Nawet wczorajsze znacznie lepsze od oczekiwań dane zza oceanu nie wpłynęły w sposób znaczący poprawienie sytuacji waluty amerykańskiej. Conference Board poinformował wczoraj popołudniu, że indeks wskaźników wyprzedzających koniunktury wzrósł w styczniu o 1,1 proc., czwarty miesiąc z rzędu i najmocniej od czerwca. Ekonomiści prognozowali, że indeks wzrośnie o 0,6 proc. Dzisiaj o godzinie 10:00 zgodnie z notowaniami na rynku międzybankowym za jedno euro trzeba było zapłacić 1,1898 dolara. Sygnałem do kolejnej podwyżki kosztu pieniądza w Stanach Zjednoczonych będzie w pewnością wynik dzisiejszej projekcji inflacji. To najprawdopodobniej na tą informację czeka większość inwestorów. W cieniu tej kluczowej w dniu dzisiejszej publikacji podane zostaną również protokół z posiedzenia Banku Anglii oraz zamówienia przemysłowe z Eurolandu.
Sytuacja techniczna: obraz od dwóch sesji praktycznie się nie zmienił. Na rynku pojawiają się coraz wyraźniejsze symptomy wyczekiwania. Otwarcie dzisiejszej sesji powyżej figury 1,1900 będącej jednocześnie pierwszym wsparciem wprowadza na rynek niebezpieczeństwo przynajmniej czasowego zakończenia aprecjacji waluty amerykańskiej względem euro. Technika podpowiada, że jeszcze przed dzisiejszą projekcją inflacji zza oceanu niedźwiedzie mogą podjąć próbę przejścia przez wskazywane wcześniej miejsca charakterystyczne: 1,1870 - 1,1890.
RYNEK KRAJOWY
Na rynek powrócił słabszy złoty. Początek środowej sesji pokazał kontynuację wzrostów na większości krosów z udziałem naszej waluty potwierdzając tym samym wcześniej prezentowane wskazania. O godzinie 9:00 za jedno euro trzeba było zapłacić 3,8020 złotego, natomiast za dolara 3,1910. W stosunku zatem do wczorajszego otwarcia możemy już mówić o ponad 3-groszowej deprecjacji. Tracącej na wartości naszej walucie jak na razie nie wtóruje Warszawska Giełda Papierów Wartościowych. Główne indeksy reagowały w ostatnich dniach bardzo nerwowo utrzymując tendencję wzrostową. Przy nadal bardzo niewielkich obrotach WIG20 zbliżył się ponownie w rejon psychologicznej bariery 2900 punktów. Coraz więcej czynników wskazuje, że na tym rynku mamy do czynienia z efektem bańki mydlanej, która pękając może spowodować prawdziwą lawinę spadków. Dla warszawskiego parkietu rozstrzygające będą najbliższe dwie sesje. Dynamiczne wychodzenie z polskich papierów wartościowych byłoby w stanie znacznie przyśpieszyć osłabienie złotego. Rynek wreszcie przetarł oczy i zorientował się, że "budżet jest zbyt optymistyczny". Ostatnie analizy specjalistów jasno wskazują, że w państwowej kasie może zabraknąć w tym roku kilku miliardów złotych. Nadmierny optymizm nowej ekipy rządzącej spowodował nieuzasadnione zwiększenie przewidywanych dochodów państwa.
Sytuacja techniczna na rynku złotego: osłabienie naszej waluty stało się faktem. Obecnie najważniejszym pytaniem jest to czy jest to tylko techniczna korekta, czy też początek większej fali osłabienia złotego? Dynamika ruchu przemawia raczej za tym drugim scenariuszem. Z technicznego punktu widzenia potwierdzeniem większej fali deprecjacji złotego będzie przejście kursu przez rejon 3,8200 - 3,8250. Udany atak na ten obszar otworzy drogę do wzrostów z zasięgiem przynajmniej na 3,8600, czyli maksimów tego roku. W przypadku pary USD/PLN zgodnie z wcześniejszymi prognozami doszło do kolejnego testu poziomu 3,2000. Utrzymanie się notowań powyżej tego rejonu uprawdopodobni podejście nawet do 3,2350 - 3,2400.