Reklama

Lotos rośnie, Orlen spada

Ceny ropy naftowej wzrosły wczoraj do najwyższego poziomu od ponad trzech miesięcy, przekraczając 64 USD za baryłkę w Londynie i 65 USD w Nowym Jorku. O ile wzrost notowań surowca pomaga kursowi Lotosu, to akcje PKN Orlen tanieją.

Publikacja: 18.01.2006 06:54

Wczoraj o 3,6% poszedł w górę kurs Lotosu, podczas gdy PKN Orlen nie tylko nie podrożał, ale nawet potaniał o 1,2%. Podczas gdy Lotos notowany jest najwyżej w historii (wczoraj kosztował 51,6 zł), to walory Orlenu są wyceniane blisko 8% poniżej tegorocznego maksimum z 9 stycznia (69,3 zł). Przewaga Lotosu widoczna jest już zresztą od dłuższego czasu - od początku sierpnia jego notowania podskoczyły prawie o dwie trzecie, podczas gdy Orlen podrożał o 17%. Lotos wypada także znacznie lepiej niż węgierski MOL, którego kurs (315,5 zł) wciąż znajduje się bliżej październikowego minimum (294 zł) niż wrześniowego maksimum (389 zł).

Lotos bardziej wrażliwy

na zmiany cen

Jakie czynniki decydują o szybszym wzroście notowań Lotosu? Jednym z argumentów może być niższa wycena na tle konkurentów. Wskaźnik Cena/Zysk dla Lotosu wynosi około 8 i jest niższy niż C/Z Orlenu (9,2) i MOL-a (8,4). Flawiusz Pawluk, analityk Domu Maklerskiego BZ WBK, wskazuje też na inne czynniki. - Zyski i kurs Lotosu są bardziej wrażliwe na zmiany cen ropy naftowej, a nie tylko na zmiany poziomu marż rafineryjnych - tłumaczy F. Pawluk. Dzieje się tak, gdyż Lotos - w przeciwieństwie do Orlenu - ma spółkę wydobywczą Petrobaltic. Bezpośrednio korzysta ona na wzroście cen ropy, podczas gdy firmy przetwórcze powiększają zyski dopiero, gdy rośnie różnica między ceną sprzedawanych przez nie produktów ropopochodnych a ceną samej ropy.

F. Pawluk wskazuje też na zmianę sposobu księgowania zapasów przez Orlen. Od początku roku koncern stosuje metodę LIFO (Last In, First Out), która zakłada, że pozycje zapasów nabytych jako ostatnie są sprzedawane w pierwszej kolejności, czyli pozycje pozostające w zapasach na koniec okresu są pozycjami nabytymi najwcześniej. Jak tłumaczy F. Pawluk, metoda LIFO sprawia, że zyski księgowane przez Orlen będą niższe, niż wynikałoby to ze wzrostu cen ropy. Z drugiej strony, z tego samego powodu akcje Orlenu mogą okazać się bardziej stabilną inwestycją w porównaniu z Lotosem, gdy notowania ropy zaczną spadać.

Reklama
Reklama

Obawy o dostawy

Przyczyną trwającego wzrostu cen ropy są m.in. obawy o zakłócenia dostaw z Nigerii i Iranu. Nigeria, największy afrykański producent tego surowca, już zmniejszyła dostawy. Uzbrojeni rebelianci zaatakowali tam instalacje naftowe należące do Royal Dutch Shell. Zginęło co najmniej 15 ochraniających je żołnierzy i jeden pracownik Shella. Dziesięciu jest rannych. Spółka wstrzymała wydobycie w tym regionie. Sky News podała wczoraj, że rebelianci grożą kolejnymi atakami w najbliższych dniach.

Z Iranu ropa jeszcze płynie, ale uczestników rynku zaniepokoiło ostrzeżenie władz tego kraju, że wstrzymają eksport w odwecie na jakiekolwiek zagraniczne sankcje. Iran postanowił wznowić program nuklearny, i to bez współpracy z Międzynarodową Agencją ds. Energii Atomowej. USA i Izrael odebrały to jako groźbę budowy irańskiej bomby atomowej. Amerykanie zapowiadają nałożenie sankcji gospodarczych przez Radę Bezpieczeństwa ONZ. Pojawiły się nawet groźby zbrojnej interwencji.

Iran i Nigeria dają ok. 7,5% światowej produkcji ropy naftowej. To prawie 6 mln baryłek dziennie. O wiele więcej, niż wynoszą produkcyjne rezerwy Arabii Saudyjskiej, która ma największe niewykorzystane moce wydobywcze. W wyniku znaczącego wzrostu popytu na ropę w minionych dwóch latach bilans na rynku tego surowca jest tak napięty, że jakiekolwiek zakłócenia dostaw powodują natychmiastowy wzrost cen. Po ataku huraganu Katrina na amerykańskie wybrzeże Zatoki Meksykańskiej osiągnęły one w Nowym Jorku rekord - 70,85 USD. Teraz brakuje im do rekordu jedynie 8%.

Rośnie popyt

na ropę

Reklama
Reklama

Na domiar złego, właśnie wczoraj Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MAE) opublikowała prognozę, zapowiadającą przyspieszenie wzrostu popytu na ropę w tym roku. Ma on być większy o 1,6% w I kw. i o 3% w ostatnim w porównaniu z takimi samymi okresami ub.r. Jako przyczyny MAE podaje rosnący import Chin i większe zużycie ropy w Stanach Zjednoczonych po usunięciu zniszczeń spowodowanych huraganami i w związku z zapowiedziami ostrzejszej niż tegoroczna zimy.

Na wieść o drożejącej ropie zaczęły spadać wczoraj kursy akcji europejskich spółek. Oczywiście, poza koncernami naftowymi. Papiery BP zdrożały o 0,5%, a Statoil o 1,5%. 0,7% zyskały też walory Norsk Hydro, a obie te spółki stanowią prawie jedną trzecią indeksu norweskiej giełdy. I był to wczoraj jeden z trzech zachodnioeuropejskich wskaźników, które nie spadły.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama