Reklama

TMS: Komentarz miesięczny

Listopad przyniósł wyraźne osłabienie dolara Miesięczny raport Domu Maklerskiego TMS Brokers S.A. I. WALUTY: Rynek międzynarodowy: W listopadzie posiadacze dolarów nie mogli czuć się usatysfakcjonowani - amerykańska waluta straciła sporo na wartości, a skala ruchu przypominała to, co obserwowaliśmy w kwietniu b.r. Zbiorczy indeks badający relację "zielonego" do sześciu głównych par walut, czyli tzw.

Publikacja: 06.12.2006 14:08

US Dollar Index, spadł z 85,32 pkt. na koniec października do 82,92 pkt. podczas ostatniej sesji listopada. W ujęciu procentowym ruch wyniósł 2,81 proc. Wyraźnie poszły do góry notowania EUR/USD i GBP/USD, a do dołu USD/CHF, USD/SEK i nieco mniej USD/JPY. Amerykańska waluta zyskała jedynie w relacji do kanadyjskiego dolara (CAD).

W przypadku EUR/USD doszło do naruszenia górnego poziomu kilkumiesięcznej konsolidacji 1,2480-1,2970 i tym samym udanego ataku na figurę 1,30 (notowania zakończyły miesiąc na poziomie 1,3240). Do szczytu z grudnia 2004 r. zostało jednak jeszcze trochę "miejsca", w przeciwieństwie do GBP/USD, który pokonał analogiczne maksimum, kończąc listopad na poziomie 1,9650. Kluczowe wsparcia zdołał utrzymać USD/CHF (1,1980), a także USD/SEK (6,8470).

Dlaczego dolar tak stracił na wartości? Główną przyczyną były oczekiwania, co do kształtu przyszłej polityki prowadzonej przez największe banki centralne. Publikacja kilku kluczowych danych z amerykańskiej gospodarki, które nie okazały się być najlepsze, nasiliła spekulacje, co do możliwości cięcia stóp procentowych przez tamtejszy bank centralny (FED) o 25 p.b. w perspektywie najbliższych 6 miesięcy. Z kolei w przypadku pozostałych banków centralnych (zwłaszcza europejskiego ECB) sytuacja była odmienna - utrzymujące się ryzyko inflacyjne skłaniało uczestników rynku do podtrzymania "jastrzębich" oczekiwań.

Co ciekawe z ust członków FED nie padły w tym okresie żadne sformułowania mogące sugerować, iż jakakolwiek obniżka stóp procentowych w perspektywie najbliższego półrocza może być brana pod uwagę. Wręcz przeciwnie - cały czas zwracano uwagę na utrzymujące się na zbyt wysokich poziomach wskaźniki inflacji bazowej - tak było podczas publikacji zapisków z październikowego posiedzenia FED (15 listopada), a także przy okazji Beżowej Księgi będącej raportem na temat stanu gospodarki na podstawie raportu z poszczególnych okręgów FED (29 listopada). Czy zatem uczestnicy rynku pospieszyli się z interpretacją pewnych faktów? Historia pokazuje, że z rynkiem nie należy się wprawdzie kłócić walcząc z trendem, ale też nie należy się z nim bezwzględnie zgadzać podążając za tłumem. Naszym zdaniem trudno znaleźć mocne przesłanki skłaniające FED do szybkich decyzji ws. obniżek stóp procentowych, co w perspektywie kolejnych 6 miesięcy powinno znaleźć swoje odzwierciedlenie w kursie dolara.

Podczas ostatnich posiedzeń FED jego członkowie dawali do zrozumienia, iż nie należy spieszyć się z jakimikolwiek działaniami, tak, aby zyskać czas do głębszej oceny stanu gospodarki. Tymczasem ta wciąż tak naprawdę generuje mieszane sygnały. W listopadzie nadal widoczna była słabość na rynku nieruchomości, chociaż można było zauważyć pierwsze sygnały sugerujące proces "ubijania" dna. Sprzedaż domów na rynku wtórnym wzrosła w październiku z 6.21 mln do 6.24 mln, chociaż nadal kulał rynek pierwotny (spadek z 1.075 mln do 1.004 mln). Mniejsza od prognozowanej była także liczba rozpoczętych nowych budów (spadek z 1.740 mln do 1.486 mln), a także wydanych pozwoleń na nie (1.535 mln wobec 1.638 mln we wrześniu). Niemniej jednak poprawie uległy nastroje wśród pośredników - indeks stowarzyszenia NAHB wzrósł w listopadzie do 33 pkt. oddalając się od wrześniowego dna na 30 pkt. Nie można, zatem wykluczyć, że słowa byłego szefa FED, Alana Greenspana jeszcze w październiku b.r., iż najgorsze na tym rynku mamy już za sobą, zaczną się spełniać. Jeżeli tak się faktycznie stanie, to znacznie zmniejszy się ryzyko poważniejszego spowolnienia amerykańskiej gospodarki.

Reklama
Reklama

Tymczasem ta według II odczytu danych za III kwartał wcale nie miała się tak źle, jak można by było oczekiwać. Dynamika wzrostu gospodarczego wzrosła do 2,2 proc. wobec 1,6 proc. podanych w I odczycie i 2,6 proc. w II kwartale. Nieznacznie do dołu zrewidowany został wskaźnik skumulowanych wydatków w ujęciu bazowym (PCE Core), który wyniósł 2,2 proc. wobec 2,3 proc. z I odczytu i 2,7 proc. w II kwartalNa niezmienionym poziomie utrzymał się deflator PKB (1,8 proc.). Inwestorzy skupili się jednak tylko na wskaźnikach inflacyjnych, próbując znaleźć uzasadnienie dla swoich tez nt. obniżek stóp procentowych w USA - i taka sytuacja będzie się utrzymywać się przez kilka najbliższych miesięcy. Słabość gospodarki (poza sytuacją na rynku nieruchomości) teoretycznie potwierdzały słabe odczyty nt. zamówień na dobra trwałego użytku (spadek w listopadzie o 8,3 proc. m/m i 1,7 proc. m/m z wyłączeniem transportu), pogorszenie się nastrojów wśród konsumentów przed okresem przedświątecznym (listopadowy indeks Conference Board) zniżkował do 102,9 pkt., czy listopadowy spadek indeksu aktywności sektora wytwórczego okręgu Chicago poniżej poziomu 50 pkt., który potwierdził późniejszy odczyt indeksu ISM dla przemysłu (49,5 pkt.). Co ciekawe negatywnych wskazań z Chicago nie potwierdzały wcześniejsze odczyty z Nowego Jorku, Filadelfii i Richmond, które były lepsze od prognoz - lekko pozytywne nastawienie można było także znaleźć w Beżowej Księdze FED, która "zbiera" raporty o stanie gospodarki w poszczególnych okręgach. Dosyć ciekawa sytuacja miała miejsce na rynku pracy - opublikowane na początku listopada dane za październik okazały się nieco lepsze od oczekiwań - liczba nowych miejsc pracy w sektorach pozarolniczych wzrosła do 92 tys., a wrześniowe dane zrewidowano wyraźnie do góry do 148 tys. W efekcie stopa bezrobocia spadła do 4,4 proc. z 4,6 proc. Tych pozytywnych wskazań nie potwierdzały w kolejnych tygodniach okresowe dane o bezrobociu publikowane w każdy czwartek - tutaj wartości nieubłaganie rosły (do 357 tys. w końcu listopada), co doprowadziło do zmiany kierunku średniej 4-tygodniowej. Z tego też tytułu niezwykle istotne mogą okazać się kolejne, comiesięczne dane, które poznamy 8 grudnia b.r.

W ważnej gospodarczej materii inflacji warto odnotować, iż presja na wzrost cen w ostatnim czasie rzeczywiście zaczęła wyhamowywać. Bazowy wskaźnik inflacji konsumenckiej CPI spadł w październiku z 2,9 proc. do 2,7 proc. w ujęciu rocznym, a CPI liczony dla szerokiego rynku z 2,1 proc. r/r do 1,3 proc. r/r. W dużym stopniu była to zasługa obserwowanego wcześniej spadku inflacji producenckiej (PPI), która w ujęciu bazowym obniżyła się w październiku o 0,9 proc. m/m i wzrosła tylko o 0,6 proc. r/r. To z kolei było po części wynikiem taniejącej ropy i innych surowców.

Bez większego echa przeszły wyniki wyborów do Kongresu, które pokazały porażkę rządzących od kilku lat Republikanów. Nie wydaje się jednak, aby Demokraci zdecydowali się na wprowadzenie radykalnych zmian w dotychczasowej polityce gospodarczej, która przynosi efekty w postaci spadku deficytu budżetowego (i to paradoksalnie przez obniżkę podatków), a raczej skupią się na rozliczaniu administracji prezydenta Busha za polityczne i społeczne koszty wojny w Iraku. Ten zwrot o 180 stopni w amerykańskim Kongresie może mieć zupełnie inne skutki dla rynku -mam tu na myśli zaostrzenie kursu z Chinami, które są coraz częściej obarczane o utrzymująca się nierównowagę w handlu z USA - we wrześniu wzrosła ona do 23 mld USD, mimo, że w ogólnym ujęciu deficyt spadł do 64,3 mld USD z 68,96 mld USD za sprawą taniejącej ropy. Tyle, że im większa presja na uwolnienie niedoszacowanego kursu juana, tym silniejsze są odpowiedzi dążącego do pokazania własnej niezależności Pekinu - w listopadzie miało miejsce kilka wypowiedzi najwyższych rangą przedstawicieli Ludowego Banku Chin, którzy sugerowali potrzebę rozważenia dywersyfikacji dolarowych aktywów, twierdząc, iż przyszłość amerykańskiej waluty nie rysuje się w najlepszych barwach. Nie trudno się domyśleć, co by się stało, gdyby Chińczycy zmniejszyli skalę comiesięcznych zakupów amerykańskich papierów skarbowych, które służą do finansowania ogromnego deficytu C/A Stanów Zjednoczonych. Na razie jednak wg. ostatnich danych, napływ kapitałów netto wyniósł we wrześniu 65,1 mld USD wobec 114,4 mld USD po korekcie w sierpniu.A co w strefie euro? Zwyżkę wspólnej waluty na rynkach światowych podgrzewały w listopadzie utrzymujące się "jastrzębie" wypowiedzi przedstawicieli Europejskiego Banku Centralnego, znane z ubiegłych miesięcy. W efekcie uczestnicy rynku utwierdzili się w przekonaniu, że stopy procentowe będą rosły także w 2007 r., a planowana na 7 grudnia podwyżka stóp procentowych do poziomu 3,50 proc. nie będzie ostatnią. Podaż pieniądza M3, na którą zwraca uwagę bank centralny wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie - powyżej referencyjnego 4,5 proc. r/r - chociaż w październiku nie uległa zmianie w relacji do września (8,5 proc. r/r). Zatrzymany został także obserwowany od czerwca b.r. spadek inflacji HICP - wstępne dane za listopad pokazały jej odbicie do 1,8 proc. r/r z 1,6 proc. r/r w październiku. Na rekordowych poziomach pozostały wskaźniki nastrojów w biznesie - niemiecki Ifo, który wzrósł w listopadzie do 105,8 pkt., czy jego francuski odpowiednik. Do poziomu 110,5 pkt. z 110,4 pkt. wzrósł w tym samym okresie indeks nastrojów gospodarczych sporządzany przez Komisję Europejską. Dodatkowo wysocy rangą unijni urzędnicy (poza zwyczajowo krytyczny francuskimi politykami) zapewniali, iż obserwowane szybkie zwyżki europejskiej waluty nie stanowią zagrożenia dla kondycji euro-gospodarki. A o tym, iż jest ona wciąż dobra świadczyły dane o wzroście PKB w III kwartale. Ich drugi odczyt przyniósł rewizję poprzednich danych do góry - i tak dynamika wzrostu PKB w III kwartale wyniosła 2,7 proc. r/r, wobec zrewidowanych 2,8 proc. r/r w poprzednim okresie.

Rynek krajowy:

Listopad przyniósł kontynuację ruchu zapoczątkowanego w październiku, czyli dalsze umocnienie naszej waluty. Jego wynikiem było ustanowienie nowych ekstremów na wykresie odchylenia od parytetu, które pokonało poziom 20 proc. po mocnej stronie. W końcu listopada jego wartość wynosiła 20,55 proc. wobec 17,87 proc. miesiąc wcześniej (dane na podstawie wyliczeń opartych o fixingi Narodowego Banku Polskiego). Odpowiadało to spadkowi notowań USD/PLN z 3,0631 zł do 2,8911 zł i EUR/PLN z 3,8871 zł do 3,8166 zł. Silniejszy spadek kursu dolara to wynik gwałtownego osłabienia się tej waluty na rynkach światowych.

Siła złotego to jednak przede wszystkim wynik dobrego klimatu inwestycyjnego utrzymującego się w naszym regionie, a także rewelacyjnych danych makroekonomicznych z polskiej gospodarki. Listopad przyniósł dalsze wyraźne umocnienie się węgierskiego forinta, a zagraniczni inwestorzy uwierzyli w zaprezentowaną przez tamtejszego premiera Ferenca Guyrcsanego terapię wstrząsową mającą na celu radykalne obniżenie deficytu budżetowego, który w tym roku może wynieść 10,1 proc. PKB. Według jej założeń, które zyskały także akceptację Komisji Europejskiej, deficyt może spaść w 2009 r. do poziomu 3,4 proc. PKB, czyli nieco powyżej unijnego progu 3,0 proc. PKB. Pewnym zagrożeniem dla tej strategii jest założony wyraźny wzrost fiskalizmu, co w przypadku nieoczekiwanego, pesymistycznego rozwoju wypadków na rynkach światowych, mogłoby doprowadzić mocnego wyhamowania węgierskiej gospodarki. Firmy mogłyby nie wytrzymać obciążeń fiskalnych, co doprowadziłoby w efekcie do spadku wpływów do budżetu i wyraźnego wzrostu niepokojów społecznych. Na razie premier Guyrcsany pokazał, że jego pozycja w koalicji nie jest zagrożona, a inwestorzy liczą na "miękkie" lądowanie w USA, co tym samym nie powinno zbytnio zachwiać globalnym wzrostem gospodarczym. Zwyżce forinta sprzyjała także polityka Węgierskiego Banku Centralnego - stopy procentowe w listopadzie zostały wprawdzie utrzymane na poziomie 8,0 proc., ale nie wykluczono możliwości dalszych podwyżek do 8,25 proc. w perspektywie kolejnych miesięcy. To z kolei stało się idealną pożywką dla zagranicznych funduszy opierających swoja strategię o tzw. carry-trade. Polega ona na pożyczaniu środków w walutach niskooprocentowanych (głównie w jenach) i ich inwestowaniu na bardziej obiecujących rynkach dających przede wszystkim wyższy procent - a takim jest nasz region, którego poza nieco ryzykownymi Węgrami, wspierają przede wszystkim silne fundamenty. W III kwartale PKB Słowacji przyspieszył do 9,8 proc. r/r z 6,7 proc. w II kwartale, co daje szanse na wzrost powyżej 7 proc. rocznie w 2006 r. i kolejnych latach. Bardzo dobre dane napłynęły także z polskiej gospodarki. Jak podał 30 listopada Główny Urząd Statystyczny przyspieszyła ona w III kwartale b.r. do 5,8 proc. r/r z 5,5 proc. r/r odnotowanych w poprzednim okresie. Kluczowym motorem wzrostu stały się inwestycje, których dynamika wyniosła 19,8 proc. r/r - to sugeruje, iż dobra sytuacja ma szanse utrzymać się dłużej. Wzrósł także popyt krajowy - do 6,1 proc. r/r, a spożycie indywidualne wyniosło 5,5 proc. r/r - to wynik poprawiającej się sytuacji materialnej Polaków, w tym spadku stopy bezrobocia - w październiku do 14,9 proc. Dobre wskazania były także potwierdzane przez dane o dynamice produkcji przemysłowej, która przyspieszyła w październiku do 14,6 proc. r/r z 11,6 proc. r/r we wrześniu i utrzymującej się dwucyfrowej sprzedaży detalicznej (13,3 proc. r/r w październiku). To, co istotne to fakt, iż szybszy wzrost gospodarczy nie "pociągnął" za sobą inflacji, a nawet obniżone zostały prognozy jej wzrostu przez resort finansów. I tak wskaźnik CPI spadł w październiku do 1,2 proc. r/r z 1,6 proc. r/r we wrześniu - głównie za sprawą taniejących paliw. Niższa była także inflacja bazowa netto, która obniżyła się do 1,3 proc. r/r. Wyhamowanie presji widoczne było także w przypadku cen produkcji sprzedanej przemysłu, które wyniosły w październiku 3,4 proc. r/r wobec 3,6 proc. r/r we wrześniu. To wszystko sprawiło, że Rada Polityki Pieniężnej na zakończonym 29 listopada b.r. posiedzeniu, utrzymała główną stopę procentową na poziomie 4,0 proc., a późniejszy komunikat nie był zbyt "jastrzębi". W efekcie uczestnicy rynku spodziewają się podwyżki stóp o 25 p.b. najwcześniej w marcu przyszłego roku, a skala ruchu w całym 2007 r. może wynieść 50 p.b. Interesujące w tym względzie są prognozy inflacyjne resortu finansów, który spodziewa się wzrostu inflacji w listopadzie do 1,5 proc. r/r, 1,8 proc. r/r w grudniu i 2,2-2,3 proc. r/r w marcu 2007 r. - tym samym nie powinno dojść do naruszenia celu inflacyjnego banku centralnego na poziomie 2,5 proc. r/r, gdyż na koniec przyszłego roku wskaźnik CPI może powrócić w okolice 2,0 proc. r/r. To nie oznacza jednak, że podwyżka stóp procentowych nie będzie konieczna, ale pokazuje tylko, że obóz "jastrzębi", który był ostatnio silnie reprezentowany tylko przez prof. Dariusza Filara i prof. Leszka Balcerowicza, nadal pozostanie osamotniony.

Reklama
Reklama

Powodów do niepokoju nie dawała polska scena polityczna, mimo, że w listopadzie miały miejsce wybory samorządowe. Paradoksalnie pewna porażka Prawa i Sprawiedliwości, a także mizerne notowania kandydatów Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony, mogą stać się spoiwem dla rządzącej koalicji, a obserwowane jeszcze kilka miesięcy temu spory, które doprowadziły do jej zerwania w wakacje, staną się przeszłością. Zwłaszcza, że pozycję współkoalicjantów dodatkowo podkopały społeczno-obyczajowe afery. Trudno jednak określić, czy to potencjalne, dłuższe uspokojenie na scenie politycznej pozwoli na rzeczywiste przeprowadzenie koniecznych reform finansów publicznych. Wprawdzie w końcu listopada polski rząd przedstawił Komisji Europejskiej nowy zmodyfikowany program konwergencji, który zakłada spadek deficytu sektora finansów publicznych (po uwzględnieniu kosztów reformy emerytalnej) do 3,4 proc. PKB w 2007 r. i 2,9 proc. PKB za trzy lata, to jednak unijni urzędnicy pozostali w tej materii dosyć sceptyczni, grożąc Polsce podjęciem karnej procedury związanej ze zbyt wolnym tempem reform. Ich niechęć mogła być także związana z planami przeprowadzenia społecznego referendum w 2010 r. ws. wprowadzenia euro, których orędownikiem jest rządzący PiS. Może się przecież zawsze okazać, że Polacy opowiedzą się przeciwko, co mógłby sugerować ostatni, kontrowersyjny sondaż TNS OBOP, gdzie odpowiedzi na "nie" było ponad 60 proc.

PROGNOZA WALUTOWA NA NAJBLIŻSZY MIESIĄC:

Nie ma na razie powodów, aby sądzić, że grudzień okaże się niekorzystny dla polskiej waluty. Pozytywny sentyment dla całego regionu powinien utrzymać się przynajmniej do końca roku, gdyż wiele funduszy będzie chciało pokazać dobre wyniki w swoich sprawozdaniach.

Zwłaszcza, że te działania nie są pozbawione podstaw - strategia "carry-trade" nadal będzie się opłacać, gdyż awersja do ryzyka na rynkach pozostaje niska, a słaby dolar na rynkach światowych będzie zachęcać do poszukiwania bardziej obiecujących stóp zwrotu. Plusem dla regionu pozostają wciąż fundamenty - polski PKB ma szanse w 2006 r. przekroczyć 5,5 proc. r/r, a jeszcze lepiej będzie na Słowacji. Z kolei do inwestowania na Węgrzech zachęcać będą ambitne prognozy tamtejszego rządu odnośnie reform finansów publicznych i dosyć wysokie stopy procentowe, które przyciągają spekulacyjny kapitał. Pożywka dla inwestorów operujących na polskim rynku długu będzie utrzymujące się "gołębie" nastawienie członków Rady Polityki Pieniężnej i prognozy niezbyt dużego wzrostu inflacji CPI w najbliższych miesiącach prezentowane przez resort finansów. Nie bez znaczenia będą także informacje, iż tegoroczny deficyt budżetowy może wynieść "tylko" 27 mld zł wobec planowanych 30,50 mld zł, a także ambitne plany jego redukcji względem PKB w kolejnych latach. Złotego powinien także wspierać napływ funduszy unijnych i świąteczna wymiana walut przez Polaków pracujących za granicą.

Tym samym na koniec grudnia kurs EUR/PLN może ustabilizować się w okolicach 3,80 zł, CHF/PLN 2,39 zł, a USD/PLN może spaść nawet do 2,83 zł, za sprawą nadal wysokich notowań EUR/USD na rynkach światowych. Mimo, że nie można wykluczyć, że na najbliższym, grudniowym posiedzeniu Europejski Bank Centralny zasygnalizuje pewną możliwość wstrzymania się przez kilka miesięcy z kolejnymi podwyżkami stóp procentowych, to przeciwko dolarowi będą przemawiać obawy o stan amerykańskiej gospodarki, oczekiwania na obniżkę stóp procentowych przez FED, a także ryzyko dalszej dywersyfikacji dolarowych rezerw przez banki centralne (zwłaszcza azjatyckie). Tym samym na koniec roku kurs EUR/USD może przekroczyć poziom 1,34 i tendencja ta może utrzymać się w pierwszych tygodniach 2007 r. Zwrot nastąpi dopiero wtedy, kiedy inwestorzy dojdą do wniosku, że amerykańska gospodarka ma się jednak lepiej, niż sądzili, a FED szybko nie zdecyduje się na obniżkę stóp procentowych, co jest naszym zdaniem dosyć prawdopodobne.

II. STOPY PROCENTOWE

Reklama
Reklama

W ostatnich tygodniach polityka monetarna prowadzona przez 11 największych banków centralnych na świecie uległa dalszemu zaostrzeniu. Średni poziom stopy procentowej na moment pisania niniejszego raportu (6 grudnia) wzrósł do poziomu 3,89 proc. wobec 3,82 proc. na koniec października i 3,10 proc. w końcu 2005 r.. W ubiegłym miesiącu na podniesienie kosztu pieniądza zdecydowali się Norwedzy - 1 listopada główna stopa procentowa wzrosła o 25 p.b. do poziomu 3,25 proc. Tydzień później stopy podniesiono w Australii - do 6,25 proc., a 9 listopada na takie posunięcie zdecydował się Bank Anglii - do 5,00 proc. W tym miesiącu, mimo, że zaplanowano wiele posiedzeń banków centralnych to na podwyżkę stóp procentowych o 25 p.b. może zdecydować się tylko Europejski Bank Centralny (do 3,50 proc.). W naszym regionie stopy powinny pozostać w grudniu na poziomach z listopada- w efekcie wynoszą one odpowiednio 8,00 proc. na Węgrzech, 4,75 proc. na Słowacji, 4,00 proc. w Polsce i 2,50 proc. w Czechach. Nasza Rada Polityki Pieniężnej może podwyższyć stopy najwcześniej w marcu 2007 r. (do 4,25 proc.), a skala spodziewanych w przyszłym roku ruchów może nie przekroczyć 50 p.b.

Raport sporządził:

Marek Rogalski

Główny analityk walutowy

Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Reklama
Reklama

Al. Jerozolimskie 123 A

02-017 Warszawa

www.tms.pl

Komentarze
Popyt nie słabnie
Komentarze
Czekanie na dane makro
Komentarze
Game over?
Komentarze
Korekta euro to ulga dla EBC
Komentarze
Stopy znów bez zmian
Komentarze
E-rejestr fundacji rodzinnych na już
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama