Plan nie przeszedł. To jest wiadomość wczorajszego dnia, a pewnie i kilku
najbliższych. Część, i to znaczna, członków Partii Republikańskiej nie
zachowało dyscypliny i zagłosowało wg własnych poglądów na temat obecności
Państwa w gospodarce. Efektem tego, propozycja rządu republikańskiego nie
przeszła. Sprawa planu nie jest jeszcze pogrzebana, ale teraz trzeba
czasu, by zaproponować jakieś zmiany, które dałyby większe szanse na
przepchnięcie go przez Parlament. Wiadomo, że w tym kształcie nie może on
być nawet drugi raz rozpatrywany, bo takie jest prawo w USA. Trzeba wnieść
zmiany, by ponownie można było głosować nad podobnym projektem. Paulson i
Bernanke mimo rozczarowania zadeklarowali, że zrobią wszystko, by pomóc
rynkom finansowym. Mówi się o możliwości obniżki stóp procentowych w ciągu
najbliższych 48 godzin. Miałby być to ruch zsynchronizowany z podobnymi
dokonanymi przez inne banki centralne.
O ile porażka w głosowaniu nad planem ma swój wymiar polityczny, to ma też
wymiar czysto rynkowy. Po pojawieniu się w serwisach depeszy o odrzuceniu
przez Izbę Reprezentantów indeksy w USA straciły błyskawicznie ponad 6
proc. Pikanterii dodaje fakt, że część serwisów nieco wcześniej podała, że
plan przeszedł podając nawet stosunek głosów. Było więc zamieszanie, ale
dość szybko sprawa się wyjaśniła. Po pierwszej fali spadków indeksy
podskoczyły do góry odrabiając niemal połowę straty, ale do zakończenia
sesji było prawie dwie godziny. Powoli podaż ponownie zaczęła przeważać,
by krótko przed zamknięciem indeksy zeszły pod poziom dołka pierwszej fali
reakcji. Cały dzień został zakończony poważną przeceną. Średnia
przemysłowa spadła o 7 proc., a indeks SP500 o 8,8 proc. To są znaczne
wartości i już mówi się o Czarnym Poniedziałku.
Spójrzmy na sprawę czysto liczbowo. Jak pisze dziś Mark Hulbert spadki
średniej przemysłowej o 7 proc. mają statystycznie pojawić się raz na 7
lat. Ostatni taki spadek miał miejsce właśnie 7 lat temu, 17 września 2001
roku. Zatem z tego punktu widzenia nie wydarzyło się nic, czego nie
należało brać pod uwagę znając rozkład dziennych zmian indeksu. Takich
spadków w historii średniej było wcześniej 16. W przypadku indeksu SP500
mamy do czynienia z największym zjazdem licząc do krachu w
1987 roku. Biorąc pod uwagę statystykę, takie zjazdy mają prawo pojawić
się raz na 10 lat. Zatem i tak mamy spóźniony spadek względem średniej
statystycznej. Jak już łapiemy Hulberta za słowo, to warto także sprawdzić
nastroje autorów newsletterów. Okazuje się, że wczorajsza przecena nie
zmusiła ich do kapitulacji. Wskaźnik obrazujący średnie rekomendowane
zaangażowanie na rynku wyniósł wczoraj -36,1 proc. Po piątkowej sesji było
to -35,2 proc. Widać więc, że zmiana jest kosmetyczna, a więc trudno tu
mówić o znaczącym pogorszeniu nastrojów, którego to pogorszenie mogłoby
wskazywać na wykreślenie dołka. Wygląda więc na to, że indeksy spadną
jeszcze niżej.
Po tych wydarzeniach za oceanem nie będzie dziwnym niskie otwarcie. Skala
spadku nie będzie aż tak ogromna jak w przypadku indeksów amerykańskich.
Przemawiają za tym plusy na tamtejszych indeksowych kontraktach oraz skala
spadku indeksu Nikkei, która ledwie przekroczyła 3 proc. Przeceny w takiej
wielkości należy się spodziewać. Zaczniemy więc spadkiem o 2-3 proc. czyli
nadal będziemy się znajdować nad dołkiem bessy. Rozpoczęcie luką bessy
sprawi, że popyt, by ponownie przekonać do siebie graczy, musi tą lukę
zamknąć. W innym wypadku będziemy się zbliżać do dołka bessy. Im bliżej
minimum z 17 września, tym popyt powinien być większy, mimo że w tych
okolicznościach