Otrzymaliśmy informacje, że dostawy gazu w punkcie odbioru na granicy polsko-ukraińskiej wracają do normy - powiedział "Parkietowi" Tomasz Fill, rzecznik prasowy Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa (PGNiG). - Czekamy na oficjalne potwierdzenie tego faktu przez RosUkrEnergo oraz wyjaśnienie przyczyn wcześniejszego ograniczenia dostaw - dodał.

W ubiegłym tygodniu - jak poinformowało w poniedziałek PGNiG - rosyjsko-ukraińska spółka, drugi co do wielkości dostawca surowca dla polskiego monopolisty, wstrzymał przesył gazu przez punkt w Drozdowiczach. Inaczej sprawę widzi RosUkrEnergo. Wczoraj firma zaprzeczyła informacjom o przerwie w dostawach do Polski. Zdaniem przedstawicieli RosUkrEnergo - o czym poinformował serwis internetowy RusEnergy - dostawy błękitnego paliwa były cały czas realizowane zgodnie z obowiązującym kontraktem zawartym z PGNiG.

Sprzeczność? Niekoniecznie. Według nieoficjalnych źródeł, część gazu zakontraktowanego przez PGNiG, mogła zostać na Ukrainie. - Jesteśmy w stałym kontakcie z NAK Naftogaz Ukrainy (operator rurociągów na Ukrainie - red.), który pomaga nam rozwiązać problem - mówi Tomasz Fill. Jak zapewnia PGNiG, niedawna przerwa w dostawach do Polski nie jest i nie będzie odczuwalna dla odbiorców firmy. Wcześniej deklarował też, że zapotrzebowanie na gaz klientów krajowych jest w pełni pokryte.

Jak wynika z informacji "Parkietu", zmniejszenie przesyłu jest związane z trwającymi obecnie negocjacjami między PGNiG i RosUkrEnergo w sprawie przedłużenia obowiązującego do końca roku kontraktu, dotyczącego tzw. dostaw natychmiastowych (spotowych). Umowa gwarantuje zakup przez polską stronę 2,53 mld metrów sześciennych gazu.

Nieoficjalnie wiadomo, że do ustalenia została tylko jedna, ale za to kluczowa kwestia: cena gazu. PGNiG zamierza kupić w ramach nowego kontraktu ponad 2,5 mld metrów sześciennych błękitnego paliwa.