Cztery dni przed zakończeniem swej działalności prezes Urzędu Regulacji Telekomunikacji nałożył na TP SA dwie kary. Pierwsza z nich, w wysokości 50 mln zł, wynikała z dostarczenia Urzędowi niewłaściwych danych o przychodach spółki z dzierżawy łączy. Chodziło o fakt, że dane przesłane do URT różniły się od tych, które zostały wykazane w raporcie półrocznym. Spółka tłumaczyła tę różnicę nieścisłościami w formularzach URT. Twierdziła również, że Urząd otrzymał od firmy raport przesłany do KPWiG i z tego względu nie można mówić o próbie ukrycia danych.
Druga kara, znacznie wyższa, bo wynosząca 300 mln zł, została nałożona za niewykonanie decyzji ministra łączności, określającej harmonogram uruchamiania i przepustowość punktów styku sieci TP SA i Niezależnego Operatora Międzymiastowego (NOM). Również z tym zarzutem nie zgodziły się władze operatora telekomunikacyjnego.
"TP SA ma nadzieję, że odwołanie zostanie rozpatrzone pozytywnie, gdyż - poza bezzasadnością zarzutów - ma to istotne znaczenie dla dalszego rozwoju rynku telekomunikacyjnego w Polsce" - czytamy w komunikacie Telekomunikacji.
URT prowadził jeszcze postępowanie przeciwko TP SA w sprawie różnic między przekazanymi do Urzędu informacjami o wielkości przychodów z krajowych połączeń międzystrefowych a informacjami na ten temat w sprawozdaniu przesłanym do KPWiG. Telekomunikacja zaprzecza tym zarzutom, stosując argumentację analogiczną do tej, która została przedstawiona w przypadku danych o dzierżawie łączy.