Prezentujemy pięć praktycznych wskazówek, które warto zachować w pamięci:

• „Tnij straty i pozwól rosnąć zyskom" – tajemnica giełdowego sukcesu tkwi m.in. w umiejętnym zamykaniu pozycji przynoszących stratę. Porażka na jednej spółce nie powinna zrujnować całego portfela, w tym celu warto więc ucinać małe straty, zanim zrobią z nas bankruta. Wielu inwestorów stosuje sztywne zasady, np. jeśli kurs akcji spółki spadnie o 10 proc., automatycznie pozbywają się papierów. Paradoksalnie problemem jest również „pilnowanie" inwestycji przynoszącej zysk. Warto bowiem pamiętać, że „papierowe zyski" mogą przemienić się w stratę w wyniku zmiany trendu – z wzrostowego na spadkowy.

• „Nie łap spadającego noża" – tu przesłanie jest proste: nie kupuj spółek znajdujących się w silnej bessie, bez szczegółowej analizy przyczyn spadków. Zakup mocno zdołowanych akcji, bez gruntownego zbadania kondycji finansowej spółki, to nieodpowiedzialne działanie.

• „Byki wchodzą schodami, a niedźwiedzie wyskakują oknem" – ta maksyma odnosi się do różnicy w długości przebiegu trendów – wzrostowego i spadkowego. Hossa zazwyczaj rodzi się powoli i trwa stosunkowo długo, co usypia czujność inwestora. Z kolei bessa przychodzi nagle i niespodziewanie, szybko może zrujnować portfel.

• „Gdy Ameryka kicha, cały świat ma katar" – zglobalizowana gospodarka stanowi system naczyń połączonych, środkiem ciężkości pozostają jednak Stany Zjednoczone. Koniunktura na Wall Street ma ogromne znaczenia dla inwestorów na GPW. W ostatnim czasie „ciężar" uwagi uczestników rynku przenosi się w kierunku Chin. Świat staje się więc bardziej dwubiegunowy.

• „Nigdy nie uśredniaj w dół" – chodzi o bardzo ryzykowne działanie, polegające na systematycznym dokupowaniu akcji, których kurs leci na łeb na szyję. Przykład: inwestor kupuje papiery, płacąc 100 zł za sztukę. Po spadku ceny do 90 zł powtarza operację, przy 80 zł robi to to samo itd. Problem się pojawia, gdy trend spadkowy przybiera na sile. Inwestor stosujący strategię uśredniania w dół w niekorzystnych warunkach rynkowych (bessa) najczęściej kończy jako bankrut, z pustym kontem. MBL

Uczestnicy Szkolnej Internetowej Gry Giełdowej mogą wysyłać pytania na adres sos@parkiet.com

Opinia eksperta Fundacji im. Lesława A. Pagi

Janusz Kizieniewicz

Czy w krajach bałtyckich odrodzą się rynki giełdowe?

Litwa, Łotwa i Estonia posiadają bardzo skoncentrowane sektory bankowe, zdominowane przez skandynawskie banki – SEB, Swedbank, Nordea, DNB oraz Danske Bank. Podmioty te spotykają się z zarzutami, że nie udzielają kredytów małym i średnim przedsiębiorstwom. Nie dziwi więc fakt, że portfel bankowych kredytów w tych krajach wciąż nie może osiągnąć poziomu z 2009 r. Od 2007 r. obroty na trzech giełdach NASDAQ Baltic zmalały dziesięciokrotnie. Według danych statystycznych na Litwie przedsiębiorstwa nawet 98 proc. kapitału pozyskują, korzystając z kredytów bankowych. Oznacza to, że na rynku giełdowym spółki pozyskują co najwyżej 2 proc. potrzebnego finansowania. Pojawiają się jednak sygnały, że mogą nastąpić zmiany nastrojów na giełdach bałtyckich. W ubiegłym miesiącu na parkiecie NASDAQ Riga oraz na giełdzie w Londynie odbyło się IPO łotewskiego banku Citadele (pierwsze IPO w krajach bałtyckich od 2010 r.), z celem pozyskania 115 mln euro. W następnym roku są zapowiadane IPO estońskiego banku LHV na parkiecie w Tallinie oraz litewskiego giganta przetwórstwa zbożowego – Baltic Mill na parkiecie w Wilnie. Ponadto firmy coraz aktywniej emitują obligacje, np. łotewska spółka energetyczna Latvenergo, wcześniej wspomniane LHV i Baltic Mill. Niewykluczone, że ta zwiększona aktywność na rynkach kapitałowych jest oznaką odrodzenia giełd nad Bałtykiem. PZ