Nie. W przeciwieństwie do naszych giełdowych konkurentów, Torfarm był i jest nastawiony jedynie na rozwój organiczny. Nie prowadzimy żadnych rozmów w sprawie przejęć podmiotów krajowych. Podobnie jest, jeśli chodzi o zagranicznych inwestorów branżowych.
Przez ostatnie lata wzrost sprzedaży wynosił ponad 40%. W 2004 r. ma to być niemal 30%. Czy utrzymanie takiego tempa jedynie dzięki rozwojowi organicznemu jest możliwe?
Sądzę, że aż tak wysoka dynamika będzie trudna do utrzymania. W kolejnych latach może być niższa, ale mamy zamiar rozwijać się wciąż szybciej niż rynek i nasi konkurenci.
Skąd wiara, że Torfarm będzie skuteczniejszy niż dystrybutorzy farmaceutyków obecni już na GPW?
To wynika z kilku czynników. Po pierwsze, fundamentem naszej strategii jest - i tu różnimy się od spółek giełdowych - brak własnych aptek. Coraz więcej klientów zaczyna to doceniać. Po drugie, od początku istnienia firma rosła samodzielnie, nie biorąc udziału w konsolidacjach. Dzięki temu nie musimy skupiać sił i środków na restrukturyzacji przejmowanych podmiotów, na przykład Cefarmów. Poza tym praktycznie nie współpracujemy ze szpitalami, a jest to rynek podwyższonego ryzyka. Ponad 95% przychodów to sprzedaż do aptek.
Myślę, że jeśli do jednej z giełdowych firm wszedłby branżowy inwestor zagraniczny, nasza szansa na rozwój będzie jeszcze większa. Widzimy, że polscy aptekarze obawiają się i unikają zagranicznych firm. Wpływ na to mają przykłady innych krajów - kiedy wkraczali do nich najwięksi gracze europejscy, przejmowali jednocześnie część aptek.