Dywersyfikacja dostaw gazu wydaje się bardzo istotna dla obecnego rządu. Niedawno kontrolowane przez Skarb Państwa Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo zleciło zbadanie opłacalności importu gazu skroplonego (tzw. LNG) drogą morską. Później, za sprawą ministra gospodarki Piotra Woźniaka, powrócił pomysł importu gazu ze Skandynawii. Teraz przedstawiciele resortu mówią, że możliwa jest realizacja obu tych projektów. - Jesteśmy w stanie zmieścić na rynku około 5 mld metrów sześciennych gazu - zapewnił Przemysław Wipler, dyrektor ds. dywersyfikacji dostaw nośników energii w Ministerstwie Gospodarki. Dodał, że z Norwegii moglibyśmy odbierać ok. 3,5 mld metrów sześciennych gazu. Tymczasem, według założeń PGNiG, gazoport miałby przeładowywać od 3 do 5 mld metrów sześciennych paliwa rocznie. - Uruchomienie obu projektów w tym samym czasie wydaje się nierealne. Raczej nie będzie wystarczającego zapotrzebowania na gaz aby to było opłacalne - ocenia Flawiusz Pawluk, analityk DM BZ WBK. - Być może będą prowadzone równolegle, tak aby zbadać szanse ich realizacji i mieć większą pewność - rozważa. - Rząd musiałby znaleźć partnerów do tych projektów - dodaje Andrzej Knigawka, analityk ING Securities.

Analiza opłacalności dostaw skroplonego gazu ma być gotowa w grudniu, a decyzja do końca roku. Dostawy byłyby realizowane trzema statkami z kilku kierunków. Pod uwagę brani są producenci z Algierii, Egiptu, Libii, Nigerii, Kataru, a także Norwegii. Koszt całej inwestycji jest wyceniany na 500-600 mln euro. Kluczowy dla projektu gazoport miałby zostać uruchomiony w 2010 lub w 2011 roku.

Ostateczną deklarację w sprawie udziału Polski w budowie gazociągu ze Szwecji musimy złożyć do listopada. Projekt zakłada możliwość przedłużenia budowanego przez Gassco połączenia z Karsto do Oslo i okolic Goeteborga. Stamtąd Polska na własną rękę mogłaby poprowadzić podmorską rurę np. do Szczecina. Gaz zapewniałaby Norwegia, która planuje zwiększyć w ciągu 5 lat wydobycie i eksport gazu ziemnego do Europy o 50 proc., do 120 mld m sześc.

PAP