Reklama

Komentarz poranny

Publikacja: 02.11.2006 08:00

Przez dwa dni w Stanach inwestorzy w Stanach dostali wyraźne potwierdzenie

tego, że zeszłotygodniowe bardzo słabe dane o PKB w III kw. (wstępne dane)

nie były przypadkowe. Gospodarka dalej ma zadyszkę. We wtorek ekonomistów

rozczarował indeks Chicago PMI, który zamiast 58,0 pkt. wyniósł tylko 53,5

pkt. oraz wskaźnik zaufania konsumentów, który wobec prognoz wzrostu do

Reklama
Reklama

107,8 pkt. zanotował spadek do 105,4 pkt. Kluczowe były jednak dane

wczorajsze, czyli indeks ISM - pokazujący kondycję całego sektora

przemysłowego w USA.

Indeks spadł do poziomu 51,2% wobec 52,9 we wrześniu i prognoz wzrostu do

53,0%. To jest najniższy poziom wskaźnika od czerwca 2003 roku i po raz

kolejny powód rozczarowania jest ten sam - wyraźne spowolnienie na rynku

Reklama
Reklama

nieruchomości (oraz w przemyśle motoryzacyjnym). Oczywiście można się

pocieszać, że indeks dalej pozostaje powyżej magicznej bariery 50%

rozgraniczającej rozwój od recesji w sektorze, ale kolejne miesiące mogą w

tej kwestii przynieść kolejne sensacje. Zresztą już teraz tylko 8 z 18

sektorów przemysłu, czyli mniej niż połowa, odnotowały wzrost w

październiku.

Reklama
Reklama

Warto też zwrócić uwagę w tej publikacji na indeks cen, który gwałtownie

spadł z 61% do 47%. Wraz ze słabym odczytem indeksu ISM to mocny gołębi

argument nacisku na Fed, by obniżył stopy w przyszłym roku. W reakcji na te

dane rentowność obligacji zbliżyła się do minimów z przełomu września i

października kończąc wczorajszą sesję na 4,561%.

Reklama
Reklama

Indeks zatrudnienia wzrósł z 49,4% do 50,8% i niewiele to zmienia, tym

bardziej, że uwaga rynku skupiała się na raporcie ADP. Ta prywatna firma

badająca rynek pracy podała, że w październiku przybyło 128 tys. nowych

miejsc pracy w sektorze prywatnym. Jeśli dodać do tego miejsca pracy

tworzone w sektorze rządowym, należy oczekiwać piątkowych danych na poziomie

Reklama
Reklama

140 tys wobec oficjalnej prognozy 125k. ADP twierdzi oczywiście, że

korelacja z oficjalnymi danymi o bezrobociu jest bardzo wysoka, ale w

ostatnich miesiącach mieliśmy kilka dużych niespodzianek, więc raczej nie

traktowałbym tego jako wiarygodną wskazówkę.

Podsumowując to wszystko należy zwrócić uwagę, że skala wykupienia w USA w

Reklama
Reklama

zestawieniu ze wszystkimi słabymi danymi makro mogła doprowadzić do

gwałtownej przeceny na ostatnich dwóch sesjach. Zamiast tego mamy niewielką

korektę, a jedynie Nasdaq, zwyczajowo reagujący na sygnały spowolnienia w

gospodarce (najbardziej odbija się to na spółkach technologicznych), spadł

wczoraj ponad 1%. Nie można napisać, że dane zostały zignorowane, ale cały

czas mam wrażenie, że amerykańskie parkiety nie chcą zobaczyć zwiastunów

niższych zysków spółek (wolniejszego rozwoju gospodarki) w przyszłym roku.

Dziwne ? Nie, taka jest giełda - przy wcześniejszej tak długiej sile rynku

trudno o zwrot o 180 stopni z sesji na sesję, tym bardziej, że jesteśmy w

okresie najkorzystniejszym dla rynku akcji.

Na GPW reakcja na to wszystko będzie ograniczona. Za dużo jest niewiadomych,

a wobec rynków wschodzących dochodzi jeszcze pytanie, czy ewentualna korekta

w USA pociągnie za sobą emerging markets, czy spowoduje powrót kapitału na

te niedoceniane w ostatnich miesiącach rynki ? Na razie trwa przeciąganie

liny i dzisiejsza sesja raczej tego nie wyjaśni. Reakcję na wydarzenia na

światowych parkietach w dużej mierze ograniczać będzie kalendarz, w którym w

piątek widnieje amerykański raport z rynku pracy, oraz ważne wydarzenia na

GPW na początku przyszłego tygodnia (patrz ostatni przed zamknięciem). MP

Komentarze
Popyt nie słabnie
Komentarze
Czekanie na dane makro
Komentarze
Game over?
Komentarze
Korekta euro to ulga dla EBC
Komentarze
Stopy znów bez zmian
Komentarze
E-rejestr fundacji rodzinnych na już
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama