Tymczasem ta według II odczytu danych za III kwartał wcale nie miała się tak źle, jak można by było oczekiwać. Dynamika wzrostu gospodarczego wzrosła do 2,2 proc. wobec 1,6 proc. podanych w I odczycie i 2,6 proc. w II kwartale. Nieznacznie do dołu zrewidowany został wskaźnik skumulowanych wydatków w ujęciu bazowym (PCE Core), który wyniósł 2,2 proc. wobec 2,3 proc. z I odczytu i 2,7 proc. w II kwartalNa niezmienionym poziomie utrzymał się deflator PKB (1,8 proc.). Inwestorzy skupili się jednak tylko na wskaźnikach inflacyjnych, próbując znaleźć uzasadnienie dla swoich tez nt. obniżek stóp procentowych w USA - i taka sytuacja będzie się utrzymywać się przez kilka najbliższych miesięcy. Słabość gospodarki (poza sytuacją na rynku nieruchomości) teoretycznie potwierdzały słabe odczyty nt. zamówień na dobra trwałego użytku (spadek w listopadzie o 8,3 proc. m/m i 1,7 proc. m/m z wyłączeniem transportu), pogorszenie się nastrojów wśród konsumentów przed okresem przedświątecznym (listopadowy indeks Conference Board) zniżkował do 102,9 pkt., czy listopadowy spadek indeksu aktywności sektora wytwórczego okręgu Chicago poniżej poziomu 50 pkt., który potwierdził późniejszy odczyt indeksu ISM dla przemysłu (49,5 pkt.). Co ciekawe negatywnych wskazań z Chicago nie potwierdzały wcześniejsze odczyty z Nowego Jorku, Filadelfii i Richmond, które były lepsze od prognoz - lekko pozytywne nastawienie można było także znaleźć w Beżowej Księdze FED, która "zbiera" raporty o stanie gospodarki w poszczególnych okręgach. Dosyć ciekawa sytuacja miała miejsce na rynku pracy - opublikowane na początku listopada dane za październik okazały się nieco lepsze od oczekiwań - liczba nowych miejsc pracy w sektorach pozarolniczych wzrosła do 92 tys., a wrześniowe dane zrewidowano wyraźnie do góry do 148 tys. W efekcie stopa bezrobocia spadła do 4,4 proc. z 4,6 proc. Tych pozytywnych wskazań nie potwierdzały w kolejnych tygodniach okresowe dane o bezrobociu publikowane w każdy czwartek - tutaj wartości nieubłaganie rosły (do 357 tys. w końcu listopada), co doprowadziło do zmiany kierunku średniej 4-tygodniowej. Z tego też tytułu niezwykle istotne mogą okazać się kolejne, comiesięczne dane, które poznamy 8 grudnia b.r.
W ważnej gospodarczej materii inflacji warto odnotować, iż presja na wzrost cen w ostatnim czasie rzeczywiście zaczęła wyhamowywać. Bazowy wskaźnik inflacji konsumenckiej CPI spadł w październiku z 2,9 proc. do 2,7 proc. w ujęciu rocznym, a CPI liczony dla szerokiego rynku z 2,1 proc. r/r do 1,3 proc. r/r. W dużym stopniu była to zasługa obserwowanego wcześniej spadku inflacji producenckiej (PPI), która w ujęciu bazowym obniżyła się w październiku o 0,9 proc. m/m i wzrosła tylko o 0,6 proc. r/r. To z kolei było po części wynikiem taniejącej ropy i innych surowców.
Bez większego echa przeszły wyniki wyborów do Kongresu, które pokazały porażkę rządzących od kilku lat Republikanów. Nie wydaje się jednak, aby Demokraci zdecydowali się na wprowadzenie radykalnych zmian w dotychczasowej polityce gospodarczej, która przynosi efekty w postaci spadku deficytu budżetowego (i to paradoksalnie przez obniżkę podatków), a raczej skupią się na rozliczaniu administracji prezydenta Busha za polityczne i społeczne koszty wojny w Iraku. Ten zwrot o 180 stopni w amerykańskim Kongresie może mieć zupełnie inne skutki dla rynku -mam tu na myśli zaostrzenie kursu z Chinami, które są coraz częściej obarczane o utrzymująca się nierównowagę w handlu z USA - we wrześniu wzrosła ona do 23 mld USD, mimo, że w ogólnym ujęciu deficyt spadł do 64,3 mld USD z 68,96 mld USD za sprawą taniejącej ropy. Tyle, że im większa presja na uwolnienie niedoszacowanego kursu juana, tym silniejsze są odpowiedzi dążącego do pokazania własnej niezależności Pekinu - w listopadzie miało miejsce kilka wypowiedzi najwyższych rangą przedstawicieli Ludowego Banku Chin, którzy sugerowali potrzebę rozważenia dywersyfikacji dolarowych aktywów, twierdząc, iż przyszłość amerykańskiej waluty nie rysuje się w najlepszych barwach. Nie trudno się domyśleć, co by się stało, gdyby Chińczycy zmniejszyli skalę comiesięcznych zakupów amerykańskich papierów skarbowych, które służą do finansowania ogromnego deficytu C/A Stanów Zjednoczonych. Na razie jednak wg. ostatnich danych, napływ kapitałów netto wyniósł we wrześniu 65,1 mld USD wobec 114,4 mld USD po korekcie w sierpniu.A co w strefie euro? Zwyżkę wspólnej waluty na rynkach światowych podgrzewały w listopadzie utrzymujące się "jastrzębie" wypowiedzi przedstawicieli Europejskiego Banku Centralnego, znane z ubiegłych miesięcy. W efekcie uczestnicy rynku utwierdzili się w przekonaniu, że stopy procentowe będą rosły także w 2007 r., a planowana na 7 grudnia podwyżka stóp procentowych do poziomu 3,50 proc. nie będzie ostatnią. Podaż pieniądza M3, na którą zwraca uwagę bank centralny wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie - powyżej referencyjnego 4,5 proc. r/r - chociaż w październiku nie uległa zmianie w relacji do września (8,5 proc. r/r). Zatrzymany został także obserwowany od czerwca b.r. spadek inflacji HICP - wstępne dane za listopad pokazały jej odbicie do 1,8 proc. r/r z 1,6 proc. r/r w październiku. Na rekordowych poziomach pozostały wskaźniki nastrojów w biznesie - niemiecki Ifo, który wzrósł w listopadzie do 105,8 pkt., czy jego francuski odpowiednik. Do poziomu 110,5 pkt. z 110,4 pkt. wzrósł w tym samym okresie indeks nastrojów gospodarczych sporządzany przez Komisję Europejską. Dodatkowo wysocy rangą unijni urzędnicy (poza zwyczajowo krytyczny francuskimi politykami) zapewniali, iż obserwowane szybkie zwyżki europejskiej waluty nie stanowią zagrożenia dla kondycji euro-gospodarki. A o tym, iż jest ona wciąż dobra świadczyły dane o wzroście PKB w III kwartale. Ich drugi odczyt przyniósł rewizję poprzednich danych do góry - i tak dynamika wzrostu PKB w III kwartale wyniosła 2,7 proc. r/r, wobec zrewidowanych 2,8 proc. r/r w poprzednim okresie.
Rynek krajowy:
Listopad przyniósł kontynuację ruchu zapoczątkowanego w październiku, czyli dalsze umocnienie naszej waluty. Jego wynikiem było ustanowienie nowych ekstremów na wykresie odchylenia od parytetu, które pokonało poziom 20 proc. po mocnej stronie. W końcu listopada jego wartość wynosiła 20,55 proc. wobec 17,87 proc. miesiąc wcześniej (dane na podstawie wyliczeń opartych o fixingi Narodowego Banku Polskiego). Odpowiadało to spadkowi notowań USD/PLN z 3,0631 zł do 2,8911 zł i EUR/PLN z 3,8871 zł do 3,8166 zł. Silniejszy spadek kursu dolara to wynik gwałtownego osłabienia się tej waluty na rynkach światowych.
Siła złotego to jednak przede wszystkim wynik dobrego klimatu inwestycyjnego utrzymującego się w naszym regionie, a także rewelacyjnych danych makroekonomicznych z polskiej gospodarki. Listopad przyniósł dalsze wyraźne umocnienie się węgierskiego forinta, a zagraniczni inwestorzy uwierzyli w zaprezentowaną przez tamtejszego premiera Ferenca Guyrcsanego terapię wstrząsową mającą na celu radykalne obniżenie deficytu budżetowego, który w tym roku może wynieść 10,1 proc. PKB. Według jej założeń, które zyskały także akceptację Komisji Europejskiej, deficyt może spaść w 2009 r. do poziomu 3,4 proc. PKB, czyli nieco powyżej unijnego progu 3,0 proc. PKB. Pewnym zagrożeniem dla tej strategii jest założony wyraźny wzrost fiskalizmu, co w przypadku nieoczekiwanego, pesymistycznego rozwoju wypadków na rynkach światowych, mogłoby doprowadzić mocnego wyhamowania węgierskiej gospodarki. Firmy mogłyby nie wytrzymać obciążeń fiskalnych, co doprowadziłoby w efekcie do spadku wpływów do budżetu i wyraźnego wzrostu niepokojów społecznych. Na razie premier Guyrcsany pokazał, że jego pozycja w koalicji nie jest zagrożona, a inwestorzy liczą na "miękkie" lądowanie w USA, co tym samym nie powinno zbytnio zachwiać globalnym wzrostem gospodarczym. Zwyżce forinta sprzyjała także polityka Węgierskiego Banku Centralnego - stopy procentowe w listopadzie zostały wprawdzie utrzymane na poziomie 8,0 proc., ale nie wykluczono możliwości dalszych podwyżek do 8,25 proc. w perspektywie kolejnych miesięcy. To z kolei stało się idealną pożywką dla zagranicznych funduszy opierających swoja strategię o tzw. carry-trade. Polega ona na pożyczaniu środków w walutach niskooprocentowanych (głównie w jenach) i ich inwestowaniu na bardziej obiecujących rynkach dających przede wszystkim wyższy procent - a takim jest nasz region, którego poza nieco ryzykownymi Węgrami, wspierają przede wszystkim silne fundamenty. W III kwartale PKB Słowacji przyspieszył do 9,8 proc. r/r z 6,7 proc. w II kwartale, co daje szanse na wzrost powyżej 7 proc. rocznie w 2006 r. i kolejnych latach. Bardzo dobre dane napłynęły także z polskiej gospodarki. Jak podał 30 listopada Główny Urząd Statystyczny przyspieszyła ona w III kwartale b.r. do 5,8 proc. r/r z 5,5 proc. r/r odnotowanych w poprzednim okresie. Kluczowym motorem wzrostu stały się inwestycje, których dynamika wyniosła 19,8 proc. r/r - to sugeruje, iż dobra sytuacja ma szanse utrzymać się dłużej. Wzrósł także popyt krajowy - do 6,1 proc. r/r, a spożycie indywidualne wyniosło 5,5 proc. r/r - to wynik poprawiającej się sytuacji materialnej Polaków, w tym spadku stopy bezrobocia - w październiku do 14,9 proc. Dobre wskazania były także potwierdzane przez dane o dynamice produkcji przemysłowej, która przyspieszyła w październiku do 14,6 proc. r/r z 11,6 proc. r/r we wrześniu i utrzymującej się dwucyfrowej sprzedaży detalicznej (13,3 proc. r/r w październiku). To, co istotne to fakt, iż szybszy wzrost gospodarczy nie "pociągnął" za sobą inflacji, a nawet obniżone zostały prognozy jej wzrostu przez resort finansów. I tak wskaźnik CPI spadł w październiku do 1,2 proc. r/r z 1,6 proc. r/r we wrześniu - głównie za sprawą taniejących paliw. Niższa była także inflacja bazowa netto, która obniżyła się do 1,3 proc. r/r. Wyhamowanie presji widoczne było także w przypadku cen produkcji sprzedanej przemysłu, które wyniosły w październiku 3,4 proc. r/r wobec 3,6 proc. r/r we wrześniu. To wszystko sprawiło, że Rada Polityki Pieniężnej na zakończonym 29 listopada b.r. posiedzeniu, utrzymała główną stopę procentową na poziomie 4,0 proc., a późniejszy komunikat nie był zbyt "jastrzębi". W efekcie uczestnicy rynku spodziewają się podwyżki stóp o 25 p.b. najwcześniej w marcu przyszłego roku, a skala ruchu w całym 2007 r. może wynieść 50 p.b. Interesujące w tym względzie są prognozy inflacyjne resortu finansów, który spodziewa się wzrostu inflacji w listopadzie do 1,5 proc. r/r, 1,8 proc. r/r w grudniu i 2,2-2,3 proc. r/r w marcu 2007 r. - tym samym nie powinno dojść do naruszenia celu inflacyjnego banku centralnego na poziomie 2,5 proc. r/r, gdyż na koniec przyszłego roku wskaźnik CPI może powrócić w okolice 2,0 proc. r/r. To nie oznacza jednak, że podwyżka stóp procentowych nie będzie konieczna, ale pokazuje tylko, że obóz "jastrzębi", który był ostatnio silnie reprezentowany tylko przez prof. Dariusza Filara i prof. Leszka Balcerowicza, nadal pozostanie osamotniony.