W poniedziałek resort finansów poinformował, że w Banku Gospodarstwa Krajowego będzie lokował pieniądze budżetowe, a ten z kolei będzie miał prawo obracać nimi na rynku. Jeszcze zanim informacja o umowie między BGK a MF została opublikowana, bank rozpoczął transakcje sprzedaży bonów z przyrzeczeniem odkupu (tzw. buy-sell-back). Oznacza to, że banki dostały gotówkę, ale w przyszłości będą musiały odkupić bony. Wartość tych operacji nie została ujawniona. Dealerzy szacują, że wyniosła ona co najmniej kilkaset milionów złotych.
Skąd taki pośpiech BGK? Na rynku od pewnego czasu brakowało gotówki. Ministerstwo Finansów "wyssało" ją z banków komercyjnych, odkładając pieniądze na rachunku w NBP. Doprowadziło to do wzrostu krótkoterminowych stóp procentowych, a sam resort miał natomiast problemy ze sprzedażą bonów skarbowych.
Aby temu zapobiec, MF bardziej przyspieszyło prace nad nowym systemem zarządzania środkami budżetowymi. Jeszcze dwa tygodnie temu twierdziło, że procedury dotyczące takich operacji nie są gotowe, a obecnie BGK już działa na rynku.
Ministerstwo zapewnia, że transakcje te będą kontynuowane. Ich skala będzie zależeć od bieżących potrzeb budżetu. Może sięgnąć kilku miliardów złotych miesięcznie - czyli takie kwoty zostaną wpompowane do systemu bankowego.
Operacje prowadzone przez BGK to drugi instrument zarządzania płynnością budżetu, jaki ministerstwo uruchomiło w tym roku. W marcu przeprowadziło emisję obligacji w tzw. systemie private placement. Objął ją w całości Bank Handlowy, który miał następnie odsprzedać papiery swoim klientom: funduszom emerytalnym i inwestycyjnym oraz innym bankom. Obligacje mają być przedmiotem transakcji swapowej (umożliwia zamianę stałej stopy procentowej na zmienną lub odwrotnie). MF zapewniało, że dzięki temu będzie mogło lepiej dopasować terminy płatności odsetek do innych przepływów związanych z obsługą długu publicznego.