Cztery niedziele handlowe to doskonała informacja, jeśli chodzi o tegoroczny sezon zakupów przedświątecznych. W branży nie brakuje jednak głosów, że doskonałe wyniki z końca 2019 r. tym ostrzej pokażą problemy, z jakimi sektor zmierzy się od stycznia 2020 r.
Idą święta
– Oczekiwania co do sezonu świątecznego są zawsze wysokie, w tym roku liczba handlowych niedziel może tylko w tym pomóc. Do tego doskonale przyjmują się nowe zwyczaje, jak Black Friday, który rok temu dał nam doskonałe wyniki – mówi Grzegorz Pilch, prezes VRG. – Oczywiście w styczniu będzie znacznie trudniej, dla rynku zakaz handlu jest zjawiskiem negatywnym i ograniczenie liczby dni z otwartymi sklepami na pewno negatywnie wszyscy odczują – dodaje.
– Obroty w styczniu w stosunku do grudnia zawsze mocno spadają, ale w tym sezonie faktycznie możemy zaobserwować pogłębienie tego trendu. Najmniejsze sklepy z zakazem handlu jakoś sobie radzą, ponieważ ich właściciele sami mogą w niedzielę pracować. Sklepy powyżej 100 mkw. już teraz notują spadki obrotów, a gdy w 2020 r. niedziel handlowych nie będzie niemal zupełnie, spadki w tym segmencie mogą być jeszcze mocniejsze – mówi Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu.
Wiele wyzwań
Na tym jednak problemy handlu się nie kończą, dużym wyzwaniem będzie także znacząca podwyżka płacy minimalnej – o 350 zł, do 2,6 tys. zł – która w handlu, zwłaszcza poza dużymi miastami, jest zazwyczaj podstawowym wynagrodzeniem personelu.
– Wynagrodzenia to w naszym przypadku ponad 60 proc. kosztów prowadzenia sklepów, zatem znaczący wzrost płacy minimalnej jest dla mniejszych placówek wyzwaniem. Dla dyskontów na pewno nie tak dużym, ponieważ przy węższej ofercie takie sklepy mają proporcjonalnie dużo niższe zatrudnienie na placówkę – mówi Wojciech Kruszewski, prezes sieci Lewiatan zarządzanej przez grupę Eurocash.
Także od stycznia, i to o 10 proc., ma wzrosnąć akcyza na alkohol i wyroby tytoniowe, co w handlu jest jedną z głównych kategorii.
– Podwyżka akcyzy też nie uderzy w handel proporcjonalnie, ponieważ duże firmy są w stanie kosztem okresowego obniżenia rentowności dać najniższe ceny, aby zagarnąć rynek. Dlatego przynajmniej półrocze rysuje się ciężkie, a głosy o nadchodzącym spowolnieniu też trzeba brać na poważnie – dodaje Kruszewski.
Jak każda zmiana ta także nie dotknie wszystkich w tak samo.
– Im mniejszy sklep, tym ma większy udział w obrotach towarów akcyzowych, zwłaszcza wyrobów tytoniowych, od 15 do nawet 40 proc. sprzedaży – dodaje Ptaszyński.