Reklama

Komentarz poranny

Publikacja: 12.01.2006 08:01

Większość na giełdzie nie ma racji, więc zastosujmy tą regułę także w

komentarzu. Chodzi mi o komentarze do sesji w USA, które można znaleźć w

amerykańskich serwisach. Informacje spływające na rynek i reakcje na nie

inwestorów ja interpretowałbym zupełnie odwrotnie. Wczoraj wszyscy

załamywali ręce nad DuPont, który faktycznie mocno rozczarował wynikami

Reklama
Reklama

(skutek huraganów) i jest już drugą spółką z Dow Jones, która opublikowała

raport gorszy od prognoz. Ale reakcja rynku była moim zdaniem pozytywna.

Mimo kolejnego rozczarowania szeroki rynek zupełnie nie zareagował na tą

publikację, a wszystkie indeksy skończyły sesję na plusach. Wielokrotnie

widziałem już sytuację, że pierwsza publikacja (Alcoa) ustawiała nastroje na

cały sezon wyników i na kolejnych sesjach dominował strach lub nadzieja jaką

Reklama
Reklama

przynosiły pierwsze publikacje. Teraz spółki rozczarowują, a mimo to na

rynku nie ma strachu. Ja bym to odbierał jako siłę rynku (naiwność byłaby

dopiero w momencie, gdyby Alcoa i DuPont nie reagowały na złe wyniki), a nie

jako złe wiadomości.

Zupełnie odwrotne zdanie mam w kwestii rekomendacji spółek. Wymieniać ich

wszystkich nie będę, ale wczoraj przetoczyło się ich całe stado przez

Reklama
Reklama

amerykańskie serwisy. Najgłośniej analitycy zachwycali się nad Apple. W

efekcie sektor technologiczny był najmocniejszy na wczorajszej sesji. Byki

ryczą z zachwytu, a ja znowu przekornie patrzę na to trochę inaczej. Na

rekomendacjach spółek rynek daleko nie zajedzie. Sentyment jest teraz

oczywiście zdecydowanie po stronie byków i nie ma nic dziwnego w takiej

Reklama
Reklama

reakcji, ale od optymistycznych ocen analityków pieniędzy w spółce nie

przybywa. Gdy zmienią się nastroje, nikt o tych ocenach nie będzie pamiętać.

Dzisiaj Apple poda wstępne wyniki i inwestorzy będą mogli zweryfikować

poglądy banków.

Dzisiaj też poznamy deficyt handlowy w USA (14:30). Przed miesiącem deficyt

Reklama
Reklama

handlowy wzrósł do rekordowych 68,9 miliardów USD w październiku i to mimo

silnego spadku cen ropy w tym miesiącu. Co gorsza, deficyt w wymianie z

Chinami wzrósł do rekordowych wartości 20,5 mld dolarów w październiku i w

tym roku jest już 166,8 mld USD (w zeszłym roku 131,1 mld USD do

października). Tylko te jedne dane powodują, że prognozę wzrostu

Reklama
Reklama

gospodarczego w USA w czwartym kwartale należało zredukować z 3,4-3,5% do co

najwyżej 3,0-3,1%. Za listopad oczekuje się, że deficyt spadł do 66,0 mld

USD, ale możemy zobaczyć dzisiaj przyjemną niespodziankę. Tak przynajmniej

sugerowały wstępne dane z Chin, gdzie eksport wyraźnie zwalniał (poniżej 20%

w listopadzie). To miałoby spory wpływ na waluty.

Waluty koncentrują też z rana uwagę rodzimych inwestorów. Złoty z rana

zaczął wyraźnym osłabieniem, a powody są dwa - polityka i polityka. Pierwsza

dotyczy ministerstwa finansów, które zapowiedziało próbę osłabienia rodzimej

waluty (do tej pory nieudolne). Druga dotyczy oczywiście wczorajszych

wydarzeń sejmowych, których opisywać nie ma sensu bo wszystkie media już to

zrobiły. Sejmowe awantury nie będą jednak miały tak destrukcyjnego

charakteru na rynek akcji, jak to miało miejsce jeszcze przed ostatnimi

wyborami. Potwierdziła to choćby końcówka wczorajszej sesji. Dopóki

inwestorzy nie przekonają się, że faktycznie czekają nas przyspieszone

wybory, a ich wynik byłby bardzo niepewny (tak na razie nie jest), dopiero

wtedy zacznie się ewakuacja zagranicznego kapitału i gwałtowna korekta. Na

razie pojawi się tylko zaniepokojenie i wyczekiwanie na kolejne polityczne

rozstrzygnięcia, co nie zdeterminuje notowań na GPW. MP

Komentarze
Popyt nie słabnie
Komentarze
Czekanie na dane makro
Komentarze
Game over?
Komentarze
Korekta euro to ulga dla EBC
Komentarze
Stopy znów bez zmian
Komentarze
E-rejestr fundacji rodzinnych na już
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama