Sesja w Stanach zakończyła się w najlepszy możliwy sposób - po całym dniu
zwyżki kursy zamknięcia były bliskie maksom sesji. Indeksy zyskały na
wartości i zbliżyły się do swoich rekordów hossy. Co ważne, zadanie byków
na ten dzień zostało wykonane z nawiązką. Popyt miał za zadanie utrzymać
poziom notowań z otwarcia. Naszym kupującym się to wczoraj nie udało.
Udało się za to Amerykanom. Wzrost cen w Stanach jest z pewnością ważnym
czynnikiem, jaki bierze się pod uwagę przed rozpoczęciem notowań w
Warszawie.
Czy skala zwyżki jest zaskoczeniem? Być może dla części inwestorów jest.
Głównie dla tych, którzy starają się złapać szczyt i szukają najmniejszych
oznak słabości. Wczoraj nie było ich zbyt wiele, a rynek jako całość jest
już bliski odrobienia całości strat z wcześniejszej przeceny dj.gif
Nasdaq.gif Zauważmy, że SP500.gif jest już na nowych lokalnych szczytach.
Co sprzyja zakupom? Nie ma tego wiele. Wczorajsze dane o sprzedaży
detalicznej to najjaśniejszy punkt tego dnia. Jak pamiętamy, to właśnie
konsumpcja trzyma teraz amerykańskie PKB na powierzchni. Jej osłabienie
szybko mogłoby sprowadzić poważne problemy. Na razie jednak popyt ze
strony konsumentów sobie radzi, co sprawia, że nie należy się obawiać
spadku dynamiki PKB poniżej 2%. Reszta danych nie było już tak
optymistyczna. Wskaźnik aktywności gospodarczej w rejonie Nowego Jorku
tylko nieznacznie zyskał na wartości (czego nie omieszkano odnotować), ale
przecież okazał się on niższy od prognoz (o czym się już zbyt dużo nie
mówi). Ważne jest także to, że wzrost wartości wskaźnika to z dużej mierze
wynik wzrostu subindeksu zapasów, co samo w sobie nie jest dobrym
sygnałem. Trudno tu więc mówić o poprawie.
Dane o przepływach kapitałowych także nie były rewelacyjne. Wprawdzie
deficyt w bilansie handlowym jest finansowany, ale tylko dzięki pomocy
kapitału skierowanego na lokaty krótkoterminowe. Przepływy kapitałów
długoterminowych nie są już tak rewelacyjne. Tylko kogo to teraz obchodzi?
Inna sprawa, że o tych danych szybko będzie można zapomnieć za sprawą
dzisiejszej publikacji. Każdy zapewne już wie, że dziś poznamy wskaźnik
cen towarów konsumpcyjnych. To jedne z kluczowych danych w miesiącu. Tym
bardziej, że ostatnie wypowiedzi członków FOMC sygnalizują, że stopy wcale
nie będą spadać zbyt szybko, a nie można wykluczyć nawet podwyżki jeśli
ponownie ujawnią się napięcia inflacyjne.
Wróćmy jeszcze do wczorajszej sesji za oceanem. Co sprawiło, że tamtejsze
indeksy tak dobrze sobie radziły mimo mało pocieszających danych? Jednym z
takich czynników był spadający kurs jena, co odbierano jako przyzwolenie
na bardziej ryzykowne inwestycje. Drugim czynnikiem pomagającym bykom były
publikacji lepszych od wcześniejszych prognoz wyników spółek. Zarówno
Citi, jak i Wachovia miały się czym pochwalić. Citigroup zyskał wczoraj
2,6%. Spółka pociągnęła także inne z branży finansowej. Na rynku spółek
technologicznych i internetowych nieźle radził sobie Amazon po
podniesieniu rekomendacji dla tej spółki przez analityków Deutsche Bank.
Oczywiście najważniejszym czynnikiem pozostają emocje. Patrząc na wykresy
niektórych indeksów zauważa się rosnący wpływ emocji na podejmowane
decyzje inwestycyjne. Niezłym przykładem jest SP500.gif ale lepszym wydaje
się układ wykresu niemieckiej giełdy Dax.gif Przyspieszenie zwyżki w
ostatnich dniach to jeden z objawów. Mamy tu mały wyścig do zakupów. Jakie
przesłanki stoją za takim optymizmem?
Na rynkach surowcowych jest na razie spokojnie. Miedz po wcześniejszym
wzroście teraz zatrzymała się w okolicy szczytów z lata poprzedniego roońskiej walucie odczytywany jest
jako przyzwolenie, bądź nie na angażowanie się na rynku akcji. Tymczasem
złoty bije kolejne rekordy swej mocy, co zapewne będzie dla nas czynnikiem
pomocnym.
Nasz rynek nie może na razie wejść w tą fazę, którą widać na indeksie
niemieckim. Tu mamy cały czas wątpliwości inwestorów. Niewielu wierzy w
mocny wzrost. Nowe rekordy nie skłaniają do zamknięcia krótkich pozycji w
obawie, że dokona się to niemal dokładnie na szczycie. Problem w tym, że
to przekonanie o spadkach przeszkadza w tym, by one faktycznie się
pojawiły. Mawia się, że rynek rośnie po ścianie strachu. Wątpliwości w
trend są dla tego trendu pożywką. Ma on szansę się zakończyć jeśli
większość przestanie się bać. U nas jeszcze tego nie zaobserwowano. Zatem
wydaje się, że wsparcia nadal pozostaną bezpieczne. Dzisiejszej notowania
zaczniemy prawdopodobnie ponad poziomem wczorajszego zamknięcia. Równie
prawdopodobne jest to, że ponownie będziemy obserwować wątpliwości graczy.
Żebym nie został źle zrozumiany - one mają swoje podstawy, ale też trzeba
pozwolić rynkowi się wyhasać. Ja wiem, że wraz ze spadkiem cen wzrasta
aktywność i to zarówno u nas, jak i w USA. Nie zmienia to jednak tego, że
rynek zanim zacznie spadać musi przejść fazę zwiększonego optymizmu. Ktoś
później tej papiery musi sprzedawać.