Wczorajsza sesja w USA nie jest dla nas szczególnie ważna. Niewielka
zmiana indeksów akcyjnych nie będzie dla nas żadnym impulsem. To były
jedynie wzrosty o ok. 0,5%. Także zmienność na sesji nie przekroczyła
średniej zmienności z ostatnich dni. Rynek zamarł i nie wiadomo, kiedy się
wybudzi. Wszyscy czekają na jutrzejszą decyzję FOMC co do wysokości stóp
procentowych w USA. Oczekiwania są jasne - stopy spadną o 25 pkt.
bazowych. Zaskoczeniem byłby brak ruchu. Trzeba też pamiętać, że i po tym
wydarzeniu rynek nie się nie odpręży. Na piątek zaplanowana jest przecież
publikacja raportu o stanie rynku pracy w USA. Nie muszę przypominać, jak
do niego podchodzą gracze, a więc i przed pojawieniem się tych danych
rynki mogą być spokojne.
Czy mamy się tym przejmować? Mniejsza zmienność na świecie może spowolnić
nasz rynek, choć nie musi. My też czekamy na to, na co czeka cały świat i
w dodatku czekamy na swoją RPP (jutro decyzja). Różnimy się od całego
świata tym, że u nas właśnie kreślone są nowe szczyty hossy. Były
przynajmniej wczoraj. Teoretycznie powinien być to sygnał dla popytu, że
rynek ma ochotę piąć się w górę. Tak jednak nie jest. Gracze są nieufni i
nie mają zamiaru angażować się pełną parą. Te wątpliwości wydają się być
oznaką rozsądku, ale na razie są przesłanką do tego, by oczekiwać dalszej
zwyżki. I nie chodzi tu tylko o słabość rynku, czy mały popyt, bo ten mimo
wszystko jest większy od podaży. Chodzi o pewność części graczy, że
znacznie wyżej to my nie wyjdziemy. Zachowanie LOP jest bardzo ciekawe.
Nie widać zaniepokojenia, nie mówiąc już o panice, ze strony posiadaczy
krótkich pozycji. Pewność spadków jest uderzająca.
Oczywiście te dylematy nie wpływają w żaden sposób na posiadane pozycje.
Tu nadal większą szansą na powodzenie charakteryzuje się posiadanie
pozycji długich. Gra na spadek, czyli łapanie szczytu jest zajęciem
podniecającym i zajmującym, ale zwykle kosztownym. Już wiele razy takie
szczyty miały być pewne. Ile to razy "tym razem to już koniec i zaraz
zacznie spadać". Ta hossa trwa już długo. Na tyle długo, by nauczyć takich
śmiałków, że opory to nie jest dobry poziom odniesienia w czasie wzrostów.
Jak widać, tych śmiałków nadal jest wielu. Nadal są chętni, by złapać
szczyt, jakby od tego miało coś zależeć.