spełniając rynkowych prognoz trzeci kwartał z rzędu. Zamiast 40 centów mamy
35 centów zysku. Prognoza zysku na kolejne kwartały też rozczarowująca.
Trochę popsuło to nastroje i kontrakty teraz po 1,5 pkt. na minusach, ale
siła destrukcji znacznie mniejsza niż wcześniejszy optymizm wniesiony przez
Google.
Dla naszego rynku informacje i wydarzenia w USA mają na dzisiaj neutralne
znaczenie, z lekkim negatywnym zabarwieniem wywołanym posesyjną publikacją
Amazon. To ostatnie w ogóle by się nie liczyło, gdyby wczoraj indeks z
kontraktami pokonały "ostanie" zniesienie styczniowej fali spadkowej. Ale
nie wszystko jeszcze stracone. Wtorkowa sesja pokazała, że popyt jest w
stanie uderzyć w najbardziej zaskakującym momencie, bez oglądania się na
rynki zachodnie. Ale w takim razie tego się nie prognozuje, tylko na to
reaguje. Na dzisiaj należy założyć, że powinniśmy utknąć dalej w
konsolidacji, lub nawet lekko się osuwać czekać na jutrzejszą publikację z
amerykańskiego rynku pracy. Sytuacja zmieni się diametralnie w momencie, gdy
na dużych obrotach szybko ruszymy do góry, przechodząc bardzo łatwo
wczorajsze szczyty. Takie zachowanie otworzyłoby drogę do szczytów z
przełomu roku. Na koniec zwracam uwagę na zachowanie rynku walutowego, gdzie
złoty ochoczo realizuje scenariusz wzmocnienia, który zapowiedział wczoraj
Hausner. Ministrowi chodziło oczywiście o coś zupełnie odwrotnego, a wyszło
jak zawsze. Już chyba lepiej, by rząd nie zabierał się za słowne