We wtorek notowania naszej waluty delikatnie spadły. W środę skala wyprzedaży złotego była już jednak o wiele większa. Jego przecena była także kontynuowana na początku czwartkowej sesji. Kurs EUR/PLN wzrósł ok. 4,1230/40. Kurs USD/PLN zwyżkował do 3,4540/55. Odchylenie naszej waluty od dawnego parytetu, które jeszcze w ostatni piątek na zamknięciu wynosiło 13,3 proc. spadło poniżej 11 proc.
W poniedziałkowym Biuletynie Tygodniowy pisałem, że "już niedługo należy oczekiwać korekty zarówno na rynku obligacji jak i rynku złotego. Okolice poziomów 3,9500-4,0000 wydają się jednak atrakcyjne do zakupów waluty europejskiej. Z kolei spadek ceny dolara w okolice 3,3300-3,3550 będzie stanowił okazję do zakupów zielonych". Niestety poziom 4 złotych okazał się zbyt silnym wsparciem i korekta rozpoczęła się z nieco wyższych level?i niż zakładałem. Podobnie rzecz się miała z kursem USD/PLN.
Powody osłabienia naszej waluty są dwa. Po pierwsze ceny na rynku obligacji zaczęły spadać wcześniej niż zakładano. Rentowności papierów mocno poszły do góry po tym jak środę popyt na zaoferowane przez resort finansów obligacje skarbowe OK0807 o wartości 2 mld złotych okazał się najniższy w tym roku i wyniósł 2,65 mld złotych. Średnia rentowność wyniosła 4,338 proc. Na czerwcowym przetargu tych papierów popyt przewyższył podaż ponad 3,3-krotnie, a średnia rentowność wyniosła 4,972 proc. Nie ma się co dziwić, że MF nie zdecydował się na organizację dodatkowej aukcji OK-jek. Po drugie jeszcze przed korektą na rynku długu inwestorzy zaczęli realizować część zysków z długich pozycji w złotym. Pretekstu do takich zachowań nie ma co daleko szukać - wraz ze spadkiem stóp procentowych zmniejsza się przecież atrakcyjność inwestowania w aktywa denominowane w naszej walucie. Nerwowość wzbudza także fakt zbliżającego się gorącego okresu przedwyborczego no i samych wyborów.
W środę Edward Parker, analityk agencji ratingowej Fitch w wywiadzie dla agencji PAP podkreślił, że dla oceny ratingów najważniejsze jest to jaką politykę prowadzić będzie następny rząd. W podobnym tonie, także dla PAP w poniedziałek wypowiadała się Beatriz Merino z S&P.
Przy takim tempie spadków wartości złotego nie jest wykluczone, że rzeczywiście już niedługo cena dolara może dotrzeć do bariery 3,5000, a cena euro znaleźć się powyżej 4,1500. To czy ten scenariusz się zrealizuje w dużym stopniu uzależnione jest od piątkowych danych z amerykańskiego rynku pracy. Jeżeli rzeczywiście okażą się tak dobre jak oczekuje rynek (payroll?e mają wzrosnąć od 188,5 tys. do 198 tys.), lub będą lepsze kurs EUR/USD może zacząć ponownie spadać, a odpływ kapitałów z naszego regionu w kierunku instrumentów denominowanych w amerykańskiej walucie może doprowadzić do kolejnej przeceny złotego. Pytanie tylko, czy oczekiwania, co do informacji z USA nie są zbyt optymistyczne?