Reklama

Komentarz poranny

Publikacja: 26.01.2007 07:58

W Stanach ponad 1% przecena na indeksach, a w serwisach ogromne tytuły o

"największym w tym roku" spadku na amerykańskich parkietach. Oczywiście to

prawda, tyle tylko, że spadek miał miejsce z rekordowych poziomów, a do tego

mamy dopiero styczeń, więc takie stwierdzenia to bardziej medialne bicie

piany, niż faktycznie jakieś wydarzenie na rynku. Ja osobiście mam mieszane

Reklama
Reklama

uczucia w jakim tonie pisać o wczorajszej sesji. Gdy indeksy łamią wsparcia

na takiej sesji jak wczorajsza to wszystko jest jasne, ale gdy spadek jest

spod świeżych szczytów hossy, to trudno mówić o czymś innym niż realizacja

zysków.

Główny powód tego spadku to nieszczęśliwa mieszanka rynku obligacji i rynku

nieruchomości. Pomimo trwającego właśnie sezonu wyników, inwestorzy nie

Reklama
Reklama

zapomnieli o danych makro (to trochę zaskakuje, bo z reguły publikacje w

najważniejszym okresie raportów kwartalnych były ignorowane). Na koniec

naszej sesji poznaliśmy dane o liczbie sprzedanych domów na rynku wtórnym.

Rozczarowujące dane, bo zamiast wzrostu był spadek, a do tego roczna

dynamika postraszyła największym spadkiem od 24 lat. Nic pewnie by z tego

złego nie wyszło, ale doszedł do tego fatalny wynik aukcji na rynku długu,

Reklama
Reklama

gdzie popyt był bardzo słaby i to już po raz drugi z rzędu. Ceny obligacji

mocno spadły, a rentowność wzrosła do 5-ciomiesięcznego szczytu.

10-cioletnie obligacje przekroczyły pilnie obserwowaną w USA 200 sesyjną

średnią i wzrosły do 4,867 (+0,057%). To bardzo znaczący ruch. Gdzie

powiązanie z rynkiem nieruchomości ? Znamy to choćby z polskiego rynku.

Reklama
Reklama

Wyższa rentowność obligacji, to również wyżej oprocentowane kredyty

hipoteczne, co osłabia popyt na nowe domy. Jeśli zestawimy to z

rozczarowującymi danymi, oraz z fatalnymi wczorajszymi prognozami spółek z

sektora budowlanego, to filar całej gospodarki jakim jest rynek

nieruchomości, nakreślił wczoraj inwestorom mało optymistyczny obraz

Reklama
Reklama

przyszłości.

Nie sądzę, żeby europejskie parkiety jakoś mocno się tego przestraszyły.

Małe koło ratunkowe dla nastrojów na dzisiaj rzucił Microsoft, który po

sesji podał zysk 26 centów na akcje (prognozy 23 centy) i rósł ponad 3%.

Reakcję tłumić będzie też wyczekiwanie na kolejne publikacje ze sfery makro.

Reklama
Reklama

O 14:30 poznamy dziś w USA zamówienia na dobra trwałego użytku, a o 16:00

kolejna dawka danych z rynku nieruchomości (liczba sprzedanych nowych

domów). Z punktu widzenia GPW należy oczywiście wspomnieć o surowcach. Kurs

ropy spadł spod szczytów przy 55,8 USD do 54,5 USD, a miedź wzrosła 2%, choć

te poziomy były już w trakcie wczorajszych polskich notowań. Podsumowując -

spadku na otwarcie nie da się uniknąć, ale wieści z USA nie są impulsem,

który przesądzałby o porażce wsparcie na luce hossy z poprzedniego czwartku.

Wczoraj pisałem przed zamknięciem, że "najzdrowszym rozwiązaniem

dla obu stron byłoby teraz zmierzenie się z poziomem luki hossy z 18

stycznia. Prawdziwą kondycję rynku poznamy dopiero przy testowaniu tego

poziomu.". Dzisiaj będzie ku temu okazja. MP

Komentarze
Popyt nie słabnie
Komentarze
Czekanie na dane makro
Komentarze
Game over?
Komentarze
Korekta euro to ulga dla EBC
Komentarze
Stopy znów bez zmian
Komentarze
E-rejestr fundacji rodzinnych na już
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama