Rząd rozważa możliwość dokapitalizowania Stoczni Gdynia kwotą 200 mln zł. Być może odbędzie się to poprzez wniesienie do niej 1% akcji Telekomunikacji Polskiej. Gdyby jednak zdecydowano się na to, udział Skarbu Państwa w spółce wzrósłby znacznie. Nie przekroczyłby jednak 50%. - Tylko jeden z pozostałych akcjonariuszy stoczni wyraża chęć udziału w dokapitalizowaniu przedsiębiorstwa. Zatem jeżeli jedynie rząd zdecyduje się na taki ruch, musi to oznaczać wzrost zaangażowania kapitałowego Skarbu Państwa w tej spółce - powiedział na połączonym posiedzeniu sejmowych Komisji Skarbu i Gospodarki Piotr Czyżewski, wiceminister skarbu państwa. Decyzję w tej sprawie pozostawiono do rozstrzygnięcia na posiedzeniu Rady Ministrów.
Jednak, zdaniem P. Czyżewskiego, zarząd stoczni nie wyraża aprobaty dla takiego rozwiązania, mając własne koncepcje zapewnienia płynności finansowej przedsiębiorstwa. - Koncepcja zarządu w zakresie finansowania produkcji polega między innymi na inkasowaniu zaliczek od armatorów czy na poręczeniach Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych. Naszym zdaniem jednak, pomysły te budzą poważne wątpliwości, jeśli chodzi o szanse ich powodzenia - powiedział wiceszef resortu skarbu.
Rząd chciałby także dokapitalizować Stocznię Szczecińską Nową. Agencja Rozwoju Przemysłu planuje podwyższyć kapitał SSN o sumę 100-150 mln zł. Ma to umożliwić szczecińskiej stoczni zakup majątku produkcyjnego, niezbędnego do dalszej działalności, od syndyka upadłej Stoczni Szczecińskiej Porta Holding.
Tymczasem w opinii Jacka Piechoty, wiceministra gospodarki, pracy i polityki społecznej, trwają prace nad projektem konsolidacji stoczni i innych przedsiębiorstw, które kooperują z tymi firmami (m.in. zakłady Cegielskiego w Poznaniu), w jeden holding. - Połączenie to nie będzie miało sensu do czasu, aż wszystkie podmioty, jakie wejdą w skład holdingu, nie będą rentowne - powiedział Jacek Piechota. Zdaniem P. Czyżewskiego, rozpatrywane są dwie koncepcje konsolidacji branży: pierwsza ma polegać na wniesieniu do jednej struktury akcji będących w posiadaniu Skarbu Państwa, a druga - na całkowitym połączeniu stoczni i innych przedsiębiorstw w jeden holding.
W opinii rządu oraz przedstawicieli zarządów polskich stoczni, największym problemem, z jakim spotykają się dziś producenci statków w Polsce, jest brak kapitału. Zdaniem prezesa Stoczni Gdynia Janusza Szlanty, kłopoty te biorą się z utraty zaufania sektora bankowego do całej branży. - W wyniku tego odpłynęło z niej 700 mln USD. Z tej sumy 350 mln w wyniku upadłości stoczni w Szczecinie, a resztę musiała oddać bankom Stocznia Gdynia - stwierdził J. Szlanta.