Ubiegły tydzień na rynkach nie przyniósł znaczących rozstrzygnięć. Rynki nadal poruszają się bez wyraźnego kierunku, o czym najlepiej świadczą zachowania głównych indeksów. WIG w ubiegłym tygodniu zyskał na wartości, ale jedynie 0,4 proc. Lepiej tym razem zaprezentował się amerykański wskaźnik S&P 500, który urósł ponad 1 proc. Mimo tego, analitycy, maklerzy i zarządzający wciąż, w krótkim terminie, bardziej widzą potencjalną korektę spadkową aniżeli nowe rekordy.
Giełda w Polsce – czas na spadki?
Indeks Nastrojów „Parkietu”, w przypadku perspektywy krótkoterminowej znów bowiem nie przebił się przez poziom 50 pkt, który oddziela pesymistów od optymistów. W przypadku rynku polskiego ukształtował się on na poziomie 47,6 pkt. Co prawda jest to wynik lepszy niż w ubiegłym tygodniu (wtedy odczyt wynosił 43,7 pkt.), ale jednocześnie warto zauważyć, że jest to już czwarty z rzędu wynik poniżej poziomu 50 pkt. Nadal więc mamy oczekiwania na spadki, a utknięcie indeksu pod historycznym szczytem ma być tego dodatkowym argumentem.
– Na razie brakuje czynnika, który mógłby pchnąć indeksy na GPW wyżej. Chwilowo widać pewną zadyszkę, a inwestorzy oczekują na to, co wydarzy się w otoczeniu. Poziom niepewności jest na tyle duży, że obecnie obstawiam bardziej ruch w dół. Poza tym pamiętajmy, że początek roku też był dla naszego rynku udany, co też przemawia za choćby chwilowym schłodzeniem nastrojów – argumentuje jeden z ankietowanych.
Wskazania ekspertów mówią jednak, że spadki będą tylko korektą, a nie odwróceniem trendu. Wiara w hossę na GPW pozostaje bowiem niewzruszona. Długoterminowy (okres pół roku) INP dla Polski wyniósł 60,5 pkt.