Jak wiadomo, skończyło się jedynie na "straszaku" i ostatecznie do niczego nie doszło, a pakt stabilizacyjny pomiędzy PIS-LPR-SO jest nadal aktualny. Obserwatorzy nie mają jednak złudzeń, że była to jedynie zagrywka w celu wymuszenia na LPR i SO kolejnych ustępstw. Szczególnie martwić może jednak fakt, że w te rozgrywki włącza się już Prezydent (przy okazji nikt już chyba nie ma wątpliwości o tym, czy jest to "Prezydent wszystkich Polaków", czemu zresztą dał wyraz również z swoim orędziu). Obserwatorom rynków finansowych z pewnością również włos się na głowie jeży, jeśli weźmiemy pod uwagę, że takie polityczne gierki zmniejszają wiarygodność Polski na arenie międzynarodowej, widzianej oczywiście oczami inwestorów. To, czego rynki finansowe zawsze się bały i na co newralgicznie reagowały, to niepewność (w tym również, a może i przede wszystkim polityczna). Otwartym pozostaje obecnie jedynie pytanie, czy jest to już "nowa jakość", jaka wkradła się do naszego życia politycznego, czy może jednorazowy incydent. Wielu obserwatorów ma niestety obawy, że będziemy mieli do czynienia jednak z tym pierwszym wariantem, a jeżeli tak, to trzeba się w dłuższej perspektywie liczyć również z tym, że inwestorzy mogą się zniechęcić takim poziomem ryzyka politycznego, czyli zaskakiwaniem ich i serwowaniem atrakcji takich, jak te wczorajsze i efekt tego będzie taki, że zatrzasną za sobą z hukiem drzwi, przenosząc kapitał na rynki o wyższym poziomie stabilności (niższym poziomie ryzyka) i porównywalnych stopach zwrotu. Pozostaje mieć również nadzieję, że nie mogąc (jeszcze) wpływać bezpośrednio na RPP i NBP, nie jest to nowy sposób rządzących do wspomagania eksportu (obniżania wartości złotego). Zawirowań i emocji było wczoraj tyle, że zupełnie bez echa przeszły lepsze o prognoz dane dotyczące grudniowego bilansu płatniczego. Spodziewano się bowiem deficytu na poziomie 532mln EUR, podczas gdy faktycznie wyniósł on jedynie 410mln EUR. Dopiero, gdy dziś kurz nieco opadł, złoty odzyskuje nieco siły po wczorajszej przecenie i inwestorzy zdają się dostrzegać pozytywny impuls, który wczoraj niejako zszedł na drugi plan.
USD/PLN
Na dolarze względem złotego wczorajsze osłabienie krajowej waluty przełożyło się na skuteczne wyjście nad poziom 3.2050, czyli najbliższy poziom oporu. Krótkotrwały impuls popytowy nie doprowadził jednak do utrzymania cen powyżej tej bariery i w efekcie mamy dość wyraźny zwrot. Dzisiejsza sesja przebiega w znacznej mierze pod znakiem oscylacji w zakresie 3.18 - 3.19, a więc można już mówić o uspokojeniu nastrojów. Warto jednak zauważyć, że i tak są to nadal poziomy stosunkowo wysokie, czyli bliskie głównego w krótkim terminie oporu, tj. 3.2000/50. Jego trwałe sforsowanie winno się przełożyć na dalszy wzrost wartości dolara w stronę 3.27, czyli kolejnego poziomu o charakterze podażowym. Wsparć w obecnej sytuacji spodziewałbym się natomiast najbliżej przy cenie ok. 3.1450.
EUR/PLN
Wczorajsze zawirowania na krajowym rynku walutowym dość dobrze wpisały się w techniczną sytuację na eurozłotym. Można tu bowiem mówić o spadkowym kanale w zakresie ok. 3.77 - 3.82 i wczorajsza fala deprecjacji krajowej waluty doprowadziła właśnie do ponownego przetestowania górnego ograniczenia wspomnianej formacji. Można więc mówić o dalszym utrzymywaniu formacji, natomiast o polepszeniu kondycji posiadaczy europejskiej waluty w krótkim terminie świadczyłoby wybicie się ponad rejon 3.8200/50. Do tych okolic wariant aprecjacji złotego cechuje się większym prawdopodobieństwem realizacji w krótkim terminie. Wyraźne przełamanie wspomnianego zakresu oporu winno się w konsekwencji przełożyć na test kolejnego poziomu o charakterze podażowym, czyli 3.8650.PLN BASKET