Wielokrotnie pisaliśmy, że w przypadku tzw. "letniej" hossy na rynkach wschodzących Polska będzie największym beneficjentem tego ruchu, z racji dobrych perspektyw naszej gospodarki i lepszej sytuacji polityczno-fiskalnej niż u naszych sąsiadów. Z kolei powrót inwestorów na rynki emerging markets może być jeszcze bardziej widoczny, jeżeli dzisiejsze dane z amerykańskiego rynku pracy okażą się rozczarowujące i dolar będzie dalej tracić na wartości na rynkach światowych.
Dzisiaj rano złoty był mocniejszy niż wczoraj po południu. O godz. 9:49 za jedno euro płacono 4,0205 zł, a za dolara 3,1450 zł. Piątek będzie ubogi w publikacje danych makroekonomicznych z kraju. Jedynie o godz. 14:00 Narodowy Bank Polski poda informacje o stanie rezerw w czerwcu. Inwestorzy będą wyczekiwać na publikacje danych z amerykańskiego rynku pracy o godz. 14:30 i dopiero po niej można spodziewać się większych ruchów.
Ostatnie dni przynoszą nam coraz więcej spekulacji nt. możliwych zmian na scenie politycznej. Wypowiedzi tego typu padają najczęściej z ust Andrzeja Leppera, który domaga się dla Samoobrony większej liczby stanowisk. Z taką sytuacją mamy jednak już do czynienia od dłuższego czasu, a nie wydaje się, aby okres wakacyjny był dobrym czasem do przeprowadzania zmian w rządzie. Inna sprawa, że tego typu spekulacje nie tworzą dobrego klimatu do reform finansów publicznych. Nienajlepszą prasę ma nowy minister finansów, który postrzegany jest jako osoba kompetentna, ale bez siły "przebicia". Tymczasem dzisiejsza prasa donosi o możliwym "fiasku" programu "taniego państwa", które miało być jednym z kluczowych elementów programu PiS.
Dzisiaj oczekiwalibyśmy umocnienia się EUR/PLN w okolice 4,00 zł i USD/PLN do 3,11 zł. Będzie to wynik oczekiwanego osłabienia się dolara po publikacji danych z USA i powrotu inwestorów na emerging markets.
Rynek międzynarodowy: