Zaraz po otwarciu rynek pogłębił jeszcze nieco minima, ale zachował się i tak dość spokojnie. Handel był mało aktywny, a w ofertach nie było widać znaczącej przewagi podaży. Euroland znajdował się jednak na wyraźnych minusach i w takiej sytuacji trudno było o jakikolwiek ruch w górę na naszym rynku. Zamiast odbicia doszło zatem do względnej stabilizacji notowań, przy mało aktywnym handlu. Taki stan rzeczy utrzymywał się przez sześć godzin. Na dwie godziny przed końcem sesji pojawiły się jednak kolejne elektryzujące wieści z Bliskiego Wschodu i rynek, podobnie jak cały Euroland, ruszył w szybko w dół. Spadek był kontynuowany do końca sesji, nie był jednak efektem naporu podaży, ale dużej bierności popytu. Notowania zakończyły się bardzo mocnymi spadkami indeksów - w przypadku WIG20 jednym z kilku największych w ciągu ostatnich sześciu lat i jednocześnie najmocniejszym od 22 maja br. Obroty były stosunkowo niskie - najniższe od sześciu sesji. Z dużych spółek najsłabiej zachowywały się KGHM, TVN i Pekao, czyli te które w trakcie dwóch poprzednich tygodni należały do liderów zwyżek. Rynek zachował się bardzo słabo, ale trzeba brać poprawkę
Na wykresie WIG20 utworzyła się wysoka czarna świeca, a indeks cofnął się do przełamanego w ubiegły tygodniu oporu na 2930 pkt. Dynamika wczorajszego spadku była bardzo duża, pewnym pocieszeniem jest jednak fakt, że spadek nie został poparty obrotami. Indeks przełamał przyspieszoną linię tendencji wzrostowej (2970 pkt), co przemawia za dłuższą korektą spadkową. Układ wskaźników technicznych nieco się pogorszył, a szybkie indykatory potwierdziły sygnały sprzedaży. Gdyby nie relatywnie niskie obroty, to wczorajszy spadek należałoby odebrać bardzo negatywnie. Brak wysokiego wolumenu przemawia jednak za traktowaniem tego ruchu w kategoriach korekty w krótkoterminowym trendzie wzrostowym. Po przebiciu poziomu 2930 pkt, ważnym wsparciem dla WIG20 będzie dopiero dołek z 5 lipca - 2845 pkt.