To był dzień wobec którego nie można przejść obojętnie. Skok cen był
poważny i zrodził nadzieję na wyznaczenie podwójnego dna. Czy takowe się
pojawi, to już inna kwestia. Niemniej jest szansa na utrzymanie rynku
ponad styczniowym dołkiem jeszcze przez jakiś czas. Średnia przemysłowa
Dow Jones zyskała wczoraj ponad 420 pkt. Jak podają serwisy jest to
największych wzrost od pięciu lat. Mark Hulbert zachwyca się nie tylko
tym, że rynek wykonał taki ruch, ale sygnalizuje styl, w jakim zostało to
dokonane. Mamy bowiem drugi w krótkim odstępie czasu dzień, w którym
przewaga spółek rosnących nad malejącymi była duża nie tylko pod względem
samego ruchu cen, ale także układu obrotu. Okazuje się, że mamy kolejny
dzień, w którym obrót na spółkach rosnących przewyższa ponad
dziewięciokrotnie obrót na spółkach spadających. Hulbert powołuje się na
pracę Martina Zweiga z 1986 roku "Winning on Wall Street", gdzie autor
wskazuje, że pojawienie się sekwencji dwóch takich dni w krótkim czasie z
dużym prawdopodobieństwem wskazuje na możliwość zmian cen w stopniu
lepszym od średniej. Wnioski? Zapominając o pozostałych czynnikach, które
mogą wpłynąć na ceny, na przebicie styczniowych dołków przyjdzie pewnie
jeszcze poczekać. Tym razem bykom się udało wybronić. Inna sprawa, że
wcale nie musi to oznaczać mocnych wzrostów cen, czy szaleństwa zakupów.
Sytuacja około rynkowa nie zmieniła się szczególnie.
Wczorajszy skok cen zawdzięczamy dwóm czynnikom. Po pierwsze, nie
sprawdziły się (na razie ) plotki o problemach u innych brokerów poza Bear
Stearns. Zarówno Goldman Sachs, jaki i Lehman Bros. podali wyniki, które
zadowoliły graczy. Pewnie każda wiadomość poza ogłoszeniem problemów z
płynnością byłaby przez rynek odebrana z ulgą. Taką ulgę zafundował
graczom także Komitet Otwartego Rynku systemu rezerwy federalnej w
Stanach. Tu zagranie było sprytne. Stopy zostały obniżone o 75 pkt.
bazowych, a rynek się ucieszył, że obniżka nie była większa. Jest to
szczególna sytuacja. Zwykle gracze na rynku akcji łakną jak najniższych
stóp procentowych. Tym razem było inaczej. Większa obniżka oznaczałaby
bowiem, że władze monetarne podejmują dramatyczne działania, które mają
zapobiec jakiemuś kataklizmowi. Inna sprawa, że ostatnia sekwencja decyzji
podjętych przez władze monetarne jednak wskazuje na wyjątkowość sytuacji.
Cięcie o 75 pkt. bazowych jest już drugim takim ruchem w tym roku. Co
ważniejsze, nadal jest możliwość kolejnych obniżek stóp. Na to też liczy
rynek.
Mocne wzrosty w USA oraz zwyżka, choć już w mniejszym stopniu, w Japonii
sprawią zapewne, że zaczniemy notowania nad poziomem wczorajszego mocnego
zamknięcia. Nie początek sesji jest tu jednak ważny, ale jej zakończenie.
Mocny wzrost cen mógłby doprowadzić do wybicia ponad poziom szczytu z 12
marca. Zamknięcie nad tym szczytem byłoby sygnałem potwierdzającym utratę
przewagi przez podaż oraz obrony poziom styczniowych dołków. Można
przypuszczać, że w tej chwili taki scenariusz wydaje się dla wielu graczy
prawdopodobny. Owszem, jest prawdopodobny, ale nie jest pewny. Tak jak nie
ma pewności, że wspomniana wyżej sekwencja Zweiga tym razem przyniesie
zyski. Wszystko jest grą prawdopodobieństwa. Ostatnie sesje pokazały, że
nastroje potrafią się zmienić w kilka chwil. Zatem z uczuciem pewności, że
coś się wydarzy, lub coś się nie wydarzy, lepiej się wstrzymać. Na rynku
nie ma pewników. Tym bardziej przy tak rozchwianym rynku.