Spokój zawitał także na amerykańską giełdę papierów wartościowych, choć tam po ostatnich wzrostach niebezpieczeństwo korekty ciągle wzrasta. Ostatecznie jednak wskaźnik DJ IA wyszedł na przysłowiowe "zero". Lepiej było na rynku technologicznym, gdzie Nasdaq Composite zyskał 0,07 proc. Niewiele się też zmieniło na rynku ropy naftowej, gdzie od kilku dni obserwować można było systematyczne zwyżki.
Środa jest ostatnim w tym tygodniu dniem pozbawionym praktycznie informacji makroekonomicznych. Jedną wiadomością, która w pewien sposób odbić się może na sytuacji dolara na świecie jest publikacja tygodniowej zmiany zapasów paliw z Stanach Zjednoczonych. Na rynkach wyraźnie już odczuć można syndrom wyczekiwania. Inwestorzy najprawdopodobniej przed zajmowaniem kolejnych pozycji chcą poznać dane na temat deficytu w Stanach Zjednoczonych. Ekonomiści spodziewają się średnio, że listopadowy
bilans handlowy wyniesie 66,25 miliarda dolarów, wobec 68,89 miliarda dolarów w
październiku. Komunikat o aktualnym saldzie bilansu handlowego do wiadomości publicznej podany zostanie jutro w godzinach popołudniowych. Do tego też czasu trudno jest oczekiwać większych zmian wartości amerykańskiej waluty.
Sytuacja techniczna: widoczne na początku tygodnia zatrzymanie wzrostów i pierwsza wyraźniejsza korekta mają duże szanse, aby zostać odczytane ostatecznie jako powrót na rynek zwolenników krótkich pozycji. Po wczorajszej sesji widać jest jednak, że sentyment prodolarowy szybko traci na intensywności. Zwolennicy krótkich pozycji mają duże problemy ze sforsowaniem wsparć wskazywanych już kilkakrotnie wcześniej: 1,2065 i 1,2040 - 1,2030. Dopiero trwałe przejście przez te miejsca charakterystycznie pozwoli ostatecznie na dalsze umacnianie się zielonego względem euro. Dzisiejszy dzień z punktu widzenia rosnącego czynnika wyczekiwania na kluczowe dane makro najprawdopodobniej nie przyniesie wyłamania z widocznego od wczoraj trendu horyzontalnego.