Na dzisiaj zaplanowano publikację danych na temat sprzedaży detalicznej w styczniu w USA. Dane zostaną podane o 14.30. Analitycy spodziewają się odczytu na poziomie 0,8%. Taki sam odczyt spodziewany jest również bez uwzględniania sprzedaży samochodów. O godzinie 16.00 zapoznamy się również z danymi dotyczącymi zmian zapasów w firmach za grudzień. Szacuje się ich wzrost o 0,3%. Jeśli chodzi o publikacje spoza rynku amerykańskiego, to przed południem zapoznamy się również z danymi dotyczącymi inflacji liczonej według cen producentów (PPI) w Wielkiej Brytanii za styczeń, gdzie prognozuje się jej spadek o 0,4%, względem wzrostu o 0,3% w poprzednim odczycie. Dowiemy się również, jaka była dynamika PKB dla Strefy Euro w IV kwartale. Tutaj z kolei prognozuje się wzrost na poziomie 1,7%. Oprócz tych danych zapoznamy się jeszcze z niemieckim indeksem koniunktury instytutu ZEW za luty, który prognozowany jest na poziomie 71pkt, czyli bez zmian względem poprzedniego odczytu.
Jeśli chodzi o jakieś bardziej istotne wydarzenia, mogące mieć wpływ na zachowanie się rynku walutowego, to oczywiście inwestorzy wstrzymują cały czas oddech przed środowym wystąpieniem następcy Alana Greenspana, Bena Bernanke. Jego pierwsze w tej roli wystąpienie powinno dać już sygnał, do prowadzenia jakiej polityki monetarnej szef FED będzie bardziej skłonny w najbliższym czasie, a tym samym, czy czekają nas jeszcze podwyżki stóp procentowych w USA. Problemem, z jakim będzie się musiał zmierzyć będzie z jednej strony trzymanie w ryzach inflacji, ale z drugiej nie wywołanie impulsu do sprzedaży nieruchomości (drożejące kredyty hipoteczne), których rynek już od dawna jest tam uważany za spekulacyjny balon (m.in. kupowanie drugich i trzecich domów na kredyt w przekonaniu, że ich wartość może przecież tylko rosnąć). Pole manewru w zakresie polityki monetarnej jest tu zatem dość mocno ograniczone i teraz praktycznie każdy krok FED będzie miał spore znaczenie. Jeśli wymowa przemówienia będzie bardziej jastrzębia, można się spodziewać presji aprecjacyjnej amerykańskiej waluty, w więc i trwałego zejścia pod rejon 1.19 na eurodolarze, co z technicznego punktu widzenia mogłoby mieć już swoje negatywne konsekwencje dla tej pary nawet w nieco dłuższym terminie.
EUR/USD
Warto przypomnieć, że w rejonie 1.1900/30 zlokalizowana jest linia szyi około 2-letniej formacji RGR, nad której poziom udało się na początku stycznia bykom powrócić. Właśnie ten powrót nad przełamane wsparcie mógł świadczyć o tym, że cała, 2-letnia formacja może ulec załamaniu. Bykom faktycznie udało się dość w rejon 1.2320, ale na tym koniec i praktycznie od około trzech tygodni trwa już ponowny proces umacniania się dolara, który pod koniec ubiegłego tygodnia sprowadził kurs pod wsparcie. Jeśli więc rynek nie zostanie w miarę szybko ponownie wyprowadzony nad rejon najbliższego oporu, czyli 1.2030, to można się spodziewać negatywnych konsekwencji takiego przebywania w okolicach pod 1.19, a to z kolei sugerowałoby pojawienie się ponownie dynamicznej fali spadkowej. Wsparciem jest obecnie 1.1776, a później 1.1640.
USD/JPY