Komentarz
Choć do zaplanowanego na 4-5 lutego spotkania w Londynie ministrów finansów i szefów banków centralnych państw grupy G7 zostało jeszcze dobrych kilka dni to na rynku przed tym ważnym (z punktu widzenia wartości dolara) wydarzeniem powoli zaczyna robić się gorąco.
W poniedziałek ministrowie finansów Francji i Niemiec podczas spotkania w Paryżu podkreślili, że Europa wystarczająco już ucierpiała z powodu spadku wartości dolara. Herve Gaymard mówił o tym, że sprawa skoordynowanej interwencji będzie zapewne tematem rozmów na szczycie G7. Z kolei Hans Eichel podkreślił, że Stany Zjednoczone powinny zredukować "podwójny deficyt". Dodał on także, że rozwiązanie tego problemu wymaga podjęcia działań również ze strony Europy i Azji. Co do tego ostatniego regionu to ma nadzieję, że zdecyduje się on na przyjęcie bardziej elastycznej polityki monetarnej.
Także w poniedziałek amerykański sekretarz skarbu powiedział jednak, że nie spodziewa się większych zmian na rynku walutowym po posiedzeniu G7. Podobnego zdania jest japoński minister finansów Sadakazu Tanigaki - o czym mówił we wtorek. John Snow podkreślił także po raz kolejny, że Stany Zjednoczone będą dążyły do zniwelowania poziomu deficytów.
W reakcji na wypowiedzi europejskich polityków na początku azjatyckiej części handlu notowania europejskiej waluty zniżkowały do 1,3009. Kupującym dolary pary na długo jednak nie starczyło. W kolejnych godzinach handlu kurs EUR/USD zwyżkował i niedługo po otwarciu sesji europejskiej sięgnął poziomu1,3059.