Wzrosty europejskiej waluty to wynik ostatnich danych makroekonomicznych i czwartkowej decyzji Europejskiego Banku Centralnego i zapowiedzi, co do dalszego zaostrzania polityki monetarnej w przyszłości. Opublikowane w ostatni piątek dane makroekonomiczne pokazały wyższy od oczekiwanego wzrost indeksu PMI dla sektora usług w lutym (58,2 z 57,0 w styczniu) i gorsze od oczekiwań nastroje konsumentów w USA - indeks sporządzany przez Uniwersytet w Michigan spadł na koniec lutego do 86,7 pkt. Lepszy odczyt indeksu ISM dla sektora usług, który w lutym wzrósł do 60,1 pkt. z 56,8 pkt. pomógł dolarowi tylko na krótko. Chociaż warto odnotować, iż doszło do tego w głównej mierze dzięki wyraźnej zwyżce subindeksu pracy (do 58,2 pkt. z 51,1 pkt.), co powinno dobrze rokować w kontekście piątkowych danych o liczbie nowych miejsc pracy w sektorach pozarolniczych w lutym.
Dzisiaj uwaga rynku skupi się na danych o sprzedaży detalicznej w styczniu, która może wzrosnąć do najwyższego poziomu od sierpnia (0,8 proc. m/m). Z kolei po południu poznamy wartość styczniowych zamówień w amerykańskim przemyśle - tutaj oczekuje się spadku nawet powyżej 5 proc. m/m. To wszystko prowadzi do tego, iż dolar jest narażony na dalsze osłabienie. Ciekawa sytuacja panuje natomiast na rynku USD/JPY. Tutaj jen nieco stracił na wartości po tym jak pojawiły się spekulacje, że premier Koizumi będzie naciskał na bank centralny, aby ten nie zmieniał dotychczasowej polityki taniego pieniądza.
Analiza techniczna sugeruje, iż korzystnymi poziomami do kupna na EUR/USD będą okolice 1,2050, natomiast sprzedaż można rozważać przy 1,2120.
Rynek krajowy
Otwarcie nowego tygodnia nie jest najlepsze dla złotego, który traci na wartości. O godz. 9:30 za jedno euro płacono 3,8130 zł, a za dolara 3,1590 zł. Odchylenie od parytetu wynosiło 17,80 proc. po mocnej stronie.