Dziś okoliczności nie są tak przychylne dla naszych graczy. Wprawdzie mamy
wzrost indeksów w USA, co samo w sobie jest pewnym sygnałem, to jednak w
Azji nie było już tak radośnie jak wczoraj. Tym samym można stwierdzić, że
początek sesji będzie raczej spokojny i bliski wczorajszemu zamknięciu.
Wczorajsze zachowanie indeksów w USA jest zastanawiające. Z jednej strony
mamy niepomyślne wiadomości z rynku nieruchomości, a z drugiej przewagę
popytu, która przejawia się kolejnym wzrostowym dniem. Nie ma tu
sprzeczności? W pewnym sensie, choć jest coś co tą sprzeczność nieco
zmniejsza. Faktem jest, że mimo mało optymistycznych danych, jakie
ostatnio ukazały się w USA rynek tamten wybiera głównie dobre informacji,
a te złe stara się ignorować. Czy faktycznie jest ignoruje, czy też mamy
do czynienia z próbą wyciśnięcia z rynku co się da w końcówce kwartału?
Tego nie wiadomo - na razie rynek wprawia wrażenie odpornego na złe
wiadomości, co jak wiadomo jest raczej oznaką siły. Czynnikiem, który
nieco umniejsza skalę tej znieczulicy na złe wiadomości jest to, że w
większości wypadków nie było dramatycznie złych danych, a jeśli faktycznie
były złe, to tylko w niewielkim stopniu przekroczyły wyobrażenia rynku.
Przykładem niech będzie wczorajsza publikacja dynamiki sprzedaży domów na
rynku pierwotnym. Okazało się, że w sierpniu wyniosła ona 795k, czyli
zanotowano spadek o ponad 8%. Skala zmiany robi wrażenie, ale zauważmy, że
przecież nikt nie oczekiwał, że dane będą dobre. Prognozy mówiły o spadku
o ok. 5-6%. Zatem dodatkowe dwa oczywiście jest sygnałem negatywnym, ale
skala zaskoczenia nie jest tak duża, gdyby poziom prognoz był położony
znacznie wyżej. To samo można powiedzieć choćby o dynamice zamówień na
dobra trwałego użytku. Obie publikacje w pierwszym wrażeniu pogorszyły
nastroje, ale była to reakcja zbyt emocjonalna.
Nie znaczy to oczywiście, że takie dane należy ignorować, gdyż nie są aż
takim zaskoczeniem. Fakt dużego spadku sprzedaży domów, spadku cen
nieruchomości, czy spadku zamówień na dobra trwałego użytku będzie zapewne
miał swoje konsekwencje. Tyle tylko, że jeśli dane faktycznie nie były aż
tak zaskakujące, to i te konsekwencje nie są zaskoczeniem. Skoro
oczekiwano spadku sprzedaży domów, to znaczy, że rozważano także wpływ
tego czynnika na perspektywy gospodarki, czy rynku akcji. Ten
przypuszczalny wpływ został więc już w pewnym sensie zdyskontowany. Nie
należy się łudzić, że w pełni, gdyż nikt nie jest w stanie w pełni
oszacować skutków ostatnich publikacji. Nie zmienia to faktu, że same
publikacje mamy już w cenach. Ciekawą nadal pozostaje stabilna liczba
nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Na potwierdzenie tego będziemy
musieli poczekać do przyszłego piątku, gdy pojawi się raport o stanie
rynku pracy.
Dziś też mamy piątek, ale znaczenie tego dnia jest mniejsze, od tego,
który będziemy mieli za tydzień. Pojawi się kilka publikacji, choć żadna
szczególnie kluczowa dla rynku. Tym samym window dressing może być
kontynuowane. Ostatnie dwa dni na naszym rynku raczej rozczarowały, co do
możliwości popytu. Trudno w takim razie wiele od nieco oczekiwać. Jesteśmy
jeszcze nad poziomem startu ruchu wzrostowego związanego z decyzją FOMC.
Wczoraj się do tego wsparcia przybliżyliśmy i być może wkrótce dojdzie do
jego testu. Po ostatnich popisach popytu trudno w tym wypadku mówić o jego
przewadze, no ale póki ceny są nad wsparciem to się tego trzymajmy. Tym
bardziej, że dziś przystrajanie okienek i nam może pomóc.