W piątek na rynek nie napłynęły żadne istotne publikacje danych makroekonomicznych. Nie będzie ich także dzisiaj - dopiero jutro poznamy informacje o wrześniowym bilansie na rachunku obrotów bieżących, w środę wyniki przetargu 5-letnich obligacji PS0511 i dane o inflacji konsumenckiej CPI w październiku, a w czwartek o średniej płacy za ten sam okres.
Wyniki wyborów samorządowych nie miały większego wpływu na rynek walutowy. Ich waga jest o wiele mniejsza, niż wyborów parlamentarnych, czy prezydenckich. Niemniej jednak gorsze, niż się można było tego spodziewać wyniki rządzącej koalicji mogą sugerować, iż PiS będzie skazane na koalicję z Samoobroną i LPR aż do końca obecnej kadencji Sejmu.
Dzisiaj spodziewalibyśmy się spokojnej sesji - notowania EUR/PLN powinny oscylować w przedziale 3,82-3,84 zł, a USD/PLN 2,97-2,9950 zł.
Rynek międzynarodowy:
Piątkowa słabość dolara była w dużej mierze wynikiem wypowiedzi szefa Ludowego Banku Chin na temat dywersyfikacji rezerw walutowych. Biorąc pod uwagę ich skalę (1 billion USD) wypowiedź Zhou Xiaochuana z jednej strony nie powinna zbytnio dziwić, ale z drugiej można mieć nieodparte wrażenie, że Chińczycy rozpoczęli mecz, którego stawką jest kwestia terminu rewaluacji juana, którego obecny kurs w relacji do dolara zaczyna coraz bardziej irytować Amerykanów. Przypomnijmy, że we wrześniu nierównowaga w handlu pomiędzy USA, a Państwem Środka wzrosła do 23 mld USD, a z wcześniejszych wypowiedzi Demokratów, którzy w ubiegłym tygodniu zdobyli władzę w Kongresie, wynikało, że są oni za zaostrzeniem polityki wobec Chin. To właśnie senatorowie z tego ugrupowania byli pomysłodawcami wprowadzenia kontrowersyjnej ustawy zakładającej wprowadzenie wysokich ceł na towary sprowadzane z Chin. Niezależnie od tego jak ta sprawa potoczy się dalej to efekt został osiągnięty - chińska administracja pokazała swoją pozycję i dała "do zrozumienia" uczestnikom rynku, że ewentualne rozpoczęcie procesu dywersyfikacji może poważnie zaszkodzić pozycji dolara (także z racji faktu, iż Chiny są największym po Japonii kupującym amerykańskie papiery skarbowe, finansując tym samym ogromny deficyt strukturalny Stanów Zjednoczonych). Warto także wspomnieć, iż o planach podobnych posunięć wspominali wcześniej przedstawiciele banków centralnych Rosji, Szwajcarii i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.