Reklama

Gazprom straszy, że zimą znów może zabraknąć gazu

Rosyjski gigant ostrzegł, że zimą mogą wystąpić zakłócenia w dostawach gazu na Ukrainę i do Europy. PGNiG raczej na tym nie straci. Jego odbiorcy raczej tak

Publikacja: 08.06.2006 07:13

Gazprom twierdzi, że jeżeli dojdzie do przerw w przesyle gazu, to winna temu będzie Ukraina. - To część rozgrywki Gazpromu z Ukrainą, obliczona na uzyskanie kolejnych podwyżek cen gazu - ocenia Andrzej Pasławski, analityk BDM PKO BP. Ofiarami tego konfliktu mogą być m.in. polskie firmy. Przypomnijmy, że ostatniej zimy dostawy rosyjskiego gazu do Polski i krajów Europy Zachodniej były ograniczane dwukrotnie - w wyniku sporu Gazpromu i władz Ukrainy oraz w następstwie silnych mrozów w obu krajach. W efekcie PGNiG musiało zmniejszyć zaopatrzenie w gaz dla największych krajowych odbiorców surowca (w tym przede wszystkim firm chemicznych i hut). Część z nich zmniejszyła przez to produkcję.

Kiedy dywersyfikacja?

Prezes rosyjskiego giganta Aleksiej Miller zapewnił, że jego firma wywiąże się ze wszystkich podpisanych kontraktów długoterminowych. W świetle dotychczasowych doświadczeń trudno w to uwierzyć. Dlatego zarówno polski rząd, jak i kierownictwo spółki chcą zmniejszyć uzależnienie naszego kraju od surowca dostarczanego z kierunku wschodniego. Z jednej strony PGNiG bada opłacalność dostaw skroplonego gazu ziemnego (tzw. LNG) drogą morską, z drugiej - rozważa udział w budowie gazociągu z Norwegii. Wczoraj PGNiG poinformowało, że przedłużyło bezterminowo tak zwany mały kontrakt norweski, w ramach którego sprowadza gaz z Norwegii systemem gazowym przez Niemcy. Umowa ma charakter bazowy i nie zawiera szczegółowych ustaleń dotyczących ilości ani ceny gazu.

Niezależność od rosyjskich źródeł gazu ma wzrosnąć również dzięki zwiększeniu wydobycia krajowego. Ponadto spółka zamierza podwoić pojemność magazynów. Jednak pierwsze efekty tych działań będą widoczne dopiero za 2-3 lata. PGNiG pytane, jak chce się zabezpieczyć przed ewentualnymi przerwami w dostawach gazu zimą, odmówiło odpowiedzi.

PGNiG może zyskać...

Reklama
Reklama

- Paradoksalnie, ewentualne ograniczenie dostaw rosyjskiego gazu może mieć dobry wpływ na wyniki PGNiG, podobnie jak to miało miejsce na początku tego roku. Mniejszy udział gazu importowanego w sprzedaży ogółem podwyższy zyski firmy - ocenia Andrzej Pasławski. Ceny gazu w Polsce są regulowane przez Urząd Regulacji Energetyki, który musi zaaprobować wszelkie proponowane podwyżki. PGNiG przyznaje, że od dłuższego czasu nie zarabia na sprzedaży gazu. Twierdzi, że URE nie pozwala mu podnieść cen w stopniu rekompensującym wzrost cen zakupu surowca. W efekcie działalność podstawową finansuje m.in. ze sprzedaży wydobywanej przez siebie ropy.

... a odbiorcy mogą stracić

Zdaniem Andrzeja Pasławskiego, na ewentualnych przerwach w dostawach gazu do Polski ucierpią przede wszystkim jego najwięksi odbiorcy, w tym giełdowe spółki chemiczne. Jak na razie firmy starają się zachowywać spokój. - Jesteśmy szczególnie aktywni w zakresie dywersyfikacji źródeł pozyskania gazu, co również ma na celu zabezpieczenie się przed powtórką tegorocznego scenariusza - mówi Marek Sieprawski, rzecznik największego klienta PGNiG - Zakładów Azotowych Puławy. W marcu Puławy zawarły umowę z węgierską firmą Emfesz, co ma zwiększyć bezpieczeństwo zaopatrzenia w podstawowy surowiec do produkcji. Zarząd liczy, że pierwsze dostawy gazu otrzyma z tego kierunku najdalej w IV kwartale. Nie jest to jednak pewne, gdyż jak dotąd nie ma wszystkich niezbędnych zezwoleń (m. in. ze strony URE) potrzebnych do realizacji kontraktu. Przedstawiciele innych ważnych klientów PGNiG - Orlenu i Zakładów Azotowych Police - polegają na swoim dostawcy. - Mamy umowę z PGNiG, która przewiduje działania w takich sytuacjach - mówi Piotr Wachowicz, rzecznik Polic. - Jeżeli ograniczenia byłyby krótkoterminowe, to nie miałyby większego wpływu na produkcję. Dłuższe przerwy mogą mieć poważniejsze konsekwencje - dodaje Dawid Piekarz, rzecznik prasowy Orlenu.

Komentarz

Krzysztof Grad

Od dawna bezpieczeństwo energetyczne jest jedynie

Reklama
Reklama

hasłem w dyskusjach polityków

Sprawdza siź staropolskie przysłowie, które mówi "gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą". W tym przypadku chodzi o to, że polskie przedsiźbiorstwa, a pośrednio i cała nasza gospodarka, może znów ucierpieć w wyniku konfliktu Ukraina-Gazprom. Jednak całej winy nie da siź przypisać imperialistycznej polityce rosyjskiej spółki. Dbanie o polską gospodarkź i ochrona jej przed zewnźtrznymi wstrząsami to nie zadanie

dla zagranicznej firmy. Rosja jest dominującym

dostawcą paliw do Polski nie od dziś. Nie potrzeba wiele wyobraęni (i lat!), żeby sobie uświadomić, jakie

to stwarza zagrożenie. Tymczasem już od dawna

bezpieczeństwo energetyczne jest jedynie hasłem w dyskusjach polityków. Zamiast konkretnych

Reklama
Reklama

działań, mamy kolejne debaty. Czy trzeba nastźpnej srogiej zimy, żebyśmy siź obudzili?

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama