Zaangażowanie Elektrimu w Poland Telecom Operators związane jest jeszcze z prowadzoną w 1999 r. przez Barbarę Lundberg, byłą prezes warszawskiego holdingu, agresywną polityką inwestycyjną w internecie i telekomunikacji. PTO, jako lokalny operator telekomunikacyjny w naszym kraju, miał być właśnie firmą, która wzmocni grupę Elektrimu. Oficjalnie nigdy nie ujawniono planowanej ceny zakupu, jednak nieoficjalnie mówiło się, że może ona wynieść nawet 500 mln dolarów.

W ramach przygotowań do przejęcia PTO Elektrim pożyczył spółce 12 mln euro. Kwota ta nigdy do warszawskiego holdingu nie wróciła. Jeszcze w 2000 r. spółka w oficjalnym komunikacie poinformowała, że nadal rozważa możliwość przejęcia operatora telekomunikacyjnego. Do transakcji nie doszło, a potencjalny cel przejęcia został postawiony w stan upadłości. W procesie likwidacyjnym giełdowej spółce nie udało się odzyskać pieniędzy. Próbowała więc dochodzić swych roszczeń na majątku firmy-matki, czyli PTO N.V. (zarejestrowanej w Holandii). Jednak również ten podmiot został postawiony w stan upadłości, a należące do niego aktywa syndyk chce sprzedać firmie Emerita, argumentując, że w sytuacji upadłości polskiego PTO posiadane przez Elektrim zabezpieczenia są nieskuteczne. Warszawski holding w ramach ugody zgodził się zrezygnować ze swych roszczeń w zamian za 2,4 mln dolarów. - Po wnikliwej analizie sytuacji prawnej i zabezpieczeń posiadanych przez Elektrim, zarząd doszedł do wniosku, że choć Elektrim może przez pewien czas skutecznie blokować działania spółki Emerita, to prawdopodobieństwa ostatecznego przegrania sporu jest wysokie. Wynegocjowana ugoda odzwierciedla to prawdopodobieństwo - wyjaśnił Wojciech Janczyk, prezes Elektrimu.

PTO jest już drugą firmą w branży telekomunikacyjnej, która zamiast powiększyć grupę Elektrimu, przyniosła jej straty. Wcześniej ugoda z właścicielami Telefonii Pilickiej, z której kupna giełdowa spółka zrezygnowała, kosztowała niemal 40 mln dolarów.