Gazprom twierdzi, że jeżeli dojdzie do przerw w przesyle gazu, to winna temu będzie Ukraina. - To część rozgrywki Gazpromu z Ukrainą, obliczona na uzyskanie kolejnych podwyżek cen gazu - ocenia Andrzej Pasławski, analityk BDM PKO BP. Ofiarami tego konfliktu mogą być m.in. polskie firmy. Przypomnijmy, że ostatniej zimy dostawy rosyjskiego gazu do Polski i krajów Europy Zachodniej były ograniczane dwukrotnie - w wyniku sporu Gazpromu i władz Ukrainy oraz w następstwie silnych mrozów w obu krajach. W efekcie PGNiG musiało zmniejszyć zaopatrzenie w gaz dla największych krajowych odbiorców surowca (w tym przede wszystkim firm chemicznych i hut). Część z nich zmniejszyła przez to produkcję.
Kiedy dywersyfikacja?
Prezes rosyjskiego giganta Aleksiej Miller zapewnił, że jego firma wywiąże się ze wszystkich podpisanych kontraktów długoterminowych. W świetle dotychczasowych doświadczeń trudno w to uwierzyć. Dlatego zarówno polski rząd, jak i kierownictwo spółki chcą zmniejszyć uzależnienie naszego kraju od surowca dostarczanego z kierunku wschodniego. Z jednej strony PGNiG bada opłacalność dostaw skroplonego gazu ziemnego (tzw. LNG) drogą morską, z drugiej - rozważa udział w budowie gazociągu z Norwegii. Wczoraj PGNiG poinformowało, że przedłużyło bezterminowo tak zwany mały kontrakt norweski, w ramach którego sprowadza gaz z Norwegii systemem gazowym przez Niemcy. Umowa ma charakter bazowy i nie zawiera szczegółowych ustaleń dotyczących ilości ani ceny gazu.
Niezależność od rosyjskich źródeł gazu ma wzrosnąć również dzięki zwiększeniu wydobycia krajowego. Ponadto spółka zamierza podwoić pojemność magazynów. Jednak pierwsze efekty tych działań będą widoczne dopiero za 2-3 lata. PGNiG pytane, jak chce się zabezpieczyć przed ewentualnymi przerwami w dostawach gazu zimą, odmówiło odpowiedzi.
PGNiG może zyskać...