Kurs ropy naftowej nie może złapać równowagi. Najpierw przebity został poziom 100 USD. Potem padło 90 USD. Co dalej?

Nie będę ukrywał, że to, co dzieje się na rynku ropy naftowej w ostatnim czasie, jest dla mnie zaskoczeniem. Fundamenty nie przemawiają za tak niskimi wycenami. Widzimy braki podaży z OPEC+. Brakuje 2–3 mln baryłek na dzień. Również podaż surowca z innych krajów nie wydaje się ekstremalnie wysoka. Nie wróciliśmy do poziomów sprzed pandemii.

Popyt natomiast wygląda całkiem nieźle. Oczywiście pojawiają się obawy, że spowolnienie gospodarcze może doprowadzić do załamania popytu w Stanach Zjednoczonych czy Chinach. Na razie jednak wyraźnych sygnałów, że tak się dzieje, nie ma. Są to jedynie obawy. Naturalnie spowolnienie w Chinach może wystąpić, szczególnie że nadal stosowane jest tam podejście zerojedynkowe w walce z Covid-19. Jest to więc pewnego rodzaju ryzyko, szczególnie w okresie jesiennym.

Tak jak wspomniałem, nie ma jednak dzisiaj sygnałów, aby popyt na ropę spowalniał. Cały czas rośnie, chociaż może wolniej, niż oczekiwał rynek. Zdecydowanie jeszcze wolniej podaż. Dlatego też ceny ropy naftowej sprzed wojny nie są uzasadnione. Odzwierciedlają one jedynie obawy związane z recesją gospodarczą.

Czyli ceny ropy powinny iść w górę?

Pytanie, co będzie silniejsze: niedobór podaży surowca czy jednak obawy związane ze spowolnieniem i mniejszym popytem w Chinach. Trzeba natomiast pamiętać, że w październiku Stany Zjednoczony mają przestać uwalniać strategiczne rezerwy. Dzisiaj uzupełniają one rynek ropy, więc jeżeli Stany Zjednoczone przestaną dostarczać 1 mln baryłek dziennie, to może się okazać, że ogólne zapasy zaczną spadać w ekstremalnym tempie.

Kolejna rzecz to wykorzystanie ropy zamiast gazu. Już teraz wiele państw uruchamia awaryjne elektrownie na ropę naftową. Bardzo wysokie ceny gazu będę powodować, że częściej wykorzystywana będzie właśnie ropa naftowa. Produkcja elektryczności z ropy, nawet biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, i tak jest tańsza niż z gazu. Widziałbym potencjał w przestawianiu się elektrowni z gazu na ten surowiec. Spodziewam się więc, że przez te czynniki ceny ropy wrócą w kolejnych miesiącach do wyższych poziomów.

Jak należy definiować te wyższe poziomy?

Jeśli nie będziemy mieli globalnej recesji, to trudno spodziewać się, że nastąpi wyraźniejszy spadek popytu na ropę i pojawi się nadpodaż surowca. Raczej będziemy mieli do 1 mln baryłek deficytu, co powinno uzasadniać poziom w okolicach 100 USD za baryłkę. Jeśli cofniemy się do lat 2011–2013, kiedy ceny znajdowały się właśnie przy 100 USD, wtedy też mieliśmy deficyt na poziomie 1 mln baryłek. Spodziewam się podobnego scenariusza jak wtedy, czyli konsolidacji wokół 100 USD. Myślę, że będzie to zakres 90–110 USD w perspektywie dwóch lat, no chyba że znów dojdzie do większych zawirowań na rynku. W krótkim terminie widziałbym spadek w okolice 85 USD, natomiast pod koniec roku mogą to być już znów okolice 100 USD.

Wspomniany został gaz. Jego ceny wystrzeliły. Wiemy, jakie jest otoczenie, jakie są obawy przed jesienią i zimą. Czy kolejne miesiące na rynku gazu będą burzliwe?

Myślę, że tak. Uważam, że Rosja po to wznowiła dostawy, aby obawami o ten element sterować. Jest tutaj bardzo duży potencjał, aby ceny gazu w dalszym ciągu rosły. Oczekiwałem, że cena w Europie może wzrosnąć z okolic 200 euro za 1 MWh do 250–260 euro. Dzisiaj jesteśmy już blisko tego pułapu, bo cena jest w okolicach 230 euro. Oczywiście tym gazem nie handlujemy, więc na sytuację trzeba spojrzeć także z perspektywy rynku amerykańskiego. Tutaj jesteśmy nieco poniżej progu 10 USD za mln BTU. Przekładając to na warunki europejskie i jednakowe jednostki, mamy cenę sięgającą blisko 70 USD. W Europie mamy więc prawie siedmiokrotnie wyższą cenę niż w USA. Będzie więc presja na to, żeby coraz więcej gazu ze Stanów kierować do Europy. To będzie powodowało, że nie będzie nadpodaży w USA, a już teraz sporo tam brakuje, by uzupełnić magazyny do poziomu pięcioletniej średniej. To też tłumaczy dużą presję na wzrost cen.

Moim zdaniem do końca sierpnia jest możliwa korekta cen gazu w Stanach Zjednoczonych, natomiast już w kolejnych miesiącach spodziewam się, że ceny wystrzelą powyżej 10 USD. Być może będzie to nawet poziom 12 USD, gdyż presja wynikająca ze wzmożonego eksportu będzie bardzo duża.

To jeszcze słowo o miedzi. Czy to jest podobna historia jak z ropą naftową?

Na ten moment spodziewałbym się w jej wypadku spadku w okolice 6 tys. USD za tonę, gdyż widać, że na razie nie ma co liczyć na jakieś mocniejsze ożywienie dotyczące inwestycji infrastrukturalnych. W Chinach może pojawić się zaś spowolnienie w związku z Covid-19. Natomiast patrząc długoterminowo, wydaje się, że miedź może błyszczeć. Jeśli sytuacja geopolityczna się uspokoi, to jednak nadal świat będzie dążył w kierunku zielonej energii, a w nowej technologii potrzeba bardzo dużo miedzi.