Reklama

Wycena była prawidłowa

Z Markiem Kossowskim, prezesem Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, rozmawiają Lidia Zakrzewska oraz Tomasz Brzeziński

Publikacja: 27.10.2005 07:54

Czym Pan sobie zasłużył na opinię Aleksandra Gudzowatego, szefa Bartimpeksu, który twierdzi, że jeśli chodzi o gaz ziemny, to jest Pan osobą niekompetentną?

Nie dziwię się tej opinii. Proszę pamiętać, że fortuna, jaką od 1993 r. budował dzięki Bartimpeksowi pan Aleksander Gudzowaty, była wprost proporcjonalna do kłopotów PGNiG. Im większe trudności w przeszłości miała nasza spółka, tym więcej pan Gudzowaty zarabiał na różnych projektach i transakcjach związanych z rynkiem gazu. A PGNiG miał kłopoty praktycznie przez całe lata 90., o czym miałem szansę przekonać się, będąc członkiem zarządu jednego z banków kredytujących. W 2001 r. otarł się nawet o utratę płynności finansowej i gdyby nie emisja euroobligacji, jaką poprzedni zarząd spółki musiał przeprowadzić na bardzo twardych warunkach postawionych przez obligatariuszy, sytuacja byłaby naprawdę bardzo poważna. W kolejnych latach udało się nam ustabilizować i następnie znacząco poprawić kondycję finansową, przez co pozycja pana Gudzowatego znacznie osłabła. Dzisiaj, kiedy PGNiG jest w bardzo dobrej sytuacji finansowej, nie potrzebujemy już pośredników. Stąd prawdopodobnie wynika ten atak. Panu Gudzowatemu może nie zależeć, aby PGNiG był w dobrej kondycji finansowej, bo prawdopodobnie dalej upatruje szansę, jak wielu podobnych mu biznesmenów, którzy w latach 90. robili fortuny w sektorze węgla kamiennego i stali głównie w ramach transakcji z państwowymi firmami, będącymi wówczas w złej sytuacji finansowej.

Co w takim razie chciał osiągnąć, składając do prokuratury zawiadomienie, w którym informuje, że poprzez zaniżenie wartości PGNiG przed ofertą publiczną, Skarb Państwa mógł w wyniku tej prywatyzacji ponieść duże straty...

Nie wiem. Ale ten atak trwa już dłuższy czas. Dlatego wystąpimy przeciwko Bartimpeksowi do sądu. Zamierzamy oskarżyć go o działanie na szkodę spółki, a także osób nią kierujących.

Czy oprócz na przykład przeprosin, zamierzają Państwo dochodzić odszkodowania?

Reklama
Reklama

Jest za wcześnie, aby o tym mówić. Na pewno chcielibyśmy uzyskać możliwość zadośćuczynienia za ataki i nieprawdziwe informacje, jakie przekazywano ostatnio na nasz temat. A przede wszystkim uspokoić sytuację wokół spółki. Rozważamy również wystąpienie do Komisji Papierów Wartościowych i Giełd z informacją, że pan Gudzowaty, i w związku z tym TUiR Cigna STU jest właścicielem pakietu kilkunastu tysięcy naszych akcji i może poprzez publiczne wypowiedzi dążyć do obniżenia kursu PGNiG na giełdzie tak, by taniej dokupić kolejne pakiety akcji. Fakt, że TUiR Cigna STU kupiło akcje PGNiG w ofercie publicznej, potwierdza tylko to, że pan Gudzowaty często mija się z prawdą (w wywiadzie dla PARKIETU twierdził, że żadna z jego spółek nie kupiła akcji PGNiG - przyp. red.).

Nie bądźmy małostkowi. Pakiet akcji PGNiG, który posiada TUiR Cigna STU, wart jest ok. 60 tys. zł. Jest też kilkakrotnie mniejszy, niż Panu udało się skupić.

Tak, to prawda. Mam już ok. 75 tys. papierów. Robiłem to zgodnie z prawem. O swoich zakupach informowałem. Ostatnie 25 tys. akcji PGNiG kupiłem po 3,91 zł za papier, a więc wyżej, niż wynoszą obecne notowania. Kupowałem, bo wierzę w spółkę.

Rozumiem już teraz Pańską irytację. Ostatnie nasze publikacje raczej nie pomagały kursowi PGNiG...

Nie tylko moją, ale powinni Państwo zrozumieć irytację wszystkich innych inwestorów, a także członków naszej załogi, którzy przecież mają dostać akcje pracownicze. A takie nieodpowiedzialne wypowiedzi powodują, że wartość posiadanych przez nich pakietów akcji PGNiG może ulec obniżeniu.

Wróćmy do zarzutów, jakie stawiał Panu Aleksander Gudzowaty. Wszedł mu Pan w drogę przy okazji planowanej budowy gazociągu Bernau - Szczecin, uniemożliwiając Polsce dywersyfikację dostaw gazu...

Reklama
Reklama

W tym przypadku również mamy do czynienia z manipulacją. Otóż stosunki pana Gudzowatego z Gazpromem, w porównaniu z okresem, gdy spółką rządził jego bliski przyjaciel Rem Wiachiriew, są od kilku lat nie najlepsze. Jako że doszło do pogorszenia relacji Bartimpeksu z Gazpromen, pan Aleksander Gudzowaty postanowił zrównoważyć wpływy, pośrednicząc w sprowadzaniu do PGNiG gazu z kierunku zachodniego, gazociągiem Bernau - Szczecin. Ale pan Gudzowaty chciał również ustalać warunki, na których gaz ten miał być sprowadzany, a na co my nie mogliśmy się zgodzić. Uważaliśmy, że sami jesteśmy w stanie gaz zakontraktować, a także wraz z wybranym przez nas partnerem wybudować gazociąg.

Mijają lata, a gazociągu ciągle nie ma.

Razem z firmą VNG, operatorem systemu gazociągów w Niemczech, założyliśmy spółkę z siedzibą w Poczdamie, która właśnie finalizuje prace nad wytyczeniem przebiegu gazociągu po obu stronach granicy. Myślę, że tak jak zapowiadałem, gazociąg będzie mógł ruszyć w 2007 r. Co więcej, inaczej niż gazociąg, jaki planował wybudować Bartimpex, nasz działa na zasadzie interkonektora, czyli będzie mógł przesyłać gaz w obie strony...

W rozmowie z nami pan Aleksander Gudzowaty twierdził, że jego gazociąg również miałby takie możliwości...

Nie wiem, o którym projekcie pan Gudzowaty mówi, jedno jest pewne, że cały czas będzie zabiegał o to, żeby być pośrednikiem w dostawach gazu do PGNiG. Co więcej, w proponowanym nam wariancie miało być aż dwóch pośredników. A my ich zupełnie nie potrzebujemy, nawet jeśli byłby to tylko jeden: Bartimpex. Nie do zaakceptowania była również propozycja, przedstawiona nam przez pana Gudzowatego, aby PGNiG został 25-proc. udziałowcem w spółce Gazociąg Szczeciński, która miała być operatorem polskiej części gazociągu Bernau - Szczecin. Bo poza wydatkami na budowę infrastruktury, nie mielibyśmy z tego żadnego zysku. W wariancie, na który się zdecydowaliśmy, mamy podobnie, jak nasz partner, po 50% akcji spółki założonej przez PGNiG i VNG, która ma być właścicielem tego gazociągu, bądź też PGNiG i VNG będą po połowie właścicielami gazociągu na całej jego długości.

Odcinek po niemieckiej stronie granicy jest krótszy. Czy nie oznacza to, że PGNiG, mając 50% udziałów w przedsięwzięciu, poniesie większe wydatki?

Reklama
Reklama

Nie widzę takiego zagrożenia. Nawet gdyby się tak stało, to zapewniam, że pożytki z uczestnictwa w tym projekcie będą znacznie większe, niż gdybyśmy się zgodzili na wariant proponowany przez Bartimpex. Tutaj, mając 50% udziałów, faktycznie jesteśmy współgospodarzami. Mało tego - udało się nam uzyskać od naszych partnerów zapewnienie, że to my będziemy decydować, u kogo będzie kontraktowany gaz, czy to u firm niemieckich, holenderskich, czy np. norweskich.

Czy PGNiG zostało odpowiednio wycenione przed ofertą publiczną? Szef Bartimpeksu twierdzi, że wartość spółki została znacznie zaniżona, przez co Skarb Państwa poniósł stratę.

Naszym zdaniem, spółka została odpowiednio wyceniona. Potwierdziła to renomowana firma audytorska. Rozumiem, że Pan Gudzowaty może mieć pretensje, że zbyt konserwatywnie wyceniono nasze udziały w EuroPol GAZ-ie, co pośrednio wpływa na wycenę pakietu, który jest w jego posiadaniu. Uważam jednak, że nie popełniliśmy błędu. Także wycena złóż została przeprowadzona prawidłowo. Zadanie zleciliśmy wyspecjalizowanej spółce amerykańskiej, która uwzględniła w swojej wycenie nie tylko odkryte i udokumentowane złoża, ale też ujęła czas trwania koncesji, jakie otrzymaliśmy od państwa.

Zdaniem Aleksandra Gudzowatego, w wycenie PGNiG nie uwzględniono potencjału rozwojowego polskiego rynku. W Polsce zużycie gazu na jedną osobę jest kilkakrotnie mniejsze niż np. w Niemczech. Dlatego przygotowana przez doradców wycena odpowiada wyłącznie wartości części dystrybucyjnej PGNiG...

To prawda, że zużycie gazu w Polsce jest znacznie mniejsze niż w krajach starej Unii Europejskiej. Sami prognozujemy, że do 2010 r. wzrośnie ono z 14 mld do ok. 20 mld m3 rocznie. Nie zgadzam się jednak, że jesteśmy w stanie dojść szybko do poziomu zużycia, jaki jest w Niemczech. Głównym powodem jest to, że u nas większość energetyki oparta jest na węglu kamiennym i brunatnym, czego nie ma u naszych zachodnich sąsiadów.

Reklama
Reklama

Czy PGNiG potrzebny jest udział w tak odległych i kosztownych projektach, jak gazociąg Nabucco czy Sarmacja?

Mogę z całą pewnością stwierdzić, że pan Gudzowaty krytykując mnie, nie ma większego pojęcia na temat tych projektów, a tym bardziej korzyści, jakie miałby z tego PGNiG. Weźmy np. Nabucco. Tym rurociągiem miałby być pompowany gaz znad Morza Kaspijskiego i z Iranu, gdzie są jedne z największych złóż na świecie. To prawda, że jest to region dość niestabilny politycznie. Jeśli jednak doszłoby do realizacji projektu Nabucco, to na rynku europejskim pojawiłby się czwarty co do wielkości gracz, po Gazpromie, Statoilu oraz dostawcach gazu skroplonego z Algierii, Kataru, Libii. Zwiększyłoby to presję na producentów i w konsekwencji mogłoby doprowadzić do spadku cen. Taką rolę mógłby spełniać również gaz sprowadzany gazociągiem Sarmacja. Ale nie rozumiem też tej krytyki, skoro zwracam uwagę, że oba projekty nie zostały opisane w prospekcie emisyjnym. Ponadto, każdorazowo przystąpienie do takich projektów poprzedzone jest wnikliwą analizą ekonomiczną i zbadaniem ryzyka, więc bez obaw można stwierdzić, że ostateczna decyzja o przystąpieniu do tych projektów będzie profesjonalnie przygotowana.

Dlaczego więc tak często opowiadał Pan o nich przed ofertą publiczną? Nie wprowadzał Pan tym samym inwestorów w błąd?

W żadnym razie. Uważam, że udział PGNiG w tych projektach jest dla nas ogromną szansą.

Ale by z niej skorzystać, PGNiG, jak Pan podawał, powinien wyłożyć co najmniej 1 mld euro...

Reklama
Reklama

Zapewniam, że będzie nas na to stać. W ciągu trzech najbliższych lat, dzięki pieniądzom pozyskanym z emisji, wypracowywanym zyskom oraz kredytom, jesteśmy w stanie wygenerować na inwestycje ok. 3 mld euro. Około 2 mld euro pochłoną zaplanowane inwestycje w poszukiwania i zwiększenie wydobycia gazu, poprawę dystrybucji, w tym także budowę interkonektora z Niemcami. Jak widać, zostanie nam ok. 1 mld euro, który może posłużyć nam do udziału w tych dwóch projektach. Nie oznacza to jednak, że podchodzimy do nich bezkrytycznie - warunkiem jest zawarcie długoterminowych kontraktów na dostawę gazu na korzystnych dla nas warunkach. Bez tego nie będziemy inwestować.

Zna Pan już nazwisko swojego następcy?

Nie znam. Zastanawiam się nad powodem ostatnich ataków na nasz zarząd. Przyszła mi do głowy myśl, że być może jest to sposób na zbudowanie historii, która - mimo bardzo dobrych wyników, osiąganych przez PGNiG czy perspektyw rozwoju, pozwoli na odwołanie zarządu. W PKN Orlen zrobiono to w inny sposób, ale chyba wyciągnięto już z tego wnioski. Ale sposobem na pozbycie się zarządu, jak sugerują mi moi znajomi, może być właśnie złożenie zawiadomienia do prokuratury i rozpoczęcie śledztwa. Mam nadzieję, że nie jest tak w naszym przypadku. Choć życie jest bogate i często pisze scenariusze, których nie byliśmy sobie w stanie wyobrazić.

A zapewne zna Pan nazwiska kandydatów?

Tak, słyszałem o kilku osobach, tak więc wkrótce możemy mieć niezły tłok na bramie wjazdowej do centrali przy ul. Kasprzaka. Nie będę jednak wymieniał nazwisk - nie chcę być źródłem, które podaje nazwisko przyszłego prezesa PGNiG.

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama