Dzisiejsza sesja może nie będzie przełomem, ale jest szansa, że poziom
aktywności graczy tym razem będzie już większy od choćby wczorajszego.
Wczorajszy spokój był w pewnym stopniu usprawiedliwiony. Dziś Amerykanie
już nie świętują i cały świat działa normalnie. Tym samym zmiany cen są
już bardziej wiarygodne, choć trzeba zwrócić uwagę na jeden fakt, który
może niestety przeszkodzić. Dziś po raz kolejny nie ma w planie żadnych
poważnych publikacji makro, a tym samym inwestorzy nie otrzymają nowych
bodźców do działania.
Wczorajsza sesja w USA nie ma większego znaczenia. Po pierwsze, indeksy
nie zmieniły się w takiej skali, która mogłaby wywołać i naszych
inwestorów przymus reakcji, a po drugie, nawet gdyby taka zmiana miała
miejsce to niska aktywność w związku z Dnie Kolumba nie potwierdzałaby
jej. Nie ma jednak co gdybać. Spadek średniej przemysłowej o 0,2%, czy
SP500 o 0,3%, czy też wzrost indeksu Nasdaq 0,3% będzie przez naszych
graczy niezauważone. Także dzisiejszy mały wzrost cen w Japonii nie jest
żadnym wydarzeniem.
Początek naszych notowań będzie więc raczej nijaki. Kontrakty
prawdopodobnie zaczną dzień w okolicy wczorajszego zamknięcia. Kilka
punktów w tą, czy drugą stronę nie robi różnicy. Czyli nie ma na co
zwrócić uwagi? Jest kilka czynników, które warto śledzić. Pierwszym z nich
jest rozkręcający się powoli sezon publikacji wyników finansowych w USA za
III kw. Jak zwykle pierwszą z najważniejszych tamtejszych spółek, która
pochwali się swoimi osiągnięciami będzie Alcoa. Już dziś dowiemy się, czy
wynik na akcję osiągnie prognozowany przez analityków poziom 0,65 dolara.
Wczoraj po sesji swój wynik podał operator restauracji Pizza Hut, Taco
Bell czy KFC spółka Yum! Brands, Inc Tu zanotowano wzrost zysku o 17%, co
przekroczyło rynkowe oczekiwania. Spółka podniosła także własne prognozy
wyniku za cały rok oraz zapowiedziała program wykupu własnych akcji za 4
mld dolarów. Cena Yum! Brands skoczyła w notowaniach posesyjnych o 3,6%.
To miłe, choć biorąc pod uwagę całość rynku taka dynamika zysku będzie
raczej wyjątkiem. Prognozy są dość marne. Obecnie oczekuje się, że dla
wszystkich spółek z SP500 zysk wzrośnie o ok. 3% czyli znacznie niżej od
średniej, która w ostatnich kilkunastu kwartałach nie spadała poniżej 10%.
Inna sprawa, że inwestorzy w USA już się pocieszają, że taki kwartał
będzie tylko jeden, a w kolejnych sytuacja się już ma poprawiać. M.in. ta
świadomość pozwala im nadal kupować akcje. Problem w tym, że
niebezpieczeństwo dla rynku nie musi mieć źródła w USA. Wystarczy spojrzeć
na wykres indeksu w Szanghaju. Tam mamy nieprzerwaną hossę. Czy faktycznie
nieprzerwaną? Coraz więcej osób zwraca na to uwagę. Każdy pamięta lutowy
spadek cen na świecie wywołany m.in. przeceną w Chinach, a przecież to
było tylko kichnięcie. Co się stanie, jak rynek w Chinach zachoruje
poważniej?