec. W pewnej chwili kontrakty powróciły na

plusy. Niestety, druga część sesji była również mało przyjemna dla

posiadaczy długich pozycji. Zakończyliśmy notowania w świetle wczorajszej

Reklama
Reklama

luki hossy. Nie została ona wprawdzie zamknięta, ale teraz niewielki spadek

na jutrzejszym otwarciu może to uczynić.

Sytuacja nie jest jasna. Z jednej strony mamy za sobą spory wzrost z piątku

i wtorku. Nie bez znaczenia jest fakt, że miał on miejsce po bardzo słabym

czwartku. Spadek się należał i go mamy. Czy jest się czym obawiać? Patrząc

Reklama
Reklama

na obrót można się pocieszać, że jest on nieco mniejszy, ale przecież jest

spory. Jeśli uczepimy się scenariusza z "Weekendowej..." to można przyjąć,

że mamy za sobą jedną z sesji pozbywania się papierów przez inwestorów

zagranicznych. To oczywiście jest proces i nie musi oznaczać wielkiej

wyprzedaży. Jeszcze nie, póki jest nadzieja na dalszy wzrost. Na razie

Reklama
Reklama

zakładam, że dzisiejszy spadek był jedynie korektą ostatnich dynamicznych

wzrostów i test poziomu oporu w postaci kwietniowych szczytów jest jeszcze

przed nami. Kontrakty01.gif Indeks01.gif KJ

Komentarze
Popyt nie słabnie
Komentarze
Czekanie na dane makro
Komentarze
Game over?
Komentarze
Korekta euro to ulga dla EBC
Komentarze
Stopy znów bez zmian
Komentarze
E-rejestr fundacji rodzinnych na już
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama