Na koniec zeszłego roku krakowski producent i dystrybutor odzieży miał 38 własnych sklepów. Teraz sieć liczy 53 salony. Kolejny Vistula otworzy jeszcze w czerwcu. Docelowo w kraju chce mieć około 66 placówek. - Koszty zwiększenia ich liczby z 38 do 66 oszacowaliśmy na około 15 mln zł. Inwestycje finansujemy ze środków własnych. Nie korzystamy z kredytów - zapewnia Mateusz Żmijewski z zarządu giełdowej spółki. W identyczny sposób finansowana będzie ekspansja za granicą. - W sierpniu otworzymy pierwsze zagraniczne sklepy - w Pradze i w Rydze - zapewnia M. Żmijewski. Firma chce, by były to od razu trzy, cztery placówki. Wie już, gdzie zostaną zlokalizowane. - Negocjujemy szczegóły umów najmu. Równolegle prowadzimy prace nad utworzeniem spółek zależnych, do których sklepy będą należeć. Budowa salonów nie jest zbyt kosztowna, przejmujemy bowiem placówki po innych firmach. Musimy je tylko dostosować do naszych wymagań - tłumaczy M. Żmijewski. W tym roku rozwój za granicą ograniczy się najprawdopodobniej tylko do Pragi i Rygi.
Jak informowaliśmy, spółka chce nie tylko powiększyć sieć handlową, ale i portfel marek. Ma już jeden sklep, w którym sprzedaje wyroby pod marką Murphy&Nye, do której uzyskała prawa w maju. - Już w sezonie jesienno-zimowym chcemy zaoferować klientom odzież dżinsową - zapowiada M. Żmijewski. To oznacza, że wkrótce krakowska firma musi zakończyć negocjacje w sprawie zakupu praw do nowej marki, z wyższej - jak twierdzi - półki cenowej. - Rozmawiamy z potencjalnymi kontrahentami. Jesteśmy dobrej myśli - podsumowuje członek zarządu Vistuli.
Działania w zakresie rozbudowy sieci dystrybucji mają pozytywnie wpłynąć na wyniki przedsiębiorstwa. Tegoroczna prognoza mówi o przychodach w wysokości 133 mln zł i 16 mln zł zysku netto. Nie uwzględnia kosztów programu motywacyjnego.