PGNiG wystąpiło pod koniec października do Urzędu Regulacji Energetyki z wnioskiem o ustalenie taryf, jakie będą obowiązywać w 2006 r. Decyzja regulatora jest kluczowa: będzie miała wpływ na przyszłe wyniki spółki. Stopowanie w tym roku przez URE podwyżek taryf, przy dynamicznie rosnących cenach gazu z importu, już odbija się negatywnie na zyskach PGNiG.
Czekają na decyzję
W środę Piotr Woźniak, minister gospodarki, powiedział, że podwyżka cen gazu, jaką od przyszłego roku wprowadzi PGNiG, może przekroczyć 10%. Nie wiadomo, skąd pochodzi ta informacja. URE ciągle bowiem rozmawia ze spółką o skali podwyżek (wniosek był kilkakrotnie poprawiany). - Ciągle nie znamy jeszcze decyzji prezesa URE. Jeśli nowe taryfy miałyby obowiązywać od początku 2006 r., to urząd powinien zatwierdzić je do 16 grudnia (zgodnie z prawem energetycznym potrzebne jest 14-dniowe vacatio legis - przyp. red.) - powiedziała nam Małgorzata Przybylska, rzecznik prasowy PGNiG. Nie chciała ujawnić, o ile, według koncernu, powinny wzrosnąć ceny gazu w przyszłym roku (na rynku spekuluje się, że spółka wystąpiła nawet o 30-proc. zwyżkę). - Podwyżka powinna uwzględniać uzasadniony wzrost kosztów, a w naszym przypadku są to rosnące koszty gazu sprowadzanego z importu, który pokrywa ok. 2/3 naszego zapotrzebowania - wyjaśniła M. Przybylska.
To (nie)dobra wiadomość
Minister Woźniak przyznał, że jest niechętny jakimkolwiek podwyżkom. Urzędnicy muszą się zgodzić na podniesienie taryf od stycznia, bo w innym razie ucierpi PGNiG (Skarb Państwa jest większościowym udziałowcem). Ceny gazu z importu, które ustala się w oparciu o ceny ropy i produktów ropopochodnych, wzrosły w ostatnich dwóch latach o ok. 60% (tylko w tym roku o ok. 45%). Biorąc pod uwagę, że import zapewnia 2/3 zapotrzebowania, odbiorcy powinni PGNiG płacić o ok. 40% więcej (bez uwzględniania inflacji). Tymczasem URE zgodziło się, żeby ceny gazu sprzedawanego w kraju wzrosły w ciągu dwóch lat o 25,7%. Oznacza to, że PGNiG wzięło na swoje barki ok. 14-15 pkt proc. wzrostu kosztów. I tyle, zdaniem analityków, powinna wynieść minimalna podwyżka cen od początku przyszłego roku. W innym razie giełdowa spółka nadal nie będzie w stanie zrekompensować sobie droższych zakupów surowca (nie uwzględniając większych zarobków ze sprzedaży ropy naftowej, wydobywanej przez PGNiG).