Parafrazując pewną słynną frazę z jednego z filmów: czujesz zapach korekty o poranku?
Widziałem, że w ostatnich odczytach Indeksu Nastrojów „Parkietu” zapach tej korekty gdzieś już unosił się nad rynkiem. Ale dobrze powiedziałeś: korekta. Nic nie rośnie od linijki. Hossa zawsze jest przerywana cofnięciami. Tylko na razie są to jednocyfrowe korekty. Z punktu widzenia analizy technicznej ewidentnie mamy więc korektę w rynku byka – mocniejszą u nas, a w Stanach Zjednoczonych przybierającą bardziej formę konsolidacji. Mamy faktycznie szereg czynników, które dają „słabszym rękom”, czyli inwestorom mającym tendencję do realizowania zysków, pretekst do sprzedaży akcji. W tej chwili tych powodów jest wręcz bardzo dużo. Ale mówi się też, że hossa to wspinaczka po ścianie strachu i wydaje mi się, że również w najbliższych dekadach ten schemat specjalnie się nie zmieni.
Który z tych czynników postawiłbyś dziś na pierwszym miejscu? Droga ropa naftowa, rentowności obligacji czy też Fed?
Moim zdaniem źródłem całego ciągu zdarzeń jest przede wszystkim konflikt na Bliskim Wschodzie. Problemy dotyczą już nie tylko Iranu, ale również innych elementów infrastruktury i szlaków istotnych z punktu widzenia podaży ropy. To właśnie dlatego zarówno Brent, jak i WTI znalazły się powyżej 100 dolarów za baryłkę. A to uruchamia kolejne konsekwencje: wyższe ceny ropy podnoszą oczekiwania inflacyjne, te z kolei zwiększają oczekiwania dotyczące stóp procentowych, a następnie windują rentowności obligacji.
Czy na rynku ropy możemy prędzej czy później zobaczyć efekt TACO, czyli wycofanie się Donalda Trumpa z najbardziej konfrontacyjnej polityki?
Mam taką nadzieję. Warto pamiętać, że w listopadzie odbędą się wybory połówkowe w Stanach Zjednoczonych. Obecny układ czynników jest dla prezydenta bardzo niewygodny. Mamy wysokie ceny ropy, rekordowe ceny diesla, codzienne informacje o coraz droższym paliwie przy amerykańskich dystrybutorach, do tego zaangażowanie w konflikt i kwestia stóp procentowych. Wybory połówkowe same w sobie zazwyczaj nie są łatwe dla partii rządzącej. Tutaj dochodzi jeszcze wyjątkowo niekorzystny splot czynników. Dlatego ropa i geopolityka są dla mnie obecnie głównym źródłem ryzyka dla rynków. Oczywiście mówi się też o bańce związanej z AI czy o wycenach spółek technologicznych, ale dziś to geopolityka jest numerem jeden.
Temat bańki AI wraca właściwie co kilka miesięcy. To rzeczywiste ryzyko czy raczej wygodna narracja, kiedy rynek potrzebuje pretekstu do spadków?
Od dłuższego czasu uważam, że wydatki inwestycyjne związane z AI, są bardzo wysokie. Ostatni sezon wynikowy pokazał, że rynek zaczął zwracać na to większą uwagę. W przypadku spółek półprzewodnikowych wszyscy spodziewali się bardzo dobrych wyników. Rynek oczekiwał też mocnych prognoz i w większości przypadków rzeczywiście je dostał. Pojawił się jednak nowy element. Jeśli nakłady inwestycyjne były zbyt wysokie, to nawet dobre wyniki i mocny „guidance” nie wystarczały, by kurs zareagował pozytywnie. Problem polega na tym, że dziś tak naprawdę nikt nie wie, jaka jest właściwa wycena spółek AI. Nie wiemy, jak szybko będzie postępowała adopcja sztucznej inteligencji ani czy wszystkie zasoby, które dziś powstają, okażą się potrzebne.
Spójrzmy bliżej czyli na rynek polski. Trwający sezon wynikowy jest dla ciebie satysfakcjonujący?
Sezon oczywiście jeszcze się nie zakończył, ale generalnie wyniki zostały dowiezione. W przypadku największych spółek wszyscy spodziewali się nominalnie bardzo dobrych rezultatów. Tyle że na giełdzie nie wystarczy zapytać, czy wyniki były dobre. Trzeba zapytać: jakich wyników oczekiwał rynek? To moim zdaniem tłumaczy reakcje kursów między innymi KGHM czy Orlenu. Jeżeli chodzi o pozytywne niespodzianki w WIG20, wyróżniłbym CD Projekt. Wyniki odbiły się szerokim echem także dlatego, że w ostatnich kwartałach w zagranicznych mediach widać pewnego rodzaju modę na Polskę. CD Projekt jest tam często prezentowany jako jeden z naszych najbardziej rozpoznawalnych „towarów eksportowych”. Dobre wyniki spółki bardzo dobrze wpisały się więc w ten szerszy obraz. Na poziomie mniejszych spółek również pojawiło się kilka pozytywnych zaskoczeń, między innymi Quercus czy XTB. Oczywiście mieliśmy też rozczarowania. Przy tak dużej liczbie notowanych spółek zawsze znajdzie się firma, która z powodu pogody, specyficznej sytuacji branżowej czy innych czynników nie dowiezie wyników.
Jakie tematy inwestycyjne widzisz na końcówkę roku?
Nawet w największych spółkach mamy dziś bardzo dużą zmienność, przede wszystkim związaną z geopolityką. Widać to choćby na KGHM czy Orlenie, gdzie kursy pozostają bardzo wrażliwe na czynniki globalne. Niżej w indeksach mamy z kolei przykład distressed asset w postaci Azotów, które ponownie znalazły się pod presją po wzroście cen gazu na światowych rynkach. W wielu spółkach, które pokazały dobre wyniki w ostatnim sezonie, zaczęły się też pojawiać sygnały, że być może uda się w końcu uwolnić wartość. Pojawiło się ponadto trochę spekulacji wokół małych spółek związanych z sektorem obronnym. Nie dotyczy to tylko największych podmiotów. Warto zwracać uwagę również na firmy takie jak Lubawa. Moim zdaniem temat defense nie jest jeszcze wyczerpany. Cały czas interesujący pozostaje również sektor kosmiczny. Był bardzo gorący, później trochę przysiadł i przez pewien czas znajdował się poza centrum zainteresowania. Do tego dochodzi kolejny wątek, o którym już kiedyś rozmawialiśmy – technologie kwantowe. Na globalnym rynku cały czas bardzo dużo się tam dzieje.
Czyli podsumowując: korekta – tak, koniec hossy – nie?
Tak. Pod tym bym się podpisał.