Nadal jedynym poważniejszym ruchem cen po świętach było wczorajsze
otwarcie notowań. Wszystko później to właściwie jedna wielka konsolidacja.
Dzisiejsza sesja była tylko jej częścią. Wnioski, jakie z tego płyną są
następujące. Jeśli wczorajszy początkowy skok miał być oznaką siły rynku,
to dwa dni konsolidacji już taką oznaką nie są. Nie twierdzę, że rynek
jest słaby, ale nie powiem także jest jeszcze jakoś szczególnie silny.
Gdyby taki był, to nie czekalibyśmy na kontynuację wzrostu cen aż dwa dni.
Ta konsolidacja trwa już za długo, by ślepo przyznawać przewagę popytowi.
Obecnie należy przyjąć, że obie strony rynkowej batalii mają równe szanse
na wybicie. To rodzi więc kolejny wniosek. Oczekiwany od rana atak na
poziom oporu wcale nie musi się pojawić. Jeśli wybicie z konsolidacji
nastąpi dołem, popyt może już się nie pozbierać, by ponownie próbować.
Nie ma jednak sensu za bardzo wybiegać w przyszłość. Na razie sytuacja
wygląda następująco - mamy ruch wzrostowy, który być może jest częścią
zwyżki budującej formację podwójnego dna, jak chcą posiadacze długich
pozycji. Być może jednak jest to jedynie zwyżka w ramach kreślonej od
dłuższego czasu korekty spadków jesienno-zimowych (tego oczekują
niedźwiedzie). Jak jest naprawdę? Teraz nie można tego określić, a więc
skazani jesteśmy na domysły. Jeśli komuś chce się w ogóle domyślać. Bo w
gruncie rzeczy, jakie to ma znaczenie, czy jest tak, czy inaczej, skoro i
tak naszym zadaniem jest reagowanie na zmiany cen i sygnały techniczne, a
nie budowanie bardziej lub mniej wysublimowanych scenariuszy dalszego
rozwoju wypadków.
W trakcie dnia pojawiły się kolejne dane, które będą utrudniały życie
bykom. Mocny spadek zamówień na dobra trwałego użytku nie jest może końcem
świata. To są dane znacznie się zmieniające i trudno na ich podstawie
budować szczegółowe prognozy. Niemniej rynek liczył tu na poprawę, a
zamiast tego otrzymał kolejne pogorszenie. Dane dotyczące rynku
nieruchomości amerykańskich także nie przyniosły ulgi posiadaczom długich
pozycji. Naszym bykom sprzyjają za to dane o dynamice sprzedaży
detalicznej. Wzrosła ona bardziej niż oczekiwano, co pewnie cieszy graczy,
choć to także czynnik wpływający na restrykcyjność polityki pieniężnej.