Biorąc pod uwagę fakt, iż eurodolar po prostu "utknął" w range?u 1,2920-1,2980, można całą sytuację uznać za mocno kuriozalną - nawet ci najlepiej poinformowani nie do końca wiedzą, co tak naprawdę stanie się z amerykańską gospodarką w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Rynki po raz kolejny nie doczekały się na jasny, wyraźny impuls, który pomógłby wyznaczyć dalszy trend. Z technicznego punktu widzenia o EURUSD można powiedzieć tylko tyle, że obecnie formuje konsolidację we wspomnianym już przedziale, co prowadzi do naturalnej strategii zajmowania pozycji na jego ekstremach i zamykania ich wraz z dotarciem do drugiej bariery. Takie "podbijanie piłeczki" może potrwać aż do pierwszego tygodnia lutego - wówczas poznamy kolejny raport z rynku pracy, który urasta do rangi kluczowego podsystemu gospodarki.
Złoty zdeprecjonował się w stosunku do euro (wraz z pozostałymi walutami całego regionu), pozostając stabilnym w stosunku do dolara. Może to wynikać z negatywnego nastawienia do rynków wschodzących w świetle wzrostu globalnej awersji do ryzyka - od dawna mówiło się, że ten rok może być trudny, z rosnącą na całym świecie inflacją i koniecznością podnoszenia kosztu pieniądza, na co gospodarki takich krajów są szczególnie podatne. Obecnie sytuacja techniczna złotego jest o wiele korzystniejsza na USDPLN, gdyż ostatnie wzrosty nie wyłamują się jeszcze z kanału spadkowego, podczas gdy zwyżka EURPLN zaczyna niebezpiecznie szybko zbliżać się do wygenerowania sygnału zmiany długookresowego trendu.
Podobnie do środy, dziś sporo "twardych" danych w kalendarzu, szczególnie uważnie trzeba obserwować reakcję rynków po raporcie o CPI w USA (14:30), wraz z którym opublikowane zostaną również dane z rynku nieruchomości (tu na razie bez szans na wyraźną poprawę). Inwestorzy spodziewają się, że CPI wzrośnie z 0,0% m/m do 0,4% m/m. Kończąc dodam, że Bank of Japan zaskoczył nieco rynki nie podnosząc dziś rano stóp procentowych. W rezultacie jen zdeprecjonował się do rocznych minimów.
Piotr Denderski
Analityk rynków finansowych