Wczoraj inwestorzy nadal pozbywali się akcji. Indeksy czeski (PX50) i węgierski (BUX) straciły na wartości po ok. 1%. Wskaźnik CECE obejmujący notowania 25 najważniejszych spółek regionu zniżkował o 1,9%. Od szczytu, w ciągu sześciu sesji spadł już o 11,9%. Na GPW sytuacja nieco się uspokoiła - straty zaczęły powoli odrabiać m.in. PKN i Pekao. Jednak za sprawą mocno zniżkujących akcji Telekomunikacji Polskiej, WIG20 poszedł w dół o kolejne 0,6%. Obawy rynku wywołuje groźba strajku w TP. Nerwowo było nadal na rynku walutowym, gdzie sprzedawano złotego. Po godzinie 13.00 euro przekroczyło poziom 4,14 złotego. Po południu nasza waluta nieznacznie się umocniła, ale i tak euro pozostało powyżej 4,10 zł, rosnąc o ponad 1% względem poziomu ze środy.
Poprawa nastrojów
będzie stopniowa
Analitycy wskazują, że to właśnie osłabienie lokalnych walut wywołało przecenę na rynku akcji w regionie. - Inwestorzy zagraniczni przestraszyli się, że ze słabnięciem walut zaczną topnieć ich zyski z akcji przeliczone na euro lub dolary. Stwierdzili więc, że nadszedł już czas na realizację pokaźnych zysków - wyjaśnia Pawel Sobisek, czeski analityk HVB. Mimo to uważa, że to jeszcze nie definitywny koniec hossy w regionie. - Ostatnia zwyżka notowań była bardzo szybka, ale nie powiedziałbym, że spółki stały się już przewartościowane. Pozytywnym impulsem powinny być wyniki finansowe firm za I kwartał. Oczekujemy, że zostaną one dobrze odebrane przez rynek. Umożliwi to stopniową zwyżkę notowań. Nie będzie już tak szybkiego napływu kapitału zagranicznego jak w lutym, ale raczej stopniowy powrót inwestorów. Dzięki temu do maja lub czerwca indeks powinien powrócić do historycznego maksimum - uważa P. Sobisek.
Dlaczego przecena w naszym regionie była znacznie większa niż na światowych rynkach akcji? - Wynika to z typowych zachowań globalnych inwestorów. Kiedy sytuacja na giełdach robi się nerwowa, zawsze najpierw realizują oni zyski na tych rynkach, gdzie najwięcej udało im się zyskać. Tymczasem to właśnie akcje w naszym regionie były w ostatnich miesiącach "gwiazdą" i pozwoliły dużo zarobić. Dlatego teraz tak mocno uderzyło w nie globalne ochłodzenie nastrojów - wyjaśnia Kornel Sarkadi-Szabo, węgierski analityk Raiffeisen Banku. Także jego zdaniem, nie należy oczekiwać szybkiej zwyżki kursów. - Dodatkowym czynnikiem ryzyka są negatywne sygnały płynące z rynku ropy naftowej. Możliwa silna korekta ceny tego surowca negatywnie przełoży się na notowania lokalnych koncernów, takich jak PKN czy MOL. To może jeszcze bardziej pociągnąć w dół indeksy - zauważa K. Sarkadi-Szabo.