Od początku tego tygodnia na poszczególnych segmentach rynku globalnego doszło do jakiegoś znaczącego tąpnięcia. Dzisiaj baryłka ropy notowana jest na poziomie 69.12 po piątkowych cenach prawie 73 dolarów.
Dolar skończył miniony tydzień w bardzo słabej kondycji. Jak podkreślałem wielokrotnie, nie sposób mówić o mocniejszym dolarze przy rekordowych notowaniach surowców. Na wykresach ropy powstała formacja podwójnego szczytu, która może przynieść poważniejszą korektę cen. Dane o przepływie kapitału zagranicznego (TICS) w kwietniu były mieszane, co prawda wystarczające dla pokrycia znanego deficytu handlowego USA wynoszącego 62 mld dolarów, ale w swej strukturze zaszły istotne zmiany. Poprawiło się zainteresowanie akcjami spółek i obligacjami korporacyjnymi, ale okazało się, że po raz pierwszy od dłuższego czasu banki centralne były sprzedającymi netto obligacje skarbowe. Przed południem poznaliśmy niemiecki ZEW, który aż 10 punktów do poziomu 50, ponieważ inwestorzy obawiają się zarówno wysokich cen surowców i ropy, jak i znacznie silniejszego euro i droższego pieniądza w eurostrefie. Po publikacji ZEW-u euro/dolar spadł natychmiast do 1.2770, ale przed danymi amerykańskimi powrócił powyżej figury 1.2800.
Podsekretarz Stanu w Departamencie Skarbu Adams stwierdził ostatno, że nie jest celem Stanów Zjednoczonych manipulować kursem (dolara) w celu osiągnięcia jakiś celów, a kształtowanie się kursów walut należy zostawić wolnemu rynkowi i niech odzwierciedla prawdziwe fundamenty gospodarek. Osłabianie się dolara poprawia konkurencyjność towarów amerykańskich, co przy niewielkim wpływie na poziom inflacji, powinno sprzyjać poprawie bilansu handlu zagranicznego.
Z kolejnych danych z USA poznaliśmy sytuację w kwietniu na rynku nieruchomości. Mamy dowody poważnego schłodzenia rynku. Pozwolenia na budowę domów spadły -5.4%, natomiast liczba rozpoczętych nowych budów spadła -7.4% i powstaje pytanie, czy nie za daleko jesteśmy z amerykańskimi stopami procentowymi. PPI kwietnia wzrosło +0.9%, ale bazowe PPI wzrosło zaledwie +0.1%. W skali roku PPI bazowe wzrosło tylko o +1.5%. To nie są dane sprzyjające dolarowi. Wkrótce po publikacji danych euro/dolar podskoczył z 1.2810 do 1.2867. Wydaje się, że jest to lokalna górka dzisiejszych godzinowych przebiegów. Przekonuje o tym model fraktalny godzinowych. Powrót euro/dolara w niższe rejony po takich danych zmuszałby do poważnego przetasowania na pozycjach spekulacyjnych. Na rynku od poniedziałku utrzymują się krótkie otwierane @ 1.2908.
Departament Skarbu przedstawił półroczny raport nie nazywając w nim Chin manipulatorem rynku walutowego. To zmusza do przesunięcia terminu ewentualnego rewaluowania chińskiego juana przynajmniej o jeden kwartał. Teoretycznie rzecz biorąc jest to czynnik pomagający (słabnącemu) dolarowi. Ten raport i wcześniejsza niedawna podwyżka chińskich stóp procentowych świadczyć mogą o tym, że pomiędzy Chinami i USA doszło jednak do jakiegoś tajnego porozumienia o sposobach rozwiązania rosnącego deficytu handlowego Ameryki. Waszyngton przygotował stonowany raport, a jednocześnie zdołał wpłynąć na znanych dwóch senatorów lobbujących w kierunku nałożenia ceł protekcyjnych na towary importowane z Chin, aby sprawę odłożyli w czasie. Wczoraj chiński juan umocnił się do dolara i należy traktować to jako ukłon w stronę Ameryki. Za jednego dolara trzeba było płacić tylko 7.9990 juanów.