Reklama

Komentarz poranny

Publikacja: 04.07.2006 08:52

Wczorajsza sesja w Sanach będzie miała niewielkie znaczenie dla naszych

graczy. Skrócone notowania same w sobie są mniej wiarygodne, a tym

bardziej, gdy poprzedzają dzień 4 lipca. Dziś sesji za oceanem nie ma w

ogóle. Zatem będziemy skazani na oddziaływanie jedynie na własne problemy

i nastroje. Te ostatnie będą prawdopodobnie skłaniały się ku senności.

Reklama
Reklama

Trudno oczekiwać fajerwerków, gdy najważniejszy rynek na świecie świętuje.

Owszem, czasem zdarzają się niespodzianki w postaci "wzrostu bez

pasterza", ale to tylko wyjątki potwierdzające regułę.

Lekki wzrost indeksów amerykańskich nie jest w stanie poważniej wpłynąć na

nasz rynek dj.gif Nasdaq.gif SP500.gif My od trzech dni przebywamy na

podobnym poziomie i nie zapowiada się, by dziś miało być inaczej

Reklama
Reklama

Kontrakty.gif Indeks.gif Cały czas bijamy się w przedziale, w którym

przebywamy najwięcej czasu w tym roku. Poza wyskokiem cen na przełomie

kwietnia i maja oraz krótkim spadkiem w drugiej połowie czerwca stoimy

praktycznie w miejscu. Fakt, że powróciliśmy tu po wcześniejszym spadku

daje jakieś nadzieje bykom, ale tego jeszcze nie z pewnością nie można

uznać za powrót do trendu wzrostowego.

Reklama
Reklama

Można być pewnym, że dziś nie zostanie to rozstrzygnięte. Aktywność

zapowiada się niska. Brak danych makro tylko ten marazm pogłębi. Chyba

lepiej będzie skorzystać ze słonecznej pogody. Komu chce się analizować

rynek w takiej chwili? Jaki rzeczywisty wpływ na notowania może mieć

wczorajsza publikacja wskaźnika ISM w USA? Okazał się on niższy od

Reklama
Reklama

prognoz, co może niepokoić tym bardziej, że jego wartość tylko nieznacznie

przekracza poziom 50%, który rozgranicza dobrą koniunkturę od złej. Trzeba

zauważyć, że subindeks płaconych cen cały czas jest wysoki. Jego wartość

spadła z 77% do 76,5%. Wydatki na inwestycje budowlane spadły najmocniej

od września 2004 r. Zarówno słabszy ISM, jak mocniejszy od prognoz spadek

Reklama
Reklama

inwestycji budowlanych skłania komentatorów do wniosku, że sekwencja

podwyżek stóp się kończy. Czy słusznie? Wydaje się, że zapomnieli oni o

niedawnych wypowiedziach członków Fed. Przy podejmowaniu decyzji o

wysokości stóp procentowych na pierwszym miejscu zawsze będą dane

dotyczące dynamiki zmian cen. Dopiero na drugim miejscu będziemy mieli

Reklama
Reklama

dane dotyczące aktywności gospodarczej. Tym samym kategoryczne twierdzenia

o zakończeniu podwyżek wydają się jeszcze przedwczesne. Już raz taką

sytuację przeżywaliśmy w maju. Wtedy głośno było, że to właśnie tamta

podwyżkę będzie ostatnią. Koniec czerwca to zweryfikował. KJ

Komentarze
Popyt nie słabnie
Komentarze
Czekanie na dane makro
Komentarze
Game over?
Komentarze
Korekta euro to ulga dla EBC
Komentarze
Stopy znów bez zmian
Komentarze
E-rejestr fundacji rodzinnych na już
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama