Widać, że inwestorzy zagraniczni postanowili przeczekać polityczną burzę, która może okazać się tylko tą w przysłowiowej "szklance wody". Wczoraj widać było, że Andrzej Lepper stał się bardziej nerwowy, ale jego upór w kwestii postulatów zwiększenia wydatków nieco zelżał. Można domniemywać, iż było to wynikiem ultimatum postawionego nieoficjalnie przez PiS, iż w przypadku przyspieszonych wyborów, ugrupowanie to doprowadzi do uchwalenia ustawy zakazującej kandydowania na posła osobom z sądowymi wyborami. Oznaczałoby to polityczną śmierć dla Andrzeja Leppera i części jego kolegów. Niby nic, tyle, że Samoobrona ma do spłacenia jeszcze sporo długów, które zaciągnęła na ubiegłoroczną kampanię parlamentarną. Nie można, zatem wykluczyć, że Andrzej Lepper w ostatnich dniach korzysta po prostu z darmowej promocji w mediach, a sprawa i tak rozejdzie się po kościach. Już podczas wczorajszego wieczornego posiedzenia rządu ws. przyszłorocznego budżetu groźby zamieniły się w prośby, a posłanka Renata Rochnowska z sejmowej Komisji Finansów Publicznych przyznała, że Samoobrona ma świadomość, że kotwica budżetowa w wysokości 30 mld zł musi być zachowana. Dzisiaj rano minister Stanisław Kluza zapowiedział, że resort finansów postara się znaleźć kilka miliardów złotych przez przesunięcia między resortami, a także w ramach programu "Tanie państwo". Pytanie oczywiście na ile jest to realne, a na ile pozostanie sprawą czysto księgową. Niewykluczone jednak, że "urealnić" ten scenariusz może powrót do rządu Zyty Gilowskiej, czego można spodziewać się jeszcze dzisiaj. Testem dla siły koalicji będzie w najbliższym czasie ewentualne głosowanie nad wnioskiem Platformy Obywatelskiej o samorozwiązaniu Sejmu, który może zostać zgłoszony. Andrzej Lepper zapowiedział, iż Samoobrona ustosunkuje się do niego do najbliższy wtorek po kolejnym zapowiedzianym na poniedziałek nieformalnym spotkaniu rządu ws. budżetu. Paradoksalnie jednak wiele wskazuje na to, że obecna koalicja przetrwa, gdyż żądania PSL (które mogłoby wejść do koalicji po ewentualnym rozłamie w Samoobronie) mogą okazać być zbyt duże do zaakceptowania przez Jarosława Kaczyńskiego.
Negatywnie na złotego będzie, zatem wpływać tylko czynnik węgierski, o czym pisaliśmy od paru dni. Wczorajsza demonstracja w Budapeszcie była już bardziej łagodna, ale protesty zaczęły nasilać się w pozostałych miastach. Los premiera Ferenca Guyrcsanego wydaje się być przesądzony, zwłaszcza, że za półtora tygodnia odbędą się na Węgrzech wybory samorządowe, gdzie rządząca koalicja najpewniej poniesie sromotną klęskę. Wydarzenia na Węgrzech budzą jednak coraz większy niepokój zagranicznych inwestorów - wczoraj agencja Fitch obniżyła ocenę ratingu ze stabilnej do negatywnej. Upadek rządu Gyurcsanego niezależnie od jego moralnych ocen zostanie odebrany źle, gdyż był on gwarantem realizacji zapoczątkowanych w wakacje reform zmierzających do naprawy finansów publicznych. Dzisiaj rano forint osłabił się do poziomu 275,50 za euro.
Naszym zdaniem dzisiaj EUR/PLN może wahać się w przedziale 3,9450-3,9700, a USD/PLN 3,1000-3,1300. W perspektywie kolejnych dni istnieją jednak większe szanse na umocnienie złotego, niż jego osłabienie.
Rynek międzynarodowy:
Wczorajsza wieczorna decyzja amerykańskiego FED była zgodna z oczekiwaniami - główna stopa procentowa pozostała na poziomie 5,25 proc. W uzasadnieniu tej decyzji FED przytoczył w zasadzie te same argumenty, co w sierpniu. Przyznano, że kolejne decyzje będą zależeć od danych makroekonomicznych obrazujących stan gospodarki i perspektywy inflacji. Zwrócono wprawdzie uwagę na schłodzenie rynku nieruchomości, ale dodano, że presja inflacyjna nadal się utrzymuje. Teoretycznie, zatem treść komunikatu była bardziej "jastrzębia", niż można było tego oczekiwać po ostatnich danych o inflacji na poziomie cen producentów w sierpniu i sytuacji na rynku nieruchomości. FED wprawdzie zostawił sobie furtkę ewentualnej podwyżki stóp procentowych w przyszłości, ale pewną naiwnością byłoby sądzić, że członkowie FOMC rzeczywiście z niej skorzystają. Należy, zatem pogodzić się z tym, że komunikat o podobnej treści usłyszymy jeszcze niejeden raz, dopóki bazowy wskaźnik inflacji konsumenckiej (CPI core) nie zacznie wyraźnie spadać w kierunku 2,0 proc. r/r. W sierpniu wyniósł on 2,8 proc. r/r.