Przebieg sesji w USA ma dla nas o tyle znaczenie, że tamtejsze indeksy mimo umiarkowanie pozytywnego rozpoczęcia notowań ostatecznie zakończyły dzień w pobliżu zamknięcia z piątku. Z naszego punktu widzenia to rozczarowanie, bo w chwili zamykania notowań w Warszawie zmiana była dodatnia. Indeks przemysłowy Dow Jones stracił wczoraj 0,09 proc., indeks S&P500 zyskał 0,05 proc., a Nasdaq spadł o 0,09 proc. To nie są zmiany duże, ale dla nas, przynajmniej w kontekście rozpoczęcia notowań, liczy się zmiana względem poziomu z chwili zakończenia warszawskich notowań. Ta jest ujemna.

Co może oznaczać słabsze otwarcie? Oznacza, że zmniejszyły się szanse na to,  by dziś doszło do ataku na opór na poziomie szczytu z 5 grudnia. Co się odwlecze, to nie uciecze? Czy brak ataku w dniu dzisiejszym przekreśla szanse popytu na takowy w najbliższym czasie? Na razie jesteśmy zbyt blisko tego oporu, by zakładać, że popyt nie ponowi próby. To, co w tej chwili jest ważne, to świadomość, że rynek pozostając pod poziomem oporu blokuje drogę do optymizmu, jaki miałby podstawy się pojawić, gdyby ceny pokonały szczyt z 5 grudnia. Obecnie panuje nastawienie neutralne. Wzrost w krótkim terminie pozwolił na sygnał zakończenia spadku, ale jeszcze nie pojawił się silny sygnał zbudowania wyraźnego trendu wzrostowego.

Wszelkie optymistyczne scenariusze są uzależnione od pozytywnego pokonania szczytu z 5 grudnia. Jeśli do tego nie dojdzie, nie mogą one stać się bazowymi. Brak ataku na opór sprawi, że nadal będziemy przebywać w średnioterminowym beztrendziu. Okoliczności pozostają sprzyjające. Nadal jest możliwa akcja popytu, choć być może najpierw rynek musi skorygować ostatnią zwyżkę. W ramach tej korekty możliwy jest spadek do okolicy 2230 pkt. Taka zmiana nie zniweluje pozytywnego obrazu na wykresach. Wyraźny spadek pod 2200 pkt. byłby już podejrzany.